Nowy numer 24/2019 Archiwum

Pacjent zawsze szefem

– Musisz być silny – powtarzał Markowi dr Michał Magiera z hospicjum św. Tomasza w Sosnowcu. – Kilka takich mocnych słów potrafi zmienić wszystko – jest pewien Marek, zarażony wirusem HIV. Dzięki pomocy hospicjum wstał z łóżka jak ewangeliczny paralityk i zaczął chodzić. 


2 cm w pół roku


– Po pół roku leżenia w szpitalu nie miałem siły w rękach, żeby wykręcić numer telefonu do mamy – wspomina Marek. – O wstawaniu nie było mowy.
Urodził się z neurologiczną wadą genetyczną, dlatego dobrze znał szpitale. Kiedy miał trzy latka, przeszedł pięć operacji i podczas przetaczania krwi w trakcie jednej z nich zaraził się wirusem HIV. Nikt jednak nie potrafił zdiagnozować, dlaczego stale traci siły. Raz – rok, drugi raz – pół roku bez rezultatów przeleżał w szpitalu. Miał 18 lat, kiedy z powodu osłabienia zaczął tracić kontakt z otoczeniem. – Przy swoich 180 cm wzrostu ważył 30 kilo. – Rehabilitacji nie było, bo bali się mnie dotykać, żebym się nie połamał – pamięta. – Mówili mi potem, że wtedy ważyły się godziny mojego życia.

– Po powrocie do domu szukaliśmy kogoś, kto zajmie się naszym synem będącym w stanie wegetatywnym – wspomina mama. Trafili do dr. Magiery, który trafnie rozpoznał chorobę. Od tego czasu Marek znalazł się pod opieką Hospicjum św. Tomasza. Wstał na nogi dzięki ćwiczeniom, do których motywowała go rehabilitantka Kasia Bogacka. Najpierw posadziła go na wózek, a potem usprawniła tak, że zaczął chodzić o kulach. Mierzyła linijką, na ile centymetrów rozchyla się jego dotąd nieruchoma noga w kolanie. – Na dwa centymetry pracowaliśmy pół roku – mówi. – To się odbywało z wielkim wysiłkiem, pośród krzyku i płaczu, który towarzyszył rozciąganiu kości i mięśni – wspomina mama, która nie odstępowała syna ani na krok. – Nie zapomnę mojego pierwszego samodzielnego przejścia do pokoju – opowiada Marek. – To było 10 metrów, a ja byłem spocony, jakbym wyszedł z basenu.


Jest szczęśliwy, że trafił pod opiekę hospicjum, które, jak się utarło, zajmuje się wyłącznie terminalnie chorymi: – Mnie nie kojarzy się z umieralnią, ale z powrotem do życia – podkreśla. – Lekarz, który przychodzi do domu, gdzie leży chory, musi leczyć całą rodzinę, która też choruje, cierpiąc – dodaje mama Marka. – Nas też tak leczyli pracownicy hospicjum. A ja ciągle się modliłam, żeby Marek przeżył. – A ty się modliłeś? – pytam Marka. – W szpitalu nie, dopiero kiedy poczułem, że jest poprawa – przyznaje.


– Nigdy nie myślałam, żeby odpisywać 1 proc. podatku od odchodów na rzecz jakiejś organizacji – mówi Agata Musiał. – Ale na hospicjum zrobiłam to w tym roku. Zwłaszcza że niedługo zaczną budowę oddziału stacjonarnego i potrzeba im pieniędzy – dodaje. Pani Agata przepracowała 17 lat, prowadząc prywatną działalność jako fryzjerka, ale ostatnie 10 lat świadczyła usługi tylko na umowę zlecenie i dlatego nie wypracowała sobie renty. Teraz mieszka z byłym mężem w mieszkaniu podzielonym na pół. – Hospicjum daje mi paczki na święta, przysyła lekarza, pielęgniarki, załatwia stomatologa. Czego jeszcze chcieć? – zastanawia się – Jak się dowiedziałam, co mi jest, to z wrażenia nie mogłam trafić na przystanek. I tak było, kiedy zakładali mi stomię.
 Teraz czuje się spokojniejsza i w lepsze dni wychodzi na spacery.

– Oni dali mi wiarę, że z każdej choroby można wyjść, tylko ważne, żeby ktoś przy mnie był. – „Ten moment jest zły, ale będzie lepiej” – powtarza za dr. Magierą pani Agata.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji