Nowy numer 23/2021 Archiwum

Grecy mają dość oszczędzania

Osiem tysięcy Greków protestowało w niedzielę wieczorem w Atenach przeciwko możliwym dalszym cięciom budżetowym, m.in. zmniejszeniu emerytur. Demonstranci domagali się od rządu nieustępliwości w negocjacjach z wierzycielami Grecji.

Na wiec w centrum Aten przyszli głównie zwolennicy partii skrajnie lewicowych, domagający się wyjścia Grecji z UE, i mniej radykalni członkowie rządzącej krajem Syrizy. Było także wielu starszych ludzi, popierających do niedawna partie poprzedniego układu władzy: PASOK i Nową Demokrację.

"Jesteśmy tu, bo uważamy, że musimy pokazać Europie, co czujemy. To nasz obowiązek" - powiedziała PAP Meralda, emerytka, która na demonstrację przyprowadziła też młodszą siostrę Charę.

"Jasne, że zależy nam na naszej emeryturze, przecież już nam ją obcięli a teraz chcą wziąć jeszcze więcej, ale to nie wszystko. My już nie możemy słuchać tego gadania o naszym greckim lenistwie. To nie jest prawda. Całe życie ciężko pracowałyśmy. To, że politycy, na których kiedyś głosowałyśmy, okazali się złodziejami, nie oznacza, że my też kradłyśmy" - powiedziała.

Meralda, która przez wiele lat była nauczycielką w szkole podstawowej, wierzy, że charyzmatyczny premier Grecji Aleksis Cipras różni się od polityków starszej generacji i jako jedyny naprawdę mówi to co myśli.

"On znajduje się w bardzo trudnej sytuacji i robi wszystko co może, aby Grecję ocalić. To uczciwy człowiek" - tłumaczy Meralda.

Jej siostra ma jednak inną opinię i twierdzi, że jest Ciprasem bardzo rozczarowana.

"Tyle nam naobiecywał, a nic nie dał. Zobaczysz, że on nas też w końcu sprzeda. Miało nie być nowego porozumienia, ale wszystko wskazuje na to, że będzie. Dzisiaj w telewizji mówili, że Cipras rozmawiał przez telefon z Merkel i z Hollande'em, i że mają znaleźć kompromis. Znowu nas wykiwają. Wszyscy są tacy sami" - powiedziała Chara.

Mimo udziału w demonstracji, podczas której dominowały hasła natychmiastowego opuszczenia Unii i zerwania wszystkich umów nt. programów oszczędnościowych tak znienawidzonych przez wszystkich Greków, obie siostry przyznają, że nie mogą sobie takiej sytuacji wyobrazić.

Meralda mówi wprost, że nie wierzy, aby Unia chciała zaryzykować wyjście Grecji ze strefy euro, ponieważ kosztowałoby ją to o wiele więcej niż przyjście Atenom na ratunek.

"Żeby nam pomóc muszą wydać może 20 miliardów euro" - kalkuluje emerytka. "Ale jeśli zbankrutujemy stracą co najmniej 300, które nam pożyczyli, albo jeszcze więcej, Myślę więc, że jakoś się faktycznie dogadają."

Tak samo uważa stojąca tuż obok grupka młodych ludzi z Antarsi (Frontu Greckiej Antykapitalistycznej Lewicy). Jeśli jednak dwie siostry widzą w możliwości kompromisu między Ciprasem a wierzycielami Grecji pewne pozytywne aspekty, 26-letni Konstantinos mówi, że byłaby to zdrada interesów ludu.

"Unia jest organizacją kapitalistyczną, obliczoną na zysk. Oni się na naszym kryzysie bogacą, my biedniejemy. Jeśli Ciprasowi faktycznie uda się znaleźć rozwiązanie, zbiedniejemy jeszcze bardziej. To już lepiej wyjść z Unii i biednieć na własny rachunek" - tłumaczy Konstantinos, który właśnie skończył studia i za kilka miesięcy idzie do wojska.

Jego przyjaciele potakują. Jeden z nich, Panayiotis, oświadcza, że jedyną korzyścią jaką widzi w członkostwie Grecji w UE jest możliwość podróżowania i pracy w całej Europie.

"Ale co z tego, że możemy jechać do Paryża, jeśli moje dzieci nie będzie stać na to, żeby studiować? To ja już wolę, żebyśmy wyszli z UE, żeby wszyscy zostawili nas w spokoju, a my już sobie wybudujemy taki system, jaki nam odpowiada, w którym edukacja będzie zawsze za darmo" - mówi Panayiotis.

Przyjaciele przyznają jednak, że w porównaniu z demonstracjami sprzed dwóch, trzech lat, obecne są o wiele łagodniejsze w przebiegu i prawie w ogóle nie widać na nich policji.

"Odkąd Syriza doszła do władzy, pozwalają nam nawet na wspinanie się na taras parlamentu i powiewanie stamtąd flagami" - śmieje się Konstantinos.

Według greckich mediów po całodziennych dyskusjach zarówno z przywódcami państw UE, jak i własnymi ministrami, premier Grecji wyleciał w niedzielę wieczorem do Brukseli.

W poniedziałek odbędą się tam rozmowy "ostatniej szansy" nt. uratowania Grecji przed bankructwem, m.in. podczas nadzwyczajnego szczytu przywódców krajów strefy euro.

"Jestem optymistą i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze" - powiedział PAP 56-letni Petros, który na demonstrację przyszedł z flagą Syrizy. "Grecja przetrwa cokolwiek się stanie a my razem z nią."

Tymczasem wierzyciele Grecji - Unia Europejska, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny - otrzymali nowe propozycje rządu w Atenach ws. przezwyciężenia kryzysu zadłużenia - poinformował Martin Selmayr, szef gabinetu przewodniczącego KE.

Selmayr potwierdził w nocy z niedzieli na poniedziałek, że nowe propozycje Grecji otrzymali przewodniczący Komisji Europejskiej (KE) Jean-Claude Juncker i szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) Christine Lagarde, a także Europejski Bank Centralny (EBC).

"To dobra baza do poczynienia postępów podczas szczytu przywódców krajów strefy euro" - napisał Selmayr na Twitterze.

Szczyt rozpocznie się w poniedziałek w Brukseli o godz. 19. Poprzedzi go nadzwyczajne spotkanie ministrów finansów krajów eurolandu. Rano oczekiwane są jeszcze rozmowy szefa KE Jean-Claude'a Junckera z premierem Grecji Aleksisem Ciprasem, który ma też spotkać się przed szczytem strefy euro z kierownictwem EBC i MFW.

Od końca lutego grecki rząd prowadzi negocjacje z Komisją Europejską, Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Europejskim Bankiem Centralnym w sprawie reform, które są warunkiem odblokowania pomocy finansowej.

Obecny program ratunkowy dla Grecji wygasa z końcem czerwca. Jeśli do tego czasu nie będzie porozumienia w sprawie przekazania Atenom ostatniej transzy tego programu - ok. 7,2 mld euro - to Grecji grozi niewypłacalność. Do 30 czerwca Grecja ma zwrócić MFW 1,6 mld euro, ale nie ma na to środków.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama