Nowy numer 44/2020 Archiwum

To da się zrobić!

Posłowie chcą ograniczyć dostęp do pornografii w internecie. Czas na ruch rządu i operatorów.

Jest już gotowy projekt sejmowej uchwały. Przygotowała ją komisja administracji i cyfryzacji z inicjatywy posłanki Beaty Kempy (Solidarna Polska). Co ważne, w trakcie pracy nad projektem udało się uzyskać konsensus większości posłów, choć łatwo nie było. Spory w komisji trwały ponad rok. – Na początku najpopularniejszy był pogląd, że to operatorzy internetowi powinni domyślnie uruchamiać blokadę stron zawierających treści pornograficzne. Potem górę wzięło przekonanie, że trzeba obrać inną taktykę, bo jakiekolwiek twarde zalecenia dla prywatnych podmiotów świadczących usługi będą sprzeczne z unijnymi dyrektywami, strzegącymi wolności gospodarczej – relacjonuje Lesław Sierocki, szef Stowarzyszenia Twoja Sprawa, od lat walczącego z pornografią w sieci, który obserwował prace komisji.

Lepszy rydz niż nic

Na początku mówiono twardo i odważnie o „internecie bez pornografii”, by w końcu pragmatycznie zejść na poziom „ograniczania dostępu”. Taki cel ma uchwała, która wzywa rząd (a konkretnie Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji) do przygotowania odpowiednich wytycznych dla operatorów internetu. Sceptycy narzekają, że parlament daje w niej urzędnikom na to aż 18 miesięcy, co – biorąc pod uwagę rok wyborczy – można uznać za spychologię. Optymiści mówią: lepszy rydz niż nic. – Najważniejsze, by wyszedł z parlamentu wyraźny sygnał, że zmienia się klimat wokół pornografii. Że stanowi ona poważny problem i należy wreszcie zabrać się za jego rozwiązanie, zamiast powtarzać: „Tego się nie da zrobić” – mówi L. Sierocki.

Autorzy projektu uchwały proponują, by operatorzy i dostawcy internetu – jeśli nie zdecydują się na centralne blokowanie stron porno – przynajmniej za darmo udostępniali łatwe do pobrania oprogramowanie filtrujące. Miałoby się to wiązać także z kampanią społeczną zachęcającą użytkowników, by instalowali filtry na swoich komputerach. Niby niewiele, ale okazuje się, że nawet takie propozycje już na etapie prac w komisji spotkały się z protestami – na przykład Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, zatroskanego „niekorzystnymi zmianami w sposobach gromadzenia informacji o osobach fizycznych”, jakie miałoby spowodować masowe wprowadzenie filtrowania treści. Inspektora wsparło Biuro Analiz Sejmowych, którego ekspert Piotr Waglowski ostrzegał przed „ingerencją w prywatność, ale też wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Lewicowa fundacja Panoptykon zagrała na podobnej nucie, wyrażając publicznie troskę o to, że uchwała może „posłużyć jako pretekst do wprowadzenia sieciowych mechanizmów cenzurowania treści”.

Porno jak wirus

Argumenty tego typu powracają za każdym razem, gdy tylko pojawia się pomysł wprowadzenia jakichkolwiek systemowych rozwiązań chroniących nas przed zalewem treści pornograficznych. Powraca też jak mantra apel o jasne zdefiniowanie granicy, od której zaczyna się pornografia (z podtekstem, że przecież nie jest to możliwe). Tylko na pozór są to argumenty racjonalne, w rzeczywistości całkowicie abstrahują od realiów. Talmudyczne rozważania nie mają sensu w sytuacji, gdy 66 proc. uczniów gimnazjów i 54 proc. uczennic miało już kontakt z pornografią. Co więcej, poszukiwanie jej definicji jest w 2014 r. anachronizmem. Najwięksi na świecie producenci oprogramowania już dawno wprowadzili na rynek filtry z łatwością wyłapujące treści pornograficzne niczym wirusy. Bo wbrew pozorom nie są one trudne do „namierzenia”. – Straszenie, że takie programy będą blokować internautom na przykład dostęp do aktów Rubensa, to zwyczajna demagogia – wyjaśnia L. Sierocki. Faktycznie, sprawdzają się one już od lat, są napisane w ten sposób, by w sytuacjach wątpliwych – gdy mamy na przykład do czynienia z materiałami edukacyjnymi – pozostawiać ostateczną decyzję wejścia (lub nie) użytkownikom. Fundacja Panoptykon alarmująca, że filtry blokują dostęp do jej stron, tylko dlatego, że pojawia się tam słowo „seks”, sama się ośmiesza. Wielkie koncerny software’owe nie pozwoliłyby sobie na sprzedawanie internetowych „robotów” popisujących się taką ignorancją.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama