Nowy numer 43/2020 Archiwum

Bóg pro choice

Gdyby człowiek nie mógł wybierać źle, nie mógłby też wybierać dobrze.

Wśród komentarzy na temat katastrofy airbusa w Alpach francuskich pojawiały się często standardowe w takich przypadkach pojękiwania: „I gdzie był Bóg?”. Bo Bóg jest miłosierny, a to w potocznym przekonaniu oznacza, że ma zatroszczyć się o to, żeby człowiekowi było komfortowo aż do końca wybranego i zaplanowanego. Bo Bóg ma być „pro choice” (za wyborem – to hasło propagatorów aborcji), a chodzi o każdy wybór, jaki podejmuje człowiek.

A jednak, paradoksalnie, właśnie to straszne wydarzenie w Alpach było, najprawdopodobniej, skutkiem ludzkiego wyboru. Tak jak przy aborcji, gdy decyzja jednego człowieka decyduje o życiu innego człowieka. Takie są skutki „pro choice”, gdy człowiek wybiera po swojemu, nie licząc się z wyborem wskazywanym przez Boga. To się nazywa grzech, a wskutek grzechu zawsze cierpią nie tylko sprawcy, ale też inni, choć rzadko widać to tak wyraźnie, jak w przypadku katastrofy airbusa. Gdy wskutek aborcji ginie dziecko, pokrwawione szczątki utylizuje się i niby jest po sprawie. A że to dziecko miało być darem dla kogoś? Że Bóg miał dla jego życia plan, wskutek którego miało na świecie być lepiej niż jest? A kto to sprawdzi!

Wiemy, co stracilibyśmy, gdyby Emilia Wojtyłowa w 1919 r. posłuchała lekarza i poddała się aborcji, ale nie wiemy, co straciliśmy z powodu tych milionów aborcji, jakie popełniono w Polsce po wojnie. Tak nie miało być, bo Bóg nigdy nie chce grzechu. Jeśli ktoś grzeszy, może być pewien, że zrobił dziurę w tym, co miało być całe.

Ale dlaczego Bóg, skoro chce inaczej, nie interweniuje? Czemu nie otworzył tych drzwi, które zablokował samobójca-zabójca?

Ha, wygląda na to, że Bóg traktuje nas poważnie i że nasze życie to nie ćwiczenia. To nie gra komputerowa, w której delikwent ma ileś tam „żyć”. Naprawdę jesteśmy wolni, a to znaczy, że ponosimy skutki naszych wyborów, a inni z nami. Każda decyzja ma wpływ na innych. Natomiast świat, podżegany przez szatana, chce wychowywać ludzi w kłamliwym przekonaniu, że jest inaczej – że można wybierać jak się chce, a podjęte decyzje nie muszą mieć żadnych skutków. Że można „uprawiać seks”, tylko trzeba zadbać, żeby to niczym nie skutkowało. A jeśli jednak poskutkuje, to trzeba to „usunąć”, a potem wmawiać sprawcy, że nie będzie skutków psychicznych. A jeśli są, to widocznie dlatego, że sprawca ma obsesję religijną.

Świat kłamie za diabłem, że można ślubować małżonkowi dozgonną wierność, a potem związać się z kimś innym – i to nic nie znaczy. Nawet do Komunii trzeba takich ludzi dopuszczać.

Świat kłamie, że każdy kto chce, ma prawo do dziecka, i może je sobie zamówić, nawet kosztem innych ludzi, trzymanych w lodówkach albo wylewanych do ścieków. A arcykłamstwem w tym wszystkim jest wmawianie ludziom, że to jest właśnie miłosierdzie.

Bóg jest miłosierny – dlatego mówi: „Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli” (Pwt 30,19).

Bóg jest za wyborem – życia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także