Nowy numer 48/2020 Archiwum

Rozpoznani

Gdy opatrywali rannych, trwali na barykadach lub zdobywali budynki bronione przez Niemców, nie wiedzieli, że za kilkadziesiąt lat będą „gwiazdami filmowymi”. Dzięki dystrybucji filmu „Powstanie Warszawskie” na DVD mogą się rozpoznać wśród bohaterów.

Cztery sanitariuszki wnoszą na noszach rannego. Mają biało-czerwone opaski na ramieniu, w tle widać lżej rannych, którzy czekają na pomoc. Jedna z dziewcząt, idąca z tyłu, uśmiecha się. To Maria Bryner. Ma 17 lat. Kamera uchwyciła ją podczas pracy w jednym z największych szpitali powstańczych, mieszczącym się w budynku PKO przy ul. Świętokrzyskiej. – Jeszcze przed wojną należałam do harcerstwa. W czasie wojny zrobiłam kurs sanitariuszki. Wiedziałam, że jeśli powstanie wybuchnie, będę pomagała ludziom. Ten film pokazywano w kinie Palladium, ja nie mogłam pójść, bo miałam służbę. Gdy dostałam z Urzędu ds. Kombatantów zaproszenie na pokaz filmu „Powstanie Warszawskie”, chętnie poszłam. Byłam ciekawa, czy i to ujęcie w nim się znalazło. I faktycznie, jak zobaczyłam siebie, od razu się rozpoznałam – mówi „Gościowi Niedzielnemu” pani Maria, dziś nosząca po mężu nazwisko Milbrandt.

Kim jest „Hipster”?

Pani Milbrandt dobrze pamięta powstanie warszawskie. – Pomieszczenia szpitalne mieściły się w piwnicach. Tam były łóżka, sala operacyjna i wybitni lekarze, którzy opiekowali się rannymi. Wielu ludziom udało się pomóc. Ale pamiętam straszne sceny z ul. Marszałkowskiej, gdzie wybuchały bomby zapalające. Ci ludzie byli czarni, spaleni, nikogo nie udało się uratować.

Po powstaniu należałam do oddziału osłaniającego, miałam na AK-owskiej legitymacji przybitą hitlerowską „gapę”, by móc swobodnie poruszać się po mieście – opowiada. Gdy w maju 2014 roku na ekrany kin wszedł film „Powstanie Warszawskie”, na nowo odżyły wspomnienia wielu jego uczestników. To, jak opisują go twórcy, pierwszy na świecie dramat wojenny non fiction, składający się z archiwalnych materiałów powstańczych kronik filmowych. W grudniu 2014 roku Muzeum Powstania Warszawskiego wydało go na DVD. Realizatorzy wykonali żmudną pracę polegającą na rekonstrukcji materiałów, nieraz mocno zniszczonych. Pokolorowanie kolejnych klatek przywróciło życie wielu budynkom Warszawy, osobom, które tu mieszkały, żołnierzom Armii Krajowej. O wiele łatwiejsze niż wcześniej stało się wypatrzenie konkretnych osób wśród występujących w kronikach. Jeszcze przed premierą ruszyła akcja „Rozpoznaj”. – Chcieliśmy dowiedzieć się jak najwięcej o scenach, które nakręcili operatorzy powstańczej kroniki filmowej. Równolegle z tworzeniem fabuły opisywaliśmy kolejne klatki. Największe wzruszenie budzili rozpoznani na ujęciach ludzie, uczestnicy tych historycznych wydarzeń – mówi GN Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. Jeszcze przed wejściem filmu do kin historycy rozpoznali ok. 50 osób uwiecznionych na taśmach. Z niektórymi zadanie było proste: w końcu część z nich, jak np. dowódca powstania gen. Antoni Chruściel „Monter” czy abp Stanisław Adamski – jedyny biskup katolicki przebywający w tym czasie na terenie miasta – to postaci znane. Jednak większość twarzy była kompletnie anonimowa. W sukurs ekspertom przyszli więc m.in. powstańcy oraz ich krewni. Na przykład Kazimierz Mikos, łącznik zgrupowania „Chrobry II”, rozpoznał siebie w 14-letnim chłopcu niosącym płytę chodnikową, potrzebną do postawienia barykady. Niesamowita jest historia rozpoznania Stanisława Firchała ps. „Wicher”. – Zanim został rozpoznany, w muzeum nazywaliśmy go „Hipster”. Na filmie widać młodego chłopaka z dłuższymi, modnie przyciętymi włosami i apaszką zawiązaną pod szyją. Jego zdjęcie wykorzystaliśmy na plakacie reklamującym film – opowiada Ołdakowski. Pewnego dnia, przeglądając Facebook, na zdjęcie natknął się… wnuk mężczyzny, Łukasz Firchał. Skontaktował się z muzeum. Dziś wiemy, że „Hipster”, mając 19 lat, walczył w AK na terenie Woli i Śródmieścia. Zmarł w 2007 roku.

Zobaczyć wujka

Takich przypadków było więcej. – Miłość do ojczyzny zaszczepiono mi w domu i w harcerstwie, często chodziłam na Powązki, by składać kwiaty na grobach powstańców. Do kina poszłam z córką. W pewnym momencie zauważyłam twarz, którą pamiętam ze zdjęcia. Irek… wyszeptałam – mówi GN Elżbieta Rakowska. Irek to Ireneusz Czajkowski, ps. „Felek”, wujek pani Rakowskiej. – 1 sierpnia 1944 roku wyszedł z domu, mówił, że idzie na naukę. W rzeczywistości poszedł walczyć. Miał wtedy 18 lat – opowiada pani Rakowska. Wziął udział w walkach jako żołnierz Pułku AK „Baszta”. W filmie widać, jak uczestniczy w odprawie oddziału. Dowódca podchodzi do kolejnych żołnierzy, do jednego z nich, wyraźnie młodszego od reszty, mówi (to wypowiedź dodana przez autorów filmu): „Nie kozakuj, matka na ciebie czeka. A może jakaś narzeczona?”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama