Nowy numer 43/2020 Archiwum

Co mogą obywatele, czyli pozew przeciw KE

Jeszcze niespełna tydzień pozostał organizatorom akcji "Jeden z nas" na ustosunkowanie się do odpowiedzi Komisji Europejskiej na pozew skierowany do sądu w Brukseli.

„Nasz Dziennik” przypomina dziś, jak arogancko została potraktowana inicjatywa proliferów zrzeszonych w inicjatywie „Jeden z nas”. Zebrali prawie 1,8 miliona podpisów obywateli 18 państw, by powstrzymać niszczenie ludzkich embrionów, prowadzenie na nich badań, które mogłyby je narażać na uszkodzenia oraz zabronić finansowania wykonywania i propagowania aborcji.

Dokumenty złożyli w Komisji Europejskiej w lutym zeszłego roku. Jak przypomina „Nasz Dziennik” żadna instytucja ich nie zakwestionowała. Kolejnym krokiem powinno być przekazanie inicjatywy do Parlamentu Europejskiego pod publiczne wysłuchanie i debatę, a następnie można by wystąpić do PE i Rady UE z inicjatywą ustawodawczą lub też jej odmówić. To rola Komisji Europejskiej, która powinna była każdą swoją decyzję w sposób przekonujący i merytoryczny uzasadnić.

Tymczasem, jak zwraca uwagę „Nasz Dziennik”, tego rodzaju uzasadnienia działacze prolife się nie doczekali. Pod koniec maja KE wydała jedynie lakoniczny dokument, w którym nie oceniła w żaden sposób inicjatywy „Jeden z nas”. Stwierdzono tylko, że prawo unijne chroni integtralność i godność człowieka, a w związku z tym nie ma potrzeby wprowadzania zmian.

Zaskoczeni takim obrotem sprawy proliferzy sprawę oddali do rozpatrzenia sądowi. Na co Komisja Europejska odpowiedziała, że wydany przez nią komunikat nie jest dokumentem prawnym i w związku z tym sądowej ocenie nie podlega. Jeśli sąd zgodzi się z taką argumentacją, będzie to znaczyło, że można odrzucić bez jakiejkolwiek argumentacji dowolną inicjatywę ustawodawczą.

Jak wyjaśniają specjaliści z Ordo Iuris, Komisja Europejska nie odniosła się do kwestii uznania embrionu za istotę ludzką. Co więcej, naruszyła obowiązujące procedury dotyczące rozpatrywania inicjatyw obywatelskich. Stanęła w opozycji wobec postanowień Traktatu Lizbońskiego, który zakładał nadrobienie deficytów demokracji. Jeśli więc inicjatywa „Jeden z nas” miała zostać odrzucona, to powinno się to stać w efekcie rzetelnej debaty i po wysłuchaniu w Parlamencie Europejskim, a nie w oparciu o subiektywne opinie i arbitralne przesłanki.

Jak tłumaczy Ordo Iuris, jeśli inicjatywa ciesząca się tak dużym poparciem mogła zostać bez jakichkolwiek konsultacji „wyrzucona do śmieci”, to jaką mamy pewność, że w ogóle w Unii Europejskiej panuje demokracja. „Skarga wniesiona przez EIO „Jeden z Nas” wyznacza jasną alternatywę dla Sądu UE: albo skarga zostanie uwzględniona, a EIO stanie się sensownym instrumentem umożliwiającym społeczeństwu obywatelskiemu realny wpływ na kształt UE albo zostanie ona odrzucona, co oznaczałoby, że EIO jedynie pozoruje mechanizm demokracji partycypacyjnej stanowiąc instytucjonalny parawan dla niedemokratycznego funkcjonowania instytucji europejskich” – czytamy na stronach Ordo Iuris.

Z kolei proliferzy z „Jeden z nas” zauważają na swoich stronach: „Jeżeli Sąd przychyliłby się do stanowiska Komisji, oznaczałoby to akceptację dla całkowitej arogancji unijnych biurokratów względem obywateli UE. Czy okaże się, że w Unii nie ma miejsca na demokrację partycypacyjną, a głos Europejczyków brany jest pod uwagę jedynie wówczas, gdy podoba się władzy?”.

Więcej o sprawie:

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama