Nowy numer 2/2021 Archiwum

Poszukiwanie prawdy

Konferencja smoleńska pokazuje, jak daleko jesteśmy od poznania prawdy o katastrofie, w której zginęli prezydent Lech Kaczyński i 95 osób.

Samolot rozpadł się jeszcze w powietrzu, zapis rozmów pilotów został zmanipulowany, na wraku był materiał wybuchowy, a dokumentacja sekcji zwłok ofiar jest niewiarygodna. Takie tezy padły podczas III Konferencji Smoleńskiej. Organizowane od 3 lat spotkania to forum, podczas którego naukowcy przedstawiają badania na temat katastrofy smoleńskiej. W tym roku wygłosili 18 referatów.

Rozpadł się w powietrzu

Profesor Glen Arthur Jørgensen z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego odtworzył trajektorię lotu tupolewa w ostatnich sekundach. Z jego analizy wynika, że nie jest możliwie, aby po odcięciu 5,5 metra skrzydła samolot przechylił się na plecy, a tak twierdzą raporty MAK i Millera. W takiej sytuacji powinien jedynie przechylić się na bok, a piloci bez trudu skorygowaliby lot. Odwrócenie na plecy, jak to miało miejsce w rzeczywistości, jest możliwe przy utracie 10 metrów skrzydła. Uczony zwrócił uwagę, że zapis czarnych skrzynek od momentu domniemanego zderzenia z brzozą dokładnie odpowiada zachowaniu samolotu właśnie po utracie 10 metrów skrzydła. Uważa on, że samolot mógł tracić skrzydło po kawałku, co jest dowodem, że zaczął rozpadać się w powietrzu, bez zderzenia z przeszkodą terenową, a zasadniczy etap destrukcji nastąpił ponad wrakowiskiem.

Argumenty za tezą, że samolot uległ rozpadowi jeszcze w powietrzu, podał także Jacek Jabczyński, który przeanalizował dane zawarte w raporcie archeologów. Wynika z nich, że doszło do bardzo dużego rozdrobnienia fragmentów samolotu, ponad 80 procent miało mniej niż 20 centymetrów kwadratowych. Co ważne – fragmenty z wnętrza kadłuba zostały przez archeologów zlokalizowane równolegle do miejsca pierwszego kontaktu kadłuba z ziemią, ale poza powierzchnią gruntu i roślinności, które uległy zniszczeniu. Na obszarze badań znaleziono szczątki noszące ślady działania ognia. Strefa zalegania szczątków jest większa niż wynika to z raportów MAK i komisji Millera. Również inni prelegenci wskazywali na przesłanki, które ich zdaniem świadczą o destrukcji samolotu przed zderzeniem z ziemią. Wśród nich podawali: rozkład szczątków na ziemi typowy dla samolotów, które wybuchły w powietrzu, fragmenty poszycia kadłuba na drzewach, co wskazuje, że miały one niewielką prędkość, brak kratera po ewentualnym zderzeniu z ziemią, wreszcie brak śladów paliwa przy brzozie, która miała odciąć część skrzydła, gdzie znajdowały się zbiorniki z paliwem.

Manipulacja rejestratorem

Według prof. Anny Gruszczyńskiej-Ziółkowskiej z Instytutu Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego zapisy rejestratora głosowego z ostatnich chwil lotu zostały zmienione. Zwróciła ona uwagę, że transkrypcje rozmów często odbiegają od tego, co zostało upublicznione przez MAK i komisję Millera. W ich raportach pojawia się sformułowanie o niezidentyfikowanych odgłosach. Uczona po żmudnych analizach odczytała je i osiągnęła zaskakujące wyniki. Ostatnią wypowiedzią odnotowaną w oficjalnych transkrypcjach jest głos kpt. Artura Ziętka, który mówi „20” (chodzi o wysokość). Od tych słów do końca nagrania mija 9 sekund, w czasie których – według MAK – nie pada ani jedno słowo. Zdaniem Gruszczyńskiej-Ziółkowskiej to niemożliwie, co potwierdzają analizy Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehena. Stwierdził on m.in., że w międzyczasie nastąpiło połączenie radiowe.

Nie został jednak odczytany jego przebieg. Prof. Gruszczyńska-Ziółkowska uważa, że wśród różnych dźwięków w kokpicie z tego okresu jest 8-sylabowa wypowiedź mężczyzny co najmniej dwukrotnie przyspieszona. Po odtworzeniu jej w zwolnieniu odczytała ona słowa: „Zaraz, coś się tutaj dzieje”, potem: „doszliśmy do naszej (dalszej)”, a dalej wyraźnie: „wychodzimy w górę powoli”. Czas tych wypowiedzi odpowiada dokładnie temu momentowi, w którym według raportu Millera doszło do uderzenia w brzozę. Ostatnie słowa w kokpicie według komisji Millera to przekleństwo „K… mać” oraz „K…”. Tymczasem badaczka odsłuchała te przekleństwa wspak i uzyskała: „tu masz pchaj”, albo „teraz pchaj”, a rzekomo drugie przekleństwo odczytała jako: „wychodzimy do” lub „wychodzimy po”. Potem słyszymy normalnym głosem wydaną komendę kontrolerów lotu, aby samolot odszedł na drugi krąg, a w tle przyspieszone: „tu 101 zrozumiałem”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama