Nowy numer 33/2018 Archiwum

Jak tu pachnie!

Wiedziałem jedno: do Rychwałdu nie muszę dorabiać żadnej pobożnej ideologii. Przyjedź w Beskidy. Po namaszczenie olejkiem radości.

Rychwałd to, Rychwałd tamto… Nie było miesiąca, bym nie słyszał o tym miejscu. Nazwa ukrytej w górach zaledwie 6 km za Żywcem wsi przewijała się nieustannie w czasie rozmów ze znajomymi i łączyła się z nazwiskami: o. Antonello, Maria Vadia, o. Bashobora, o. Maniparambil. Słyszałem o Kursach Alpha, które przyciągały ludzi z całej Żywiecczyzny, o prężnej Szkole Nowej Ewangelizacji, o wielu uratowanych małżeństwach, które doświadczyły tu przełomu, o diakonii Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, o prężnej akcji ewangelizacji Beskidów. Franciszkanie potrafili pogodzić dwa odcienie wiary: tradycyjną, ludową, wyssaną z mlekiem matki, z nowym powiewem Ducha. Jak to się sprawdza w praniu? 13. dnia każdego miesiąca kościół pęka w szwach w czasie nabożeństw fatimskich (przyjeżdżają na nie aż 4 tys. ludzi), a w pierwsze poniedziałki miesiąca w czasie Mszy z modlitwą o uzdrowienie ludzie nie mieszczą się w świątyni. – To dwa płuca Kościoła – opowiada o. Bogdan Kocańda (gwardian, proboszcz i kustosz).– Dziś najważniejszym naszym zadaniem jest to, by ludzie odkryli na nowo Jezusa Chrystusa w przekazie kerygmatycznym. I to właśnie staramy się robić. Przed kilku laty nazwa beskidzkiego sanktuarium kojarzyła się przede wszystkim z ziółkami. To tu działał o. Grzegorz Sroka, a dewizę: „Kto pije zioła zakonnika, ten chorób unika” znali na pamięć nie tylko mieszkańcy Żywca, Milówki czy Łodygowic, ale i całej Polski. Dziś słowo „uzdrowienie” wymieniane w kontekście wioski nabiera innych biblijnych znaczeń, wykraczających poza klasztorne herbarium. Konkret? Dwa lata temu ruszyły comiesięczne czuwania dla młodzieży „Gra o zbawienie”. Dziesięć poziomów. Jakich? Bożych przykazań. Uwielbienie prowadził zespół gimnazjalistów. Zainteresowanie było tak wielkie, że na rekolekcje dla młodzieży brakowało wolnych miejsc.

Kręci się w głowie

Dlaczego Rychwałd zaczął pachnieć olejkiem radości? – Gdy papież Franciszek sprawował swą pierwszą Mszę Krzyżma, powiedział: pasterz powinien pachnieć owcami – opowiada o. Bogdan Kocańda. – Ta intuicja zapachu chodziła zresztą za mną od dawna. Nosiłem ją w sercu. W Psalmach nieustannie natrafiałem na słowa o olejku radości. To określenie wracało w czasie spotkań charyzmatycznych, w których uczestniczyłem.

Przygotowaliśmy więc olejek radości (składa się z nardu przywożonego z Ziemi Świętej, z piżma, mirry i oliwy z Hiszpanii oraz róży) i zaczęliśmy namaszczać nim pielgrzymów. Już po pierwszych „próbach” ludzie przychodzili ze świadectwami… uzdrowień. Olejek nie jest zwykłym pielgrzymkowym gadżetem z pobożną pieczątką. W katechizmie Kościoła czytamy: „Święta Matka Kościół ustanowił sakramentalia. Są to znaki święte, które z pewnym podobieństwem do sakramentów oznaczają skutki, przede wszystkim duchowe, a osiągają je przez modlitwę Kościoła”. Co to znaczy? Sakramentalia nie udzielają łaski Ducha Świętego, jak to ma miejsce przy sprawowaniu sakramentów, ale przez modlitwę Kościoła przygotowują nas do jej przyjęcia. – Zainteresowanie było tak wielkie, że wprowadziliśmy dla pielgrzymów dodatkową Mszę w soboty o godzinie 11. Po tej liturgii namaszczamy olejkiem radości. Kreślimy literę tau na czole i znak krzyża na dłoniach. Jak wówczas nasz kościół pachnie! Aż chce się przebywać w królestwie niebieskim – śmieje się o. Bogdan.

Niezła jazda

– Przyszedłem tu w 2004 roku z wizją, że zrobię tu ośrodek medytacji franciszkańskiej – wspomina o. Kocańda. – Siedziałem przez dwa lata codziennie przed Najświętszym Sakramentem i pytałem: „Panie Boże, a czego Ty chcesz? Jakie są Twoje pragnienia?”. Modliłem się, by w tym miejscu objawiła się Boża chwała. Zaczęli przychodzić ludzie. Prosili o rekolekcje, o spotkania charyzmatyczne. Ruszyły Kursy Alpha. W tygodniu robiliśmy aż trzy edycje, każda na 70 osób. Przez Alphy organizowane w naszym domu rekolekcyjnym przewinęło się już 3,5 tysiąca osób (dla porównania: nasza parafia liczy jedynie 1800 dusz). Po kursach jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać w okolicy wspólnoty. Fascynuje mnie rychwałdzkie połączenie dwóch odcieni wiary: tradycyjnej, pielęgnowanej przez wieki w beskidzkich chatach, z „nowym winem wlewanym do nowych bukłaków”, góralskich zwyczajów z otwartością na to, co mówi dziś Duch do Kościoła. Ten mariaż będzie można zobaczyć jak na dłoni 19 lipca w czasie uroczystości złotego jubileuszu koronacji obrazu Matki Bożej Rychwałdzkiej. Namalowany jest na lipowej desce. W 1644 roku Katarzyna Komorowska, właścicielka Ślemienia, podarowała wizerunek kościołowi w Rychwałdzie, a już trzy lata później zanotowano pierwszy cud. Elżbieta Karska z Bibersztyna w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny zauważyła, że obraz mienił się różnymi barwami, a następnie została uzdrowiona z raka skóry. Uzdrowieni zostali również jej mąż i córka. Nic dziwnego, że wizerunek zaczął cieszyć się niezwykłą czcią wiernych.

Królowa idzie!

Lało jak z cebra, a ludzie brnęli po kostki przez błoto – opowiadają świadkowie koronacji obrazu. 18 lipca 1965 roku do Rychwałdu zjechało aż 80 tysięcy pielgrzymów. U stóp Matki Boskiej zebrała się niemal cała Żywiecczyzna. Koronacji dokonali kard. Stefan Wyszyński i abp Karol Wojtyła. Ten ostatni w księdze pamiątkowej napisał wówczas: „Olbrzymie wody ulewnego deszczu nie potrafią zgasić naszej miłości względem Ciebie, Maryjo!”. Po 50 latach 19 lipca cudowny obraz znów otoczą tłum górali i tysiące pielgrzymów. Świętowanie rozpocznie gromki śpiew kapel góralskich i potężny dźwięk trąbit. Prymas Polski poświęci kopię obrazu Matki Bożej Rychwałdzkiej, odnowione tabernakulum i suknię wdzięczności. Po Mszy świętej i uroczystościach świętowanie przeniesie się do pobliskiego Żywca. O 20.00 w amfiteatrze Pod Grojcem z głośników popłynie pełne ognia wielbienie. Projekt znów połączy to, co stare i nowe. Usłyszymy misterium muzyczne skomponowane przez Huberta Kowalskiego (artyści zaprezentują kompozycje stworzone na podstawie dzieła Andrzeja Komonieckiego „Monumenta Rychwalda” z XVIII w) oraz nowoczesne aranżacje znanych pieśni uwielbienia.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Jakub
    09.08.2015 14:38
    Miałem okazję odwiedzić to sanktuarium. Ojciec Bogdan Kocańda był egzorcystą w diecezji kieleckiej , miał bardzo ciężki przypadek opętanej dziewczyny. Nie wiem, czy dalej pełni tę posługę. W każdym razie - olejek radości to nic innego jak olej egzorcyzmowany. Ojcowie nie używają tej nazwy zapewne, by nie wystraszyć ludzi. Niech Bóg im błogosławi!
    doceń 0
  • Anna
    10.08.2015 01:16
    Pachnie? Czuję tu swąd pentekostalizmu. Zielonoświątkowcy - ręce precz od katolickich sanktuariów!
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji