Nowy numer 43/2020 Archiwum

Dziesiąta rocznica tsunami

10 lat temu słowo tsunami było właściwie nieznane mieszkańcom wybrzeży Oceanu Indyjskiego. Obecnie funkcjonują już systemy wczesnego ostrzegania, ale wielka fala, która w 2004 r. zabiła 230 tys. ludzi, wciąż wywołuje strach w Indonezji, Indiach i na Sri Lance.

Nad ranem 26 grudnia 2004 roku fala tsunami uderzyła w wybrzeże północnej Sumatry w Indonezji. Naoczni świadkowie opowiadają, że kiedy trzydziestometrowa fala uderzała w wybrzeże, słychać było dźwięk jak przy wybuchu potężnej bomby. Rzeczywiście, podmorskie trzęsienie ziemi o sile 9,1 w skali Richtera wyzwoliło energię 23 tysięcy razy większą niż bomba atomowa, jaka spadła na Hiroszimę. Na wybrzeżach Oceanu Indyjskiego zginęło w sumie 230 tys. ludzi.

Banda Aceh, stolica sumatryjskiej prowincji Aceh, została zmieciona z powierzchni ziemi. W samej Indonezji zginęło 167 tys. ludzi. Dzięki pomocy międzynarodowej dziesięć lat po katastrofie miasto zostało odbudowane. Jedynym śladem po wielkiej fali są pomarańczowe znaki wskazujące drogi ewakuacyjne na wypadek następnej katastrofy, muzeum upamiętniające tsunami i wyrzucone daleko od wybrzeża łodzie, które można znaleźć w najdziwniejszych miejscach w okolicy. Tsunami wciąż żyje jednak w ludzkiej pamięci.

"Boże, od czego tu zacząć. To nie było morze, którego widokiem cieszyłem się jeszcze pół godziny wcześniej. W naszą stronę nadciągała wielka ściana wody " - wspomina w indyjskim dzienniku "Hindustani Times" pan Balaji, który dziesięć lat temu przebywał z rodziną w ośrodku wypoczynkowym pod Madrasem. Tsunami, które uderzyło w Sumatrę, wkrótce dotarło do wschodnich wybrzeży Indii, gdzie zginęło ok. 16 tys. ludzi, i na Sri Lankę, gdzie liczba ofiar przekroczyła 30 tys. "Upuściłem talerz, kazałem żonie zdjąć buty na obcasach i uciekać. Wtedy złapałem dzieci na ręce i krzyknąłem +uciekajcie+ do ludzi wokoło". Zanim rodzina dobiegła z restauracji do hotelowego parkingu, woda sięgała im już do szyi. Balaji wspomina, że dopiero pięć lub sześć lat po tych zdarzeniach dzieci przełamały strach przed oceanem i rodzina mogła się wybrać na wybrzeże.

Parameswaran i Choodamani podczas tsunami stracili trójkę dzieci. "Nie było ostrzeżenia. Ludzie przyszli na plażę oglądać wschód słońca, młodzież grała w siatkówkę, inni w krykieta" - Parameswaran opowiada dziennikowi "Indian Express". Najpierw znalazł ciało 12-letniej córki unoszące się w wodzie tuż koło ich domu. Potem - pięcioletniego syna na podwórku sąsiada, w końcu 9-letnią drugą córkę zaplątaną w gałęzie. Choodamani nalegała, żeby pochować dzieci w jednym grobie. "Zdecydowaliśmy, że weźmiemy truciznę i skończy się nasza udręka" - opowiada. Krążąc po okolicy, natknęli się na wiele dzieci, które szukały zaginionych rodziców. Wtedy Choodamani zmieniła zdanie i postanowili, że im pomogą. Otworzyli sierociniec. Dziesięć lat po katastrofie opiekują się 32 dzieci.

W 2011 roku trauma po katastrofie powróciła do mieszkańców wioski Idintha Karai, w południowym Tamilnadu (stan na południu Indii). Tsunami uderzyło wtedy w japońską elektrownię atomową w Fukuszimie. Od tego czasu rybacy obawiają się, że następna wielka fala zniszczy wybudowaną pod ich nosem siłownię jądrową w Kudankulam i dojdzie do skażenia. Elektrownia stoi przy samym brzegu i wykorzystuję wodę morską do chłodzenia dostarczonych przez Rosję reaktorów. Podczas tsunami z 2004 roku doszło do awaryjnego wyłączenia podobnej elektrowni w Kalpakkam, wioski oddalonej o 640 km na północ.

Zdesperowani rybacy regularnie protestują, urządzając marsze, manifestacje i głodówki. Podczas jednej z takich akcji próbowali otoczyć elektrownię kordonem z ludzi na brzegu i łodzi od strony morza. "Władze złożyły przeciwko nam 325 doniesień o popełnieniu przestępstwa, w tym dwadzieścia o wzniecaniu buntu i zdradzie ojczyzny" - mówił dziennikowi "The Hindu" koordynator Ruchu Przeciw Energii Nuklearnej S.P. Udayakumar. Rybaków nie przekonuje argument, że mur ochraniający elektrownię ma około 8 metrów wysokości, czyli o 2,4 m więcej niż wynosiła wysokość fal w tym miejscu w 2004 roku.

Dziesięć lat po tsunami w basenie Oceanu Indyjskiego funkcjonuje zintegrowany system wczesnego ostrzegania przed wielką falą, którego zabrakło w 2004 roku. Władze krajów dotkniętych katastrofą, przede wszystkim Indonezja, zreformowały działanie służb ratowniczych. Jednak ludzie, którzy przeżyli tsunami, wciąż z niepokojem patrzą w morze.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama