Nowy numer 49/2020 Archiwum

U Bramy Łez

Na Półwyspie Arabskim wybuchła wojna, w której bierze udział 11 państw. 


Terrorystyczna nowość 


I wtedy w Jemenie pojawiła się zbrojna organizacja, której nigdy tu nie widziano: Państwo Islamskie (PI). W piątek 20 marca, dzień modlitw, w tłum skandujący akurat rytualne hasło „Precz z Izraelem i Ameryką!” weszło dwóch mężczyzn, by w imię PI dokonać bezprecedensowej rzezi. Bomby w szyickim meczecie Badra w Sanie zabiły 140 osób. Ponad 300 zostało rannych, krew płynęła po ścianach. Tego samego wieczoru Stany Zjednoczone podjęły decyzję o natychmiastowej ewakuacji swej jemeńskiej bazy lotniczej w Al-Annad. Nazajutrz samoloty transportowe utworzyły most powietrzny, którym cały sprzęt i ludzi wycofano do bazy w Dżibuti, po drugiej stronie cieśniny Bab Al-Mandab. 
Baza Al-Annad funkcjonowała od lat, była centrum dowodzenia eskadr dronów i samolotów, które bombardowały regularnie oddziały jemeńskiej Al-Kaidy, obecnej tu od wojny w Iraku. Al-Kaida Półwyspu Arabskiego (AKPA) uważała się za obrońcę sunnickiego Jemenu, zawsze mając ambicje międzynarodowe: to ona dokonała styczniowego zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” w Paryżu. Jednak po oddaniu pola szyitom w Jemenie straciła wielu zwolenników. Już od ubiegłej jesieni kolejne grupy AKPA deklarowały przejście do rodzącego się tutaj bardziej radykalnego PI. Nikt jednak nie spodziewał się, że syryjsko-iracka organizacja wejdzie do gry w Jemenie tak szybko i z takim hukiem. Hutystom, którzy walczą jednocześnie przeciw sojuszowi saudyjsko-amerykańskiemu i AKPA, doszedł jeszcze jeden przeciwnik.


Starcie potęg


Stany Zjednoczone ogłosiły, że pomogą międzynarodowej koalicji dowodzonej przez Saudyjczyków. Amerykanie mają z kolei poparcie innych zachodnich mocarstw i Izraela, obawiających się wizji dostępu Iranu do cieśniny Bab Al-Mandab – Iran może już w każdej chwili zablokować inną strategiczną cieśninę, Ormuz, u wejścia do roponośnej Zatoki. Arabia Saudyjska będzie bronić „swego” prezydenta Jemenu, bo konkuruje z Iranem w regionie i nie chce widzieć jego sojusznika u południowej granicy. Sam Iran zaprzecza, jakoby czynnie popierał jemeńskich zajdytów, ale z pewnością przychylnym okiem patrzył na ich dotychczasowe postępy. W Jemenie ścierają się regionalne potęgi.
Saudyjska koalicja z pewnością zdoła obronić Aden, ale w górach może mieć problemy. W przeszłości ani Brytyjczykom, ani osmańskim Turkom, ani Saudom nie udało się trwale złamać oporu jemeńskich górali. Na północy hutyści mają poparcie prawie całej ludności, a na sunnickich, pustynnych nizinach południa i wschodu prezydent Hadi nie ma tylu zwolenników, ilu się spodziewał. Jemen faktycznie się rozpadł. Chaos, przypominający scenariusz libijski lub syryjski, będzie bez wątpienia sprzyjał dalszej radykalizacji ruchów integrystycznych. 
Adeńskie kino „Hurricane” zostało na czas wojny zamknięte. Już po pierwszym dniu bombardowań pojawiły się doniesienia o licznych ofiarach cywilnych. Cieśnina Bab Al-Mandab (Brama Łez) nigdy tak trafnie nie nosiła 
swej nazwy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama