Nowy numer 3/2021 Archiwum

Pierwszy chrzest

Na pewno nie można spać, bo wydaje się, że mury i ściany się walą. Inni też mówili, że nie spali. Wydawało im się, że coś się na nich zwali. Jakiś sufit, jakaś ściana.

Sonia ma 12 lat, jest w 6 klasie szkoły podstawowej. Lubi czytać, pisać książki dla dzieci i dużo mówić. Za parę lat będzie dziennikarką. – Miałam szafkę i tam trzymałam chyba 5 zeszytów. W każdym napisany był kawałek jakiejś książki albo wierszyki, ale teraz już nie mam nic, bo to wszystko zostało zagruzowane...

Sara, kuzynka Sonii, ma 19 lat, jest na pierwszym roku kryminalistyki i kryminologii.

Po studiach zostanie fotografem kryminalistycznym. Jest silna. – To już 7 lat od czasu, jak sobie ubzdurałam, że będę w policji. I nic tego nie zmieni.

Nieproszona praktyka

Czwartek 23 października, okolice 5 rano. Jest ciemno, Katowice jeszcze śpią. Do weekendu coraz bliżej. Wstrząs, huk, powybijane okna i drzwi, walące się ściany, spadające sufity, pożar. Wybuch gazu niszczy trzy kondygnacje kamienicy z początku XX wieku. Wali się ściana frontowa części budynku, zostaje jedynie wysoki parter. Budzi się centralna część miasta. Potem wstaną kolejni mieszkańcy. A późnym wieczorem okaże się, że trzej mieszkańcy nie obudzą się już nigdy.

Do Sonii i Sary przychodzi darmowa, wcale nieproszona, praktyka zawodowa. Wychodzą jej naprzeciw. Pierwsza, świetnie współpracując z dziennikarzami, otwarcie mówi o tym, co stało się w kamienicy na rogu ulic Chopina i Sokolskiej, gdzie na pierwszym piętrze mieszkała z babcią Ireną, kuzynostwem: 11-letnim Kevinem, 14-letnim Denisem i Sarą oraz ciocią Małgorzatą. Druga przyznaje, że ten dzień zmienił jej życie. Wie, jak zachowa się, kiedy będzie po drugiej stronie barykady. Już nie jako ofiara, ale funkcjonariusz policji.

6.00, 7.00 rano, dziennikarze są już na miejscu katastrofy. Strażacy gaszą pożar, prawie wszyscy mieszkańcy są już bezpieczni. Większość chroni się w pobliskim klasztorze u dominikanów, pięcioro przebywa w szpitalach. Ich stan, poza jednym, który z ciężkimi oparzeniami ciała trafił do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, jest dobry. Tego samego dnia ze szpitala wyjdą dwie osoby. Ciągle nie wiadomo, co dzieje się z trójką zaginionych. – Darek, tam mieszkał Darek! – panikują dziennikarze. – Nie odbiera telefonu. – Spokojnie, pewnie jest w szpitalu, więc jak ma odebrać? Późnym wieczorem potwierdzi się najgorsze: Dariusz Kmiecik, reporter „Faktów” TVN, jego żona Brygida Frosztęga-Kmiecik, wydawca „Magazynu Reporterów” TVP Katowice, oraz ich 2-letni syn Remigiusz nie żyją.

– Obudził mnie potworny wstrząs naszym klasztorem, kościołem i hałas. Zszedłem na dół, patrzę: u nas wszystko w porządku. Jak usłyszałem straż, to wyszedłem na zewnątrz i zobaczyłem, co się stało. Byłem tam parę minut po 5. Widziałem ludzi, którzy stali w piżamach, zmarznięci, przerażeni. Otworzyliśmy kościół i salki duszpasterskie na dole. Zaraz przybiegli też parafianie i nasi ojcowie, zagotowaliśmy herbatę, żeby poszkodowani mogli się ogrzać, przygotowaliśmy jakiś chleb. Pojawiły się też koce, ubrania, buty – relacjonuje o. Michał Śliż OP, proboszcz parafii Przemienienia Pańskiego w Katowicach. – Byli w szoku, liczyli się, od razu żeśmy się zorientowali, że brakuje państwa Kmiecików, ale mieliśmy nadzieję, że może gdzieś wyjechali.

Na miejsce wypadku przyjeżdża także ks. Krzysztof Bąk, dyrektor Caritas Archidiecezji Katowickiej. To właśnie on zaproponuje lokum w Domu św. Jacka. – Nie wiadomo, jak długo tu będą. Jesteśmy otwarci, może być to nawet kilka, kilkanaście dni – mówi w dniu katastrofy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama