Nowy numer 27/2020 Archiwum

Wewnętrznie wyłam z bólu

Niezbyt krótka historia Ani, pewnego pilota z Marines oraz Pana Jezusa.

Pamiętam, że już od najmłodszych lat moja dusza była bardzo wrażliwa. Modliłam się chyba od zawsze modlitwą Ojcze Nasz i Aniele Boży. Byłam wrażliwa na cierpienia innych i zawsze chciałam pomagać tym, którzy pomocy potrzebują. Zewnętrznie byłam ,,świętym” dzieckiem, wrażliwym na potrzeby innych.

Niestety, zły zaatakował mnie już we wczesnym dzieciństwie, by wszelkie dobro, jakie we mnie było, przygasło. By zgasić światło Pana, ogarniając mnie swoją ciemnością. Pamiętam, jak już w dzieciństwie zaczęłam bawić się w wywoływanie duchów. Jako mała dziewczynka zaczęłam okropnie kłamać. Kłamałam we wszystkim tak bardzo, że zastanawiałam się, czy ja w ogóle potrafię mówić prawdę. W nieświadomy sposób jako małe bezbronne dziecko otworzyłam furtkę na działanie złego ducha. Całkiem nieświadomie moje wnętrze stawało się poligonem wojny.

Pojawiły się dziwne myśli, które przychodziły jakby z zewnątrz. Następnie w moje myśli niewinnej dziewczynki zaczęły wkraczać brutalne seksualne fantazje. Czułam, że było to silniejsze ode mnie. Moje ciało zostało zniewolone onanizmem. Czułam, że jest we mnie jakaś moc, której nie znam i nie mogłam się jej przeciwstawić.

Tak zło wkraczało nieświadomie do mojego świata, świata w którym zewnętrznie wszystko było idealne i kolorowe. Miałam wspaniałą rodzinę, dom pełen miłości i nie brakowało nam zbytnio niczego. Zewnętrznie byłam dzieckiem szczęścia, jak mówili na mnie rodzice. Nikt jednak nie podejrzewał, że do mojego wnętrza wkradła się ciemność. Rodzicie byli katolikami, ale nie praktykowali wiary. Tata nigdy nie chodził do Kościoła w niedziele ani nawet od święta. Wyjątki stanowiły śluby i pogrzeby. Mama czasem, lecz bardzo rzadko, w latach mego dzieciństwa uczęszczała do Kościoła. Potem już wcale. Jedynie moi dziadkowie od strony mamy byli wyjątkowo wierzącymi i praktykującymi katolikami.

Kiedy trochę podrosłam, wybrałam się kilkukrotnie do wróżki i zaczynałam coraz bardziej fascynować się tego typu mocami. Kupowałam amulety i zaglądałam na rękę zawsze nowo poznanej osobie. Taka wówczas pojawiła się moda, która zaczęła mnie fascynować. Nie miałam pojęcia, że ktoś przejmował nade mną kontrolę i otwierałam wrota dla złych duchów.

Po jakimś czasie zaczęły pojawiać się lęki, myśli samobójcze, nerwice, myśli, które jakby nie pochodziły ode mnie. Choć zewnętrznie nadal byłam szczęśliwą nastolatką, to w moim wnętrzu panował niepokój, brak sensu, lęk przed śmiercią i dziwne myśli, które przychodziły jakby z zewnątrz. Zrobiłam się bardzo wybuchowa, zazdrosna i zaborcza. Próżność, nieczystość i lenistwo stawało się dla mnie wymówką, że to przecież normalne. Kiedy pojawił się problem natury emocjonalnej, z którym sobie nie radziłam, kilkakrotnie myślałam o samobójstwie.

Raz przeżyłam nieudaną próbę samobójczą. Pamiętam tę myśl, że jak umrę, to będę ,,smażyć się w piekle”, bo tam jest miejsce dla samobójców i zaczęłam błagać Boga ze strachu, by nie umrzeć. Wtedy interweniował mój Anioł Stróż i w nadzwyczajny sposób (bo ktoś miał natchnienie) zostałam odratowana.

Przez kolejne lata żyłam w świecie rozpusty, poszukując miłości, nie mając pojęcia, czym tak naprawdę jest miłość. Chciałam kogoś kochać, ale cielesne pożądanie gasiło we mnie głębsze zastanawianie się nad istotą miłości. Byłam w kilku związkach wplątana w cielesną odmianę ,,miłości”, która z miłością nie miała nic wspólnego. Żyłam w świecie, który promuje seks w jakimkolwiek wydaniu, seks, który nazywają miłością. Dałam się zwieść złu.

Pamiętam dzień, kiedy cudzołożyłam z chłopakiem a moja świętej pamięci babcia modliła się pod drzwiami na różańcu. Jaką miałam wtedy nieodpartą ochotę otworzyć znienacka drzwi, aby ją ,,niechcąco” uderzyć. Myślałam wtedy, że robi mi to ze złości.

« 1 2 3 4 5 »
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama