GN 32/2018 Archiwum

Stypa po grecku przejdź do galerii

Grecy to nawet własne bankructwo umieją świętować. Co im zostało: w referendum musieli wybierać między dwiema iluzjami. Wybrali tę, która choć przez chwilę pozwoliła im czuć się zwycięzcami.

Lotnisko Eleftherios Venizelos w Atenach. Próbuję znaleźć czynny automat z biletami na metro. Doskonałe połączenie portu lotniczego z centrum stolicy na co dzień kosztuje pasażera 8 euro, bilet w dwie strony – 14. W piątek, dwa dni przed referendum, okazuje się jednak, że wszystkie bramki są otwarte. – Proszę przechodzić, teraz się jeździ za darmo, wie pan, to z powodu fatalnej sytuacji ekonomicznej – dwie Greczynki sprowadzają mnie na grecką ziemię. Przez tydzień darmowy jest cały transport publiczny w Atenach. Ten dodatkowy benefit kosztuje budżet ok. 4 mln euro. – To zagrywka rządu przed referendum; chce w ten sposób przekonać społeczeństwo do głosowania na NIE, przeciwko warunkom stawianym przez zagranicznych wierzycieli – tłumaczy mi Stavros, właściciel rodzinnego hotelu w centrum Aten.

Dwie iluzje

Oczywiście nie samo metro zdecydowało, ale i takie wisienki okazały się skuteczne. Zwycięstwo zwolenników odrzucenia kolejnego dyktatu międzynarodowych instytucji wywołało euforię, jakiej ulice Aten nie widziały od dawna. Nawet jeśli następnego dnia banki nadal były zamknięte, z bankomatów można było wyciągnąć tylko 60 euro, a emeryci nie posiadający kart musieli czekać na otwarcie banku i możliwość wypłacenia maksymalnie 120 euro ze swoich emerytur. Nawet jeśli większość świętujących na placu Syntagma zdawała sobie sprawę, że bankructwo Grecji jest faktem, nie mogli nie cieszyć się z tego, że tym razem to oni będą ustalać warunki wyjścia z kryzysu. To iluzja nie mniejsza od tej, która przegrała: że pompowanie kolejnych miliardów w kraj, który jest niewypłacalny, będzie lekarstwem. Grecy uznali, że to żadne lekarstwo, tylko pętla u szyi ze względu na koszty radykalnych cięć. Z drugiej jednak strony wybrana przez nich opcja – to my sami zdecydujemy o kierunku reform – jest wprawdzie zagraniem ryzykownym, ale niekoniecznie z góry skazanym na porażkę. Ogłoszenie bankructwa Grecji, a nawet wyjście ze strefy euro, może okazać się w dłuższej perspektywie zbawienne dla tego kraju. A na pewno lepsze niż przedłużające agonię życie w iluzji. Są tylko dwa warunki: po pierwsze grecki dług musiałby zostać zredukowany (nie pierwszy to kraj, który otrzymałby taką ulgę), a po drugie… Grecy musieliby uznać, że świętowanie nawet tak „radosnej stypy” z tak „radosnej” okazji jak własne bankructwo, nie może trwać wiecznie.

NAI kontra OXI

– Niech pan przyjdzie dziś o godz. 21 na plac Syntagma, będzie premier Cipras – taksówkarz był wyraźnie podekscytowany ostatnim przed referendum wiecem zwolenników głosowania na NIE (OXI). Pewnie z obawy o moje morale nie wspomniał o drugim wiecu, który w tym samym czasie w pobliżu stadionu olimpijskiego organizowali zwolennicy głosowania na TAK (NAI).

Na placu Syntagma nie mogło być mniej niż 50 tys. ludzi, pod stadionem – na pewno ponad 20 tys. I choć liczba uczestników nie musiała niczego przesądzać, te proporcje okazały się prorocze w kontekście znanych nam już wyników referendum – ponad 61 proc. głosujących odrzuciło warunki wierzycieli, od których spełnienia uzależniali wypłatę Grecji kolejnej transzy pomocy. Ponad 38 proc. Greków było gotowych zgodzić się na kolejne cięcia jako warunek podtrzymania kroplówki. Kampania zwolenników głosowania na TAK w dużej części opierała się na haśle: „Nie możemy opuścić Europy”. – My, Grecy, jesteśmy gotowi zapłacić nawet krwią, żeby zostać w UE – usłyszałem od Spirosa Bairaktarisa, jednego z bogatszych Greków, właściciela restauracji i sklepów. Głosował na TAK, inaczej, niż nawoływał rząd, ale jednocześnie wyrażał pełne poparcie dla wszystkiego, co ekipa premiera Ciprasa zechce zrobić dla ratowania kraju. – Mógłbym nawet oddać rządowi klucze do tej restauracji na cały rok, na dwa lata, na ile trzeba, i cały zysk przeznaczyć na spłatę długów państwa – zapewniał w przedziwnej gorliwości Spiros. To jednak wyjątek wśród głosujących na TAK. Stavros, właściciel hotelu, nie zostawia suchej nitki na rządzie Ciprasa. – Podnieśli VAT, podnieśli podatek dochodowy, w sumie muszę płacić 39 proc. podatków, tak się nie da prowadzić biznesu – mówi.

Nie jesteśmy leniami

Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. – A myślisz, że to dopiero rząd Ciprasa narobił kłopotów takim przedsiębiorcom? – pyta zaczepnie Natalia, nauczycielka angielskiego, obecnie bezrobotna. – To poprzednia ekipa zniosła niektóre progi podatkowe, które wcześniej pozwalały drobnemu biznesowi oddychać. I co to dało? Mogę pokazać ci całe ulice, przy których rozwijał się drobny biznes, a które teraz są puste, bo przedsiębiorcy musieli zamknąć interes – mówi wzburzona. W referendum głosowała na NIE dla warunków wierzycieli. – Nie dlatego, że uważam, że nie powinniśmy spłacać długów. Musimy to zrobić, ale propozycje międzynarodowych instytucji nakładają kolejne ciężary na tych, którym jest najciężej: bezrobotnych, na małych i średnich przedsiębiorców, na szkolnictwo, służbę zdrowia… A dlaczego nie obciążyć tych, którzy teraz nie zostawiają żadnych podatków w Grecji? Zagraniczne korporacje, które wyprowadzają stąd miliardy? Dlaczego Unia i wierzyciele nie postawią takich warunków, które obciążałyby właśnie ten wielki biznes, najbogatszych? – pyta retorycznie nauczycielka. – Ja wiem, że wy w Polsce i w ogóle w Europie myślicie, że my, Grecy, jesteśmy leniwi i dlatego odrzucamy warunki pomocy. Ale to nieprawda. Znam ludzi, którzy pracują po kilkanaście godzin, żeby jakoś przeżyć. Nie jesteśmy leniwi, tylko chcemy sprawiedliwego obciążenia kosztami reform – dodaje. Faktem jest, że wśród przeciwników warunków wierzycieli, obecnych na placu Syntagma, są także zatrudnieni w prywatnych firmach i sami przedsiębiorcy. – Jestem tu, bo nie zgadzam się na dyktat prywatnych korporacji – mówi Emmanuila, projektantka wnętrz w jednej z ateńskich firm. Na placu rozdaje gazetę nawołującą do głosowania na NIE. Afrodyta, barmanka w jednej z restauracji, dodaje: – To jasne, że musimy spłacić długi, ale to my sami chcemy zdecydować, gdzie trzeba ciąć koszty, dlaczego miałyby to za nas robić jakieś zagraniczne instytucje? – wzrusza ramionami.

Ułuda dotacji

To prawda, że bankructwo Grecji jest w dużym stopniu… „projektem sfinansowanym ze środków Unii Europejskiej”, jak drwią w ostatnich dniach internauci. Jeśli nie samo przyjęcie do UE, to na pewno dołączenie do strefy euro kraju o niższym niż np. Niemcy czy Francja poziomie gospodarczym było projektem politycznym, z zerowymi podstawami ekonomicznymi. Samym Grekom zaś dawało złudne poczucie bezpieczeństwa i oswajało ich z życiem na raty. – Poza tym ten kraj został przeinwestowany – mówi obcokrajowiec pracujący w jednej z instytucji w Atenach. – W krótkim czasie za olbrzymie pieniądze zbudowano zbyt drogie lotnisko, podczas gdy drugie wygląda jak ruina, na ogromnym obszarze, po którym biegają szczury. Wybudowano za wielkie pieniądze trzy linie metra, stadiony, które teraz stoją bezużyteczne. A jednocześnie Grecy są mistrzami w „kreatywnej księgowości”, w ukrywaniu dochodów i unikaniu płacenia podatków. Klasycznym przykładem są niedokończone budowy domów, zostawianie drutów na dachu na całe lata: w ten sposób formalnie budowa domu jest niedokończona, to i podatku płacić nie trzeba. Jak taki kraj ma wyjść z długów? – pyta retorycznie.

Ciekawe obserwacje mają Polki sprzątające domy Greków. – Tutaj prawie każdy Grek zatrudnia, oczywiście na czarno, pomoc do sprzątania. W Polsce, w Warszawie, nawet wśród najzamożniejszych osób to ciągle jest mniejszość. W Grecji to normalne – mówi Anna, od kilku lat mieszkająca w Atenach.

« 1 2 »
Brak tytułu

GN 28/2015 DODANE 09.07.2015

Brak tytułu

oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji