GN 2/2021 Archiwum

Wybrałbym to samo życie

Urodziny arcybiskupa seniora. – Nareszcie mam czas, więc robię to, co lubię. Tyle jest jeszcze książek do przeczytania, filmów do obejrzenia. W języku biblijnym 80 lat oznacza przecież całkiem młody wiek... – mówi arcybiskup Damian Zimoń.

Mimo skończonych 80 lat życia stara się być wciąż blisko ludzi. Należy do tych szczęśliwców, którzy najlepiej odpoczywają przy innych. W każdej sytuacji szuka okazji do nawiązania rozmowy czy choćby zamienienia kilku słów. W zmęczeniu nigdy nie ucieka od ludzi, ale przeciwnie, idzie do nich, sam ich szuka. To rzadka cecha. – Nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów – powiedział kiedyś. – Czasem tylko męczą mnie takie oficjalne spotkania. Za każdym razem chcę czuć się swobodnie i tę swobodę dać innym.

Zawsze chciałem być księdzem

Będąc od trzech lat na emeryturze, abp senior Damian Zimoń cieszy się, że ma więcej czasu na zwyczajne rozmowy i niezobowiązujące spotkania z ludźmi. Drzwi jego domu na Francuskiej właściwie jak dawniej nie zamykają się przed innymi. Arcybiskup zaprasza, oprowadza, przepytuje z historii archidiecezji i częstuje czekoladkami. – Dobrze mi się przeżywa kapłaństwo na emeryturze – przyznaje. – Odeszły trudne obowiązki, związane na przykład z decyzjami personalnymi, ale sakrament święceń pozostał. Zawsze chciałem być przede wszystkim księdzem.

Kiedy w 1975 roku objął jako proboszcz parafię mariacką w Katowicach, usłyszał od bp. Herberta Bednorza, że to nominacja tylko na 10 lat. – Powiedział mi: „Jeśli będziesz chciał, po tym czasie możesz przejść na mniejszą parafię”. Ucieszyłem się, a dokładnie 10 lat później zostałem ordynariuszem diecezji katowickiej...

O byciu biskupem opowiada zawsze z rozbrajającą szczerością: „Ja się tego bałem, potem nawet żałowałem, że się na to zgodziłem”. „Na mnie to spadło” – powtarza od lat. Na wieść o nominacji na katowickiego biskupa pierwsze kroki skierował do kontemplacyjnego zakonu sióstr wizytek w Siemianowicach Śląskich. „Pojechałem prosić o modlitwę, bo byłem bezradny, totalnie bezradny...”. – Potem pojechałem do jedynej osoby, o której wiedziałem, że mogę jej o tym opowiedzieć – wspomina. – Do mojego przyjaciela bp. Stanisława Szymeckiego, ówczesnego ordynariusza diecezji kieleckiej. Musiałem się wygadać...

Proszę, jesteś biskupem

Nad biurkiem w gabinecie arcybiskupa seniora wisi obraz przedstawiający modlitwę Pana Jezusa w Ogrójcu. Na motto swojej biskupiej posługi wybrał słowa św. Pawła: „Głosimy Chrystusa Ukrzyżowanego”. Dlaczego? „Na obrazkach prymicyjnych wydrukowałem: »Wiem, Komu zawierzyłem«. Na 25-lecie kapłaństwa wybrałem hasło: »Głosimy Chrystusa«, a gdy zostałem biskupem, dodałem: »Ukrzyżowanego«, gdyż byłem przekonany, że biskupstwo bez krzyża jest niemożliwe”.

Czy takie przeczucie nie było trochę na wyrost, nie wynikało z niepotrzebnego lęku, bezradności? Ks. prof. Jerzy Szymik, poeta, wykładowca teologii dogmatycznej, zapytany kiedyś o to odpowiedział: – Przylgnięcie do Ukrzyżowanego jest jedną z najmądrzejszych decyzji, jaką człowiek może podjąć. Poczucie niepewności jest jednym ze sposobów, którymi posługuje się Bóg, by przyciągnąć człowieka do swojego Serca. – Nie ma szkoły kształcącej na biskupa – tłumaczy arcybiskup senior. – Do każdego innego zadania człowiek może się przygotować. A tu nagle mówią: „Proszę, jesteś biskupem”. W Kościele starożytnym bycie biskupem wiązało się właściwie automatycznie z męczeńską śmiercią. I dziś, myślę, to biskupie namaszczenie też w jakiś sposób związane jest z męczeństwem, ciągłym umieraniem dla siebie. Nie na darmo biskup nosi na piersiach krzyż...

Trzeba się było oprzeć na Bogu

Arcybiskup senior Damian Zimoń urodził się w bardzo tradycyjnej śląskiej rodzinie. Wielodzietnej. „Było nas czterech chłopaków i tylko jedna dziewczyna, pierwsza bowiem zmarła w dzieciństwie. Czasem mówię mojej siostrze Urszuli, że jest moją daleką krewną, bo ja jestem pierwszy, a ona jest szósta...”. Ojciec pracował na kopalni ponad 45 lat. Matka w domu nadawała ton codzienności. „Nie narzucała się, ale była wymagająca i egzekwowała to, co nakazała” – wspomina arcybiskup.

Do śląskiego seminarium w Krakowie i zarazem na Wydział Teologiczny UJ wstąpił w 1952 roku, w tym samym, w którym komuniści wyrzucili z diecezji katowickiej biskupów Adamskiego, Bieńka i Bednorza za próbę utrzymania katechezy w szkole. Dla młodych kleryków było to traumatyczne doświadczenie. Przez wszystkie lata formacji seminaryjnej nie mieli kontaktu ze swoimi biskupami, nie wiedzieli, jak potoczą się dalsze losy diecezji i ich własne.

Ten czas mocno utwierdził abp. Zimonia w przekonaniu, że całą nadzieję należy pokładać w Bogu, nie w człowieku. „Trzeba się było oprzeć na Panu Bogu, zmagać się o powołanie w sytuacji niepewności” – wspomina swoje przygotowanie do święceń kapłańskich. Ten czas, a potem praca duszpasterska nauczyły przyszłego metropolitę katowickiego wiary „na kolanach”. Niejeden raz widziano go w kaplicy, skupionego na modlitwie. Jedna z diecezjanek wspomina scenę z rekolekcji w Kokoszycach. Abp Zimoń przyjechał do domu rekolekcyjnego na wypoczynek i w wielkiej dyskrecji usunął się, nie chcąc rozbijać rytmu dnia. – Zobaczyliśmy go dopiero wieczorem w kaplicy, na modlitwie. A on znów, dyskretnie, nie narzucając swojej obecności, po prostu włączył się w modlitwę wspólnoty.

Sam przyznaje, że w swojej biskupiej posłudze wiele trudnych, zwłaszcza personalnych decyzji podejmował w samotności, w kaplicy na modlitwie. – Choć muszę dziś przyznać, że czasem trudniej było być proboszczem niż biskupem – wyznaje po latach. – Biskup w Polsce, a szczególnie na Śląsku, jest niesiony wiarą ludzi, ich modlitwami. Wiara ludzi i ich modlitwa zawsze dodawały mi siły. Łaska Boża jest niezbędna!

Spokojnie patrzę w przyszłość

Arcybiskup senior niezwykłym szacunkiem otacza kobiety, zwłaszcza matki. Twierdzi, że ich piękno jest odbiciem samego Stwórcy, który w szczególny sposób ten rys swojej Boskiej osobowości pozostawił w kobiecie. Na pytanie, czy znał jakąś piękną kobietę, odpowiedział: „Niejedną”. Zaraz jednak sprostował, że naprawdę piękna jest Maryja. Jego ulubionym wizerunkiem Maryi jest oryginał cudownego obrazu Matki Bożej Piekarskiej, który znajduje się w Opolu. Na prośbę abp. Zimonia karmelitanka bosa z Katowic namalowała jego replikę, która została ukoronowana i umieszczona w kościele Apostołów Piotra i Pawła w Katowicach. Mniejszą kopię arcybiskup zawiesił w prywatnej kaplicy. „Jaka ona piękna” – mówi, patrząc na Nią.

– Trudno mi uwierzyć, że mam już 80 lat – dziwi się arcybiskup. – Zdrowie mi dopisuje. Póki są siły, cieszę się, że mogę pomagać w diecezji. Nareszcie mam też czas, więc robię to, co lubię. Tyle jest jeszcze książek do przeczytania, filmów do obejrzenia. W języku biblijnym 80 lat przecież oznacza całkiem młody wiek... Tyle lat miał Mojżesz, kiedy Pan Bóg polecił mu iść do faraona uwolnić lud wybrany! Wszyscy moi poprzednicy w jakiś sposób doświadczyli niewoli, represji. Tylko ja nie. Myślę sobie, że kiedyś przyjdzie mi się z tej wolności przed Panem Bogiem rozliczyć.

Na pytanie o wieczność, o lęk przed śmiercią, odpowiada: – Zawsze towarzyszy nam jakiś dystans do śmierci, może też lęk przed chorobą, zniedołężnieniem. Ale trzeba wierzyć, że wszystko jest w rękach Boga. Ja spokojnie patrzę w przyszłość, pokładam nadzieję w Bożym miłosierdziu. Kiedy patrzę wstecz na moje życie i duszpasterską posługę, widzę coraz jaśniej, że Bóg prowadził mnie według mojego biskupiego motta... Chrystusa ukrzyżowanego głoszę najpierw dla siebie. Codziennie uczę się dźwigać swój krzyż. Gdybym miał dziś raz jeszcze wybierać – wybrałbym to samo życie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama