Nowy numer 44/2020 Archiwum

Jak pozbyć się problemu

Nadciąga Pendolino. I skończą się tanie podróże na najbardziej obleganych trasach.

„Myślałam, że takich pociągów już nie ma” – napisała na Twitterze Joanna Mucha, do niedawna minister rządu RP. Załącznik stanowiło zdjęcie mało estetycznego wagonu, kursującego na trasie Warszawa – Lublin. Taki wpis więcej mówi o alienacji władzy niż obszerne analizy socjologiczne. Polska zza szyb rządowej limuzyny lub pociągu Inter City też wygląda inaczej niż w realu. Ale to, co napisała minister Mucha, ma i drugie dno.

Otóż jednym z wielkich odkryć (czy, jak kto woli, „osiągnięć”) III RP jest rozwiązywanie problemów przez ich likwidację. Co prawda, już Aleksander Macedoński wpadł na to, że węzła gordyjskiego nie trzeba rozwiązywać, skoro można go przeciąć, ale dopiero ostatnie rządy nad Wisłą przeniosły tę logikę do zarządzania państwem. Nie mamy już problemów stoczni, bo praktycznie nie mamy stoczni. Jak kilku innych gałęzi przemysłu. Po katastrofie smoleńskiej problem 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego został rozwiązany jedną decyzją – o jego rozwiązaniu. Niestety, polska kolej mimo usilnych starań wciąż jeszcze gdzieniegdzie kursuje. I to być może także miała ma myśli pani eksminister, fotografując wagon PKP. W ramach cyklu: „ocalić od zapomnienia”.

I tu dobra wiadomość. Już w przyszłym tygodniu takich pociągów faktycznie nie będzie. Pendolino z szybkością światła zawiezie nas bowiem do Europy, wypychając z rozkładu ostatnie relikty przeszłości. Zawiezie nas, w osobach młodych, wykształconych (i dobrze zarabiających) z wielkich ośrodków. Relikty wożące za grosze wstydliwą cześć naszego społeczeństwa ostatecznie zjadą z torów. Bo czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

To już ostatnie takie chwile, gdy z Krakowa do Warszawy można pojechać rano za pół stówki pociągiem o ksenofobicznej nazwie Matejko. Przewozy Regionalne (do których Matejko należał) dostały szlaban, zielone światło na torach w godzinach szczytu jest teraz tylko dla Pendolino. Amatorzy tanich linii kolejowych mogą jeszcze polować na okazję o atrakcyjnych, acz mało praktycznych porach. Zapewne nie będzie ich wielu, więc i te kursy szybko się zawiesi. Fachowo takie działanie nazywa się „wygaszaniem popytu”.

A po polskich torach mknąć będzie już wkrótce wyłącznie przecudnej urody Pendolino, w których będziemy sobie robić „słitfocie”. W cenie biletu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama