Nowy numer 44/2020 Archiwum

Operacja „Pająk”

Jak utrudniano dotarcie do prawdy o zleceniodawcach zamachu na życie papieża Jana Pawła II, doskonale pokazuje prowadzona przez bułgarski wywiad operacja o kryptonimie „Paja”, czyli „Pająk”.

Tropy zacierano, zanim Ali Agca wyruszył do Rzymu, aby zabić papieża Polaka. Później wymyślano różne historie, żeby odwrócić uwagę od prawdziwych mocodawców zamachowca. Operacja, której bułgarski wywiad nadał kryptonim „Pająk”, pokazuje, w jaki sposób to robiono. Do nielicznych zachowanych źródeł na temat tej operacji dotarł prokurator Michał Skwara z katowickiego IPN. Jej nazwa dobrze oddaje istotę przedsięwzięcia zbudowanego na sieci międzynarodowych kontaktów i powiązań. Chodziło o działania dezinformacyjne, które, jak w gabinecie krzywych luster, miały przedstawić zdeformowaną rzeczywistość. Bułgarzy wiedzieli, że aby ich przekaz był wiarygodny, konieczne było znalezienie odpowiedniego medium, potrafiącego dotrzeć do tych, których należało przekonać. Jak słusznie zauważył Vladimir Volkoff w powieści „Montaż”, literackim thrillerze o zatruwaniu zachodniej opinii publicznej przez operacje sowieckich służb specjalnych, najlepiej wpływać przez pośredników. Trzeba było działać szybko, gdyż aresztowany 25 listopada 1982 r. Siergiej Antonow znajdował się w kiepskim stanie psychicznym. Obawiano się, że lada chwila zacznie mówić o swej roli w przygotowaniu zamachu na Jana Pawła II. Trzeba było dać mu wsparcie, zarówno w więzieniu, jak i na forum opinii publicznej. Ważną rolę w tym odegrało dwóch włoskich adwokatów Antonowa, którzy przekazywali ważne szczegóły z toczącego się śledztwa. Informacje pochodzące od adwokatów, odpowiednio spreparowane przez bułgarskie i enerdowskie służby, trafiały następnie do włoskich i światowych mediów, podważając dotychczasowe ustalenia śledztwa w sprawie zamachu na papieża oraz sugerując istnienie innych tropów.

Podejrzani to inni

W działaniach dezinformacyjnych bułgarskiego wywiadu, których celem było odwrócenie uwagi i zdyskredytowanie tzw. bułgarskiego śladu, szczególny nacisk został położony na dwie kwestie. Po pierwsze chodziło o przekonanie opinii publicznej, że zamach był dziełem tureckich fanatyków, powiązanych ze skrajną prawicą oraz inspirowanych przez CIA. Jak się wydaje, ta „legenda operacyjna” była przygotowywana już wtedy, kiedy zapadła decyzja, że kluczową rolę w zamachu na życie papieża odegra Ali Agca. Nastąpiło to prawdopodobnie jesienią 1979 r., kiedy Agcy umożliwiono ucieczkę ze specjalnego więzienia Kartal Maltepe, gdzie odsiadywał wyrok za zastrzelenie redaktora naczelnego tureckiego dziennika „Milliyet”.

Wkrótce po tym, w listopadzie 1979 r. do Turcji przyjechał Jan Paweł II. Wówczas miał miejsce dziwny incydent. Nieoczekiwanie Agca, choć ścigany przez wszystkie służby swego kraju, znalazł czas, aby napisać otwarty list do „Milliyet”, grożąc zabiciem papieża z motywów religijnych. Po zamachu ten list będzie przedstawiany jako dowód uzasadniający teorię o samotnym islamskim fanatyku, który w akcie religijnej furii strzelał do papieża. Później Bułgarzy, przy pomocy enerdowskiej Stasi, zrobili wiele, aby przekonanie o powiązaniach Agcy z fanatykami ugruntować.

Kwestia druga była bardziej skomplikowana. Powstała po 13 maja 1981 r., kiedy okazało się, że zamach się nie udał, a zamachowiec wpadł w ręce policji. Po farsie trzydniowego procesu dał się skazać na dożywocie, a nawet – co było zupełnie kuriozalne – odrzucił możliwość apelacji na swoją korzyść. Wyraźnie czekał na pomoc w uwolnieniu z zewnątrz. Ponieważ nie nadchodziła, zaczął włoskim sędziom opowiadać, jak naprawdę doszło do zamachu, m.in. szczegółowo opisując swoje kontakty z trójką Bułgarów: Todorem Ajwazowem, Siergiejem Antonowem oraz Żeliu Wasilewem, których znał pod konspiracyjnymi nazwiskami. Ponieważ informacje były szczegółowe i bardzo ich obciążające, bułgarskie służby specjalne stanęły przed trudnym zadaniem, jak wyjaśnić pochodzenie tych informacji. Skoro Agca był kłamcą, a Bułgarzy niewinni, trzeba było odpowiedzieć na pytanie, skąd Turek znał tak wiele prawdziwych szczegółów z życia trzech Bułgarów. Wymyślono więc, że to włoskie służby specjalne, inspirowane przez Amerykanów, przekazały Agcy wiedzę o Bułgarach, w zamian obiecując mu wolność.

„Claude”

Centralną postacią w tej operacji był włoski pisarz i dziennikarz Luigi Cavallo. Należał do wpływowych lewicowych intelektualistów, którzy od wielu lat mieli ugruntowaną pozycję we włoskim życiu politycznym i medialnym. W czasach młodości angażował się w działalność organizacji antyfaszystowskich, był więźniem politycznym, a także uczestnikiem lewicowej partyzantki w Piemoncie. Studiował także w Berlinie, gdzie napisał pracę na temat Hegla, biegle znał kilka języków. Po wojnie należał do elity intelektualnej, skupionej wokół szefa Włoskiej Partii Komunistycznej Palmiro Togliattiego. W czasie konfliktu Stalina z Tito stanął jednak po stronie jugosłowiańskiego przywódcy, a w czerwcu 1953 r. był w Berlinie Wschodnim, gdzie doszło do robotniczego buntu przeciwko komunistycznej władzy. Robi serię głośnych reportaży o tych wydarzeniach, jest nawet przyjmowany przez kanclerza Konrada Adenauera. W latach 50. wraz z Edgardo Sogno zakłada ruch polityczny „Pokój i Wolność” (Pace e Libertà), propagujący ideały liberalne i lewicowe, ale jednocześnie antykomunistyczne i antystalinowskie.

W latach 70. Cavallo znajdował się w kręgu ludzi tworzących masońską lożę P2 (Propaganda Due), której jednym z celów – jak dotąd sądzono – miało być niedopuszczenie do przejęcia władzy we Włoszech przez komunistów. Na jej czele stał Licio Gelli, wpływowy biznesmen, wydawca oraz prawdziwa szara eminencja włoskiej sceny politycznej przełomu lat 70. i 80. XX wieku. Upadek P2 nastąpił tuż po zamachu na życie papieża, kiedy nagle włoskie media otrzymały supertajne spisy członków tej organizacji. Byli wśród nich czołowi politycy, przemysłowcy, właściciele mediów, a także szefowie włoskich służb specjalnych. Informacje o P2 usunęły w cień nawet informacje o zamachu na Jana Pawła II. Ujawnienie listy członków sparaliżowało włoskie państwo, a zwłaszcza służby specjalne, których szefowie zostali oskarżeni o zamach na własne państwo. Ponieważ wszystko to działo się w kontekście zamachu na papieża, miało wpływ na sposób, w jaki prowadzono śledztwo w tej sprawie. Ludzie zamieszani w działalność P2 odegrali znaczącą rolę przy dezinformowaniu opinii publicznej o mocodawcach stojących za Alim Agcą. Ten trop nigdy nie został rzetelnie zbadany, a jest istotny dla zrozumienia, dlaczego tak wielu kwestii nie udało się wyjaśnić do dzisiaj.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się