Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ideologiczne tsunami

O tzw. Konwencji przemocowej, neomarksizmie, legalizacji kazirodztwa i rządowym projekcie ustawy o in vitro z ks. dr. hab. Dariuszem Oko rozmawia Jan Hlebowicz

Jan Hlebowicz: Prezydent Bronisław Komorowski podpisał tzw. Konwencję przemocową. Jego zdaniem dokument ten ma poprawić sytuację ofiar przemocy...

Ks. dr hab. Dariusz Oko: Niestety, prezydent podpisał konwencję wbrew opiniom prawnym, które mówią, że jest ona niezgodna z konstytucją i nic nie wnosi do polskiego prawa w zakresie przeciwdziałania przemocy. W rzeczywistości konwencja jest genderowym koniem trojańskim w polskim ustawodawstwie, który pod płaszczykiem ochrony przed przemocą służy przemodelowaniu społeczeństwa. Państwo polskie ratyfikując ją, zobowiązuje się do wykorzeniania chrześcijańskiego modelu rodziny, jednocześnie otwierając furtkę dla „małżeństw” homoseksualnych. Genderyści przez konwencję dążą do destabilizacji rodziny, po to, żeby wszelkie zachowania seksualne były dopuszczalne.

Wszelkie, to znaczy jakie?

Judith Butler, guru światowego genderyzmu, głosi, że najważniejszym celem jej życia jest maksymalizacja przyjemności seksualnej. Dlatego ideolodzy gender dążą do zniesienia norm w sferze seksualnej. Robią to po to, by zachowania dzisiaj uznawane za niegodne i niezgodne z prawem, stały się dozwolone. Dlaczego genderyści definiują płeć w znaczeniu kulturowym, a nie biologicznym? Aby podkreślić, że wszelkie zasady i zachowania seksualne są dziełem kultury i dlatego możemy je dowolnie zmieniać, a w konsekwencji pozwolić sobie na wszystko, także na kazirodztwo czy pedofilię. To jest dostosowanie teorii do praktyki niesamowitej rozwiązłości seksualnej. Gender w dużym stopniu jest ideologią tych ateistów, dla których bogiem stał się seks. Tak w największym skrócie można określić tę utopijną teorię.

Ostro. Ale o związkach kazirodczych nikt nie mówi. No, może z wyjątkiem prof. Hartmana...

Przecież o kazirodztwie pozytywnie wypowiadały się także panie profesorki Fuszara i Środa. Łącznie jest to trójka najbardziej walczących ateistów, którzy w ramach fanatycznego popierania genderyzmu popierają także kazirodztwo. Należy ono do istoty genderyzmu, ponieważ najważniejszym jego aksjomatem jest stwierdzenie, że w seksie można absolutnie wszytko, o ile jest na to zgoda wszystkich jego uczestników. Czyli jak najbardziej są pochwalane także dobrowolne akty kazirodcze. To dlatego pani Butler na jednym poziomie stawia homoseksualizm i kazirodztwo, a w Niemczech, Danii, Szwajcarii i Australii lobby LGBTQ zaczyna już wojnę o legalizację takich zachowań seksualnych. Jeśli ktoś zgodził się na apoteozę homoseksualizmu, jutro będzie zmuszony do apoteozy kazirodztwa. Dlatego też Vagn Greve, duński profesor prawa z Copenhagen Business School, stwierdza: „Jeśli dwie dorosłe osoby, w tym na przykład ojciec i córka, chcą być ze sobą razem, to nie widzę problemu. (...) Nie widzę absolutnie żadnej różnicy między legalizacją związków homoseksualnych a dopuszczeniem związków kazirodczych”. O legalizację kazirodztwa w Niemczech walczy teraz najbardziej genderowa partia tego kraju, czyli Zieloni. To samo ugrupowanie przez dziesięciolecia jak lew walczyło o legalizację pedofilii. W Bundestagu złożyło odpowiedni projekt legalizującej ją uchwały. Każde dziecko mogłoby wtedy być bezkarnie molestowane i gwałcone. Jürgen Trittin, jeden z liderów Zielonych, na pytanie, dlaczego to robili, odpowiedział, że na żądanie organizacji homoseksualnych. Tak samo było w Holandii i Stanach Zjednoczonych. Za wojną o legalizację pedofilii zawsze stali geje.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama