Nowy numer 25/2018 Archiwum

Zamach na generała

Miejscowy korespondent agencji AFP w Burundi został zatrzymany w niedzielę przez tamtejsze siły bezpieczeństwa i pobity w Bużumburze, gdzie wcześniej tego dnia doszło do zabójstwa gen. Adolphe'a Nshimirimany, będącego prawą ręką prezydenta Pierre'a Nkurunzizy.

Esdras Ndikumana, który współpracuje także z francuskim radiem RFI, wyjaśnił, że został aresztowany przez służby wywiadowcze SNR, kiedy robił zdjęcia na miejscu zamachu. Funkcjonariusze SNR przewieźli go do swojej siedziby i przetrzymywali przez dwie godziny. Korespondent był tam bity po plecach, nogach oraz w podeszwy stóp. Później został zwolniony i z obrażeniami trafił do szpitala.

Szefowa działu informacji AFP Michele Leridon, "bardzo zaszokowana" agresją wobec korespondenta, zapowiedziała, że "będzie domagać się od władz Burundi wyjaśnień oraz zapewnienia, że taki incydent się nie powtórzy". "Nasz korespondent powinien kontynuować swoją misję informacyjną w pełni bezpiecznie" - dodała.

Generał Nshimirimana, który odpowiadał za osobiste bezpieczeństwo prezydenta, został zastrzelony w samochodzie w dzielnicy Kamenge w stolicy kraju. W ostrzale zginęło również jego trzech ochroniarzy.

Atak ten - jak wskazuje agencja Reutera - zwiększa napięcia po kontestowanych niedawnych wyborach prezydenckich, w których po raz trzeci zwyciężył Nkurunziza.

Był on jedynym kandydatem - wszyscy najpoważniejsi rywale wycofali się z wyborów, uznając, że Nkurunziza uczynił z nich farsę. Z tego samego powodu przeciwnicy prezydenta zbojkotowali poprzednie wybory w 2010 r., a teraz oskarżali go o dyktatorskie zapędy i dodatkowo o naruszenie konstytucji, która stanowi, że stanowisko szefa państwa piastować można tylko przez dwie kadencje.

Nkurunziza odpowiadał, że ponieważ na pierwszą kadencję w 2005 r. został wybrany przez parlament, a nie w wyborach powszechnych, to nowa kadencja, o którą się ubiega, będzie jego drugą, a nie trzecią, zabronioną przez konstytucję.

Ogłoszenie przez Nkurunzizę zamiaru pozostania na urzędzie wywołało protesty i niepokoje w kraju, w których zginęło wielu ludzi.

10-milionowe Burundi, położone w środkowej Afryce, jest niepodległe od 1962 roku. Od tego czasu kraj był wielokrotnie wstrząsany konfliktem na tle etnicznym - walkami między Hutu, stanowiącymi większość, a mniejszością Tutsi. Szacuje się, że w sumie konflikt ten pochłonął ok. 300 tys. ofiar śmiertelnych.

 

 

« 1 »

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama