Nowy numer 43/2020 Archiwum

Szczęście do wzięcia

Prawdziwe szczęście zaczyna się od rezygnacji ze szczęścia zaplanowanego.

W jednym ze śląskich kościołów odbywała się adoracja przy żłóbku. Ksiądz, klęcząc przed stajenką, zaczął słodkim głosem: „Dobry Jezu…”. Nagle siedząca w ławce kobieta dokończyła gromko: „…a nasz Panie, daj mu wieczne spoczywanie”.

Cóż, z przyzwyczajenia to człowiek nawet wesele z pogrzebem umie pomylić. Ile to razy ludzie desperują tam, gdzie nadchodzi radość. Bóg zaprasza na ucztę, a oni drą szaty, bo chcieli lizaka. Bo jak człowiek sobie coś zaplanuje, to realizację planów już uważa za swoją własność. I uznaje, że mu się krzywda dzieje, gdy coś te plany pokrzyżuje. Ktoś chce być sportowcem, a tu zdrowie się posypało – i desperacja, bo jego prawem jest olimpijskie złoto. Kogoś rzuci dziewczyna – i rozpacz, bo ona mu się należała jak Platformie władza.

Takich sytuacji są tysiące. Codziennie dzieje się coś takiego, co „miało być inaczej”. W takich razach wszyscy są winni, a najbardziej Bóg. I nic to, że Bóg nie obiecywał, że się nam ziści wszystko, cośmy zamierzyli, i w taki sposób, jak zamierzyliśmy – On zawinił i już.

Ale jak byśmy się nie wściekali, faktem pozostaje, że nasze plany są tylko naszymi planami i niczym więcej. Są projektem, zawsze płaskim i prostackim, bo nie uwzględnia tego, co widać z nieba. A Bóg nie idzie na takie płaskie rzeczy. Jest zbyt twórczy i pomysłowy, żeby realizować ludzkie zamówienia niczym automat. Nasz Stwórca odpowiada na najgłębsze ludzkie pragnienia, a to zupełnie co innego niż scenariusze. Bo pragniemy szczęścia, miłości, spełnienia – i dokładnie to Bóg chce nam dać, tylko dużo lepsze i ponad miarę wyobrażeń. Jeśli się to nie udaje, to dlatego, że człowiek ma własny scenariusz osiągnięcia tych rzeczy i realizuje go po trupach. Nieraz nawet dosłownie – jak kobieta, która zabija swoje dziecko, bo miała, na przykład, scenariusz zrobienia kariery, a maleństwo w tym scenariuszu przeszkadzało.

Kto nie podda się dyktatowi strachu i przyjmie korektę planów, spotka szczęście właśnie tam, gdzie się go nie spodziewał. I w tym szczęściu będzie i miłość, i spełnienie – jak to w Bożych prezentach, które człowiek przyjął i rozpakował.

Problem pojawia się wtedy, gdy człowiek prezent odsyła. Bo bardziej ufa swojej kalkulacji: bo „nie da rady”, bo „nie ma warunków”, bo go „nie stać”. Jeremiasz mówi o takim człowieku: „Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną” (Jr 17,6).

Gdy Jezus przyszedł na ziemię, niewielu dostrzegło, że przyszło szczęście, a niektórzy, jak Herod, uznali wręcz, że przyszło nieszczęście. Większość miała w głowach własny obraz Mesjasza. Miał być zbrojnym wodzem i mocarzem, który pogoni okupantów i da Izraelowi władzę nad innymi narodami. Taka prymitywna, krótkowzroczna wizja doczesnej, więc przemijającej pomyślności, coś jak „Polska od morza do morza”.

Miał być władcą – a tu dziecko w żłobie. To nie na ludzki rozum. No właśnie – bo to nie człowiek wymyślił.

Przyszło szczęście – czas przyjąć lepszy plan.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także