Nowy numer 43/2020 Archiwum

Cień człowieka

Po mowie Piotra trzy tysiące ludzi stało się chrześcijanami. Chodził w cieniu Jezusa, więc cień Rybaka padał na chorych, a ci odzyskiwali zdrowie.

Zaskakuje mnie skuteczność Piotra. Trzy tysiące nowych chrześcijan jednego dnia to doskonała statystyka. Na każdym kroku w Dziejach Apostolskich spotykam opisy tego, w jaki sposób w pierwszym Kościele manifestowała się Obecność Pana. Piotr chodził w Jego cieniu, więc cień Rybaka padał na chorych, a ci odzyskiwali zdrowie.

Nie dziwię się, że trzytysięczny tłum poszedł za Rybakiem. „Bojaźń ogarniała każdego, gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów” – czytam w zdaniu wyjaśniającym ten fenomen. Ludzie szukają wiary zdolnej przenosić góry.

Słyszałem w życiu tysiące kazań. Czy po którymś z nich stojący obok mnie mężczyźni decydowali się zamknąć za murami klasztoru? Nie mam pojęcia. Gdy św. Jan Kapistran (1386-1456) przyjechał do Krakowa, po jego płomiennych homiliach do nowicjatu bernardynów wstąpiła… setka mężczyzn.

Rynek pękał w szwach. Uczeń Bernardyna ze Sieny przybył do Polski na zaproszenie Kazimierza Jagiellończyka. Po śmierci Bernardyna wszędzie woził ampułki z jego krwią. Na zakończenie kazania na krakowskim rynku zaczął nią błogosławić Krakusów. Tłum zobaczył cuda.

– Zrezygnowałbym z próby oceny socjologicznej czy racjonalnej tego zjawiska – wyjaśnia o. Cyprian Moryc, bernardyn – Dawna literatura bernardyńska wskazuje jasno, że na takie wydarzenia trzeba patrzeć w duchu biblijnym. Jan Kapistran czy Bernardyn byli ludźmi kategorii proroków. Dziś chyba zapominamy, że taka instytucja w ogóle istnieje! Bóg potwierdzał ich nauczanie znakami. To, co działo się na krakowskim rynku było wielką eksplozją mocy Ducha. Kapistran dotykał ampułką krwi Bernardyna chorych, a ci odzyskiwali zdrowie. To była klasyczna działalność charyzmatyczna. Przy tym wszystkim św. Jan był znakomitym dyplomatą, legatem papieskim. Nic dziwnego, że zgromadził w klasztorze prawie setkę nowicjuszy w tym wielu profesorów i studentów Akademii.

A scena powołania Jacka? Na rzymskim bruku leżał martwy człowiek. „To bratanek kardynała” – szeptano. Szczupły mnich „wyciągnął ręce w górę i swoją modlitwą wyrwał brata ze śmierci”. Człowiek podniósł się i otworzył oczy. Tłum zamarł. Taką scenę ujrzał św. Jacek. Mnichem, którego spotkał był Dominik. Nic dziwnego, że Jacek wraz z towarzyszami: Czesławem i Hermanem wstąpili w szeregi braci kaznodziejów.

Ludzie są zmęczeni moralizowaniem, duszpasterskimi smrodkami dydaktycznymi. Pójdą za tym, kto przyjdzie i zawoła: „Widziałem Pana i to mi powiedział…”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także