Nowy numer 49/2020 Archiwum

Z pamiętnika Marii

Sztylet z serca wyszedł bardzo boleśnie. Razem z siedmioma złymi duchami. Teraz w sercu jest miejsce dla Niego.

Maria zaczyna medytować. A żeby jeszcze wzmocnić swoją „odnowę”, chodzi też do wróżki, tarocistki, czyta książki o duchowej przemianie. – Wyjechaliśmy na tydzień nad morze. Pamiętam, że po medytacji wróciłam do pokoju. Była noc. Weszłam do pokoju, próbowałam położyć się spać. Nagle zdarzyło się coś dziwnego: do pokoju wpadł wiatr. Straszliwy podmuch i straszliwy lęk mnie ogarnął. Chciałam wybiec – nie mogłam. Chciałam uciec – stałam jak sparaliżowana. A wiatr huczał nade mną. I tylko w głowie miałam myśl: „Bierz różaniec, łap za różaniec! Teraz!”.

Gdy wszystko ucichło, Maria padła na łóżko. Półprzytomna.

Droga Marii

– Pracowałam wtedy jako bileterka w pewnej instytucji. Miałam dużo czasu, więc... medytowałam. Kiedyś przyszła do mnie pewna siostra zakonna. Zapytałam ją o te medytacje. Powiedziała, żebym z tym skończyła. Raz na zawsze.

Siostra wróciła kilka dni później. Z prezentem. „Weź ten różaniec” – nachyliła się nad Marią. Maria wyciągnęła rękę. Ręka wróciła do siebie. Wyciągnęła drugi raz – ręka się wykręciła. Ostro i boleśnie. Siostra wzięła mocno rękę Marii w swoją dłoń. Otworzyła na siłę, włożyła różaniec. „Módl się! Tym zwalczysz szatana”.

Zaczęła się walka. Maria wpadała w stany przypominające obłąkanie. Prosiła babcię o modlitwę. Babcia modliła się na różańcu. A Maria, patrząc w lustro, z nienawiścią do samej siebie, widziała swoje usta, które się poruszają. I słyszała swój własny głos wypowiadany głębokim basem: „Myślisz, że nie będę na nią patrzył?”. Ktoś przyniósł Marii książkę o ojcu Pio. Nie była w stanie otworzyć kilku stron. Nie mogła przenieść jej ze stolika na półkę. Ważyła z tonę. Ktoś inny powiedział: tylko egzorcysta. Chorobę psychiczną wcześniej wykluczono... Jeden kapłan, potem drugi i trzeci. Egzorcyzmy. Straszny ból, taki, jakby przebijało się ciało tysiącem noży. I post czterodniowy o samym chlebie i wodzie. I nowenna do św. Charbela. Ksiądz egzorcysta mówił, że z siedmiu złych duchów opuściło Marię sześć. Ten ostatni, najgorszy, od seksu. – Co mam robić? Jak pomóc go wypędzić? – modliłam się. – Wtedy usłyszałam wyraźnie: Módl się do Marii Magdaleny!”. Zaczęłam wzywać jej ratunku. Mocno przyzywać pomocy od tej, która mnie rozumie. Ostatnie egzorcyzmy i byłam uwolniona. Wspaniała ta Maria Magdalena. Moja patronka. Lubię ją.

8 grudnia 2012 r. rozpoczęło się nowe życie Marii. Od trzech lat żyje w czystości. Powoli układa sobie życie na nowo. W spokoju. W szacunku. W miłości. W modlitwie. – Gdy się modlę, Jezus mi mówi, niemal słyszę to: „Ty jesteś moja odzyskana. Moja Maria Magdalena”. Jestem Jego, naprawdę! On mnie kocha – śmieje się Maria. – Podczas mojego nawrócenia czułam, jak sztylet braku miłości, strasznego dzieciństwa, wszystkich moich dramatów powoli wychodził z mojego serca. Potem serce było puste. Teraz zapełniam je na nowo...

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama