Nowy numer 28/2020 Archiwum

Oni grają w zespole Jezusa przejdź do galerii

Poruszające, salezjańskie Misterium, które jest lepsze od „Jesus Christ Superstar”. Wolnych miejsc brak, ale salezjanie zachęcają do udziału w Misteriach w całym kraju i duchowego przeżycia Wielkiego Postu.

Wydaje nam się często, że doskonale znamy treść, sens i przesłanie płynące z tajemnicy Misterium Męki Pańskiej. Myślimy, że nic nas już nie zaskoczy.

Co jednak, gdy z widzów staniemy się bohaterami opowieści i zostaniemy zaproszeni na ucztę w Kanie Galilejskiej, by wraz z małżonkami podążać za Chrystusem na Golgotę?

Jak zareagujemy, gdy Jezus powie nam „pójdź za Mną” i będzie chciał nas widzieć w swoim zespole?

21 lutego w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Salezjańskiego w Krakowie odbyła się 83. premiera Misterium Męki Pańskiej, w której wzięli udział przede wszystkim klerycy i bracia zakonni wsparci osobami świeckimi ze wspólnoty „Ziemia Boga”.

Reżyserem jest Marcin Kobierski, aktor teatru Bagatela w Krakowie, który współpracuje też z kilkoma grupami jako reżyser.

Teatr był wpisany w tradycję salezjańską od początku. Ksiądz Bosko organizował spektakle najczęściej przy okazji ważnych wydarzeń roku liturgicznego m.in. jasełka, misteria, przestawienia związane z Maryją Wspomożycielką.

W tradycji polskiego teatru misteria od zawsze bardzo mocno doceniano. Salezjanie, którzy mieli dużo scen teatralnych, wykorzystywali to i przez wiele lat w seminariach w Lądzie i Krakowie grano misteria.

Na początku była to tradycyjna Męka Pańska w całości śpiewana, później zaczęły powstawać scenariusze. Trzon jest zawsze ten sam - Ewangelia, która jest rozbudowywana o nowe wątki.

Jezus nie z obrazka

Wybierając się na to Misterium nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Było ono dla mnie zagadką.

Po jego obejrzeniu stwierdzam, że dawno nie widziałam tak dobrego spektaklu, który porusza serce.

Odnalazłam w nim to, czego zawsze brakowało mi m.in. w „Jesus Christ Superstar” (różne wersje widziałam), to jest Matki Bożej i zmartwychwstania. Pomysł, by Misterium zaczynało się powołaniem uczniów do zespołu Jezusa jest wyciągnięciem ręki do widza. Ty także jesteś powołany, tylko „pójdź za Mną”.

Następnie akcja przenosi się na wesele w Kanie Galilejskiej - widać tu niezwykłą dbałość o stroje, scenografię, byśmy się mogli poczuć, jak w tamtych czasach.

Całe przedstawienie, nie tylko ta scena, podkreśla, że pójście za Chrystusem małżeńską drogą wcale od Niego nie oddala, że jest to złączenie z Nim. Jezus bawi się wraz z gośćmi weselnymi, tańczy, raduje się i jest tak bardzo ludzki.

- Jest to Męka skupiona wokół tematu rodziny i tego, że idea wejścia na drogę małżeństwa to wejście w naśladowanie Chrystusa z tymi wszystkimi konsekwencjami, które były w Jego życiu. To staramy się pokazać - tłumaczy kl. Paweł Figura.

W Misterium bierze udział po raz kolejny i po raz drugi gra Chrystusa. Jak sam mówi, nie jest to prosta rola, bo każdy ma swoje wyobrażenie.

- To, co sobie postawiliśmy za cel rok temu z reżyserem, to łamanie takich schematów myślowych, dotyczących Jezusa. Żeby pokazać Go, jako normalnego człowieka z krwi i kości, który był targany zwykłymi, ludzkimi emocjami. Tajemnicą Wcielenia jest to, że On przyjął na siebie to wszystko. Bardzo często jest tak, że ludzie odzierają Go z tego człowieczeństwa - zauważa.

Teatr realizmu

Marcin Kobierski odchodzi od schematu, który mamy w głowie i robi to w sposób bardzo przemyślany. Jest tu dużo ironii, groteski, ale nie przesłania to Miłości Chrystusa. Jest to ciągle teatr realistyczny i jest to Misterium, które chce przybliżyć Jezusa ludziom. 

Apostołowie to osoby, z którymi możemy się utożsamić, boją się, nie rozumieją, Jezus nie ma z nimi łatwo. Mimo to, ciągle zwraca się do nich z miłością.

W Misterium porusza osoba Maryi, która nie jest postacią posągową. Marcinowi Kobierskiemu zależało, by Maryja zaistniała, ale nie chciał dopisywać jej za dużo.

Wpadł na pomysł, by Matka Boża modliła się jakimś tekstem i przyszło mu na myśl ofiarowanie Izaaka. Pojawia się więc dialog Maryi z Bogiem, która wspomina, jak Bóg ulitował się nad synem Abrahama, to tak, jakby prosiła o to samo dla Jezusa.

- Chciałem mieć taki moment Maryi ludzkiej. Pewnie miała takie uczucie, że chciała, jak najlepiej dla syna. Emocje w niej musiały być ogromne! Myślę, że mogła nawet krzyczeć. To my ją robimy taką posągową - uważa reżyser.

« 1 2 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama