Nowy numer 29/2019 Archiwum

Mąż dał mi szczęście

– Dzięki Jérôme’owi przeszłam na katolicyzm. Jego wiara mi imponowała – mówi Berthe Lejeune, żona Jérôme’a Lejeune’a.

Mama trwała u boku taty jak wierny żołnierz. Dzięki jej determinacji i sile tata często znieważany i odpychany przez środowisko tylko dlatego, że bronił życia i był zagorzałym przeciwnikiem aborcji, kończył swoje wystąpienia słowami: „Nigdy nie zrezygnujemy!”. I to tata przekonywał mamę, że byłaby świetną dziennikarką, ale ona wybrała życie dla niego – opowiada w swojej książce Clara, jedna z córek francuskiego profesora.

Jérôme Lejeune, odkrywca przyczyny syndromu Downa, pierwszy przewodniczący Papieskiej Akademii Życia, powołany na to stanowisko przez Jana Pa- wła II, nieformalny patron obrońców życia, lekarz pediatra, genetyk, był też świetnym ojcem, dziadkiem i – jak przekonuje mnie jego żona – świętym mężem. – Mój mąż dał mi szczęście – mówi ze łzą w oku wdowa po słudze Bożym, którego proces beatyfikacyjny trwa od 2007 r.

„Choć sprzeczki i trudne chwile wcale ich nie ominęły, moi rodzice zafundowali nam bajeczne dzieciństwo” – wspomina Clara. „Nie mam wątpliwości, że byli świętym małżeństwem”.

Od pierwszego wejrzenia

Rok 1952. 1 maja nad wieżą katolickiego kościoła w Odensie, rodzinnym mieście Christiana Andersena, świeci słońce. Jego światło odbija się w wielkich czarnych oczach Berthe. Dwudziestokilkuletnia Dunka, córka protestanta, ujmuje pod rękę niewiele starszego, 26-letniego Francuza, lekarza, katolika. Ona niska, skośne oczy, błyszczące granatem włosy, ma na sobie idealnie skrojony czarny kostium. Pochodzi z mało zamożnej rodziny i tylko w takim stroju w jej otoczeniu idzie się do ślubu. On, wysoki i szczupły, w błękitnym garniturze, niezmącony spokój w oczach, przyjechał tu mimo protestów swojej burżuazyjnej francuskiej rodziny. – Byliśmy zakochani w sobie po uszy – wspomina Berthe. – To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Spotkali się w paryskiej bibliotece Sainte-Geneviève. Jérome ślęczał nad podręcznikami medycznymi. Berthe uczyła się francuskiego. Chciała coś zapisać, ale nie mogła znaleźć pióra. Jérôme podał jej swoje. Wtedy skrzyżowały się ich spojrzenia. „Nie wiem, dlaczego kolana drżą, a gardło wysycha, kiedy człowiek jest zakochany, ale bez wątpienia mama i ja doświadczyliśmy miłości od pierwszego wejrzenia” – tłumaczył wielokrotnie swoim dzieciom prof. Lejeune.

– Piórem, które mi Jérôme wtedy podał, napisał mi potem setki listów. Do dziś przechowuję to pióro jak relikwię w domu i jako świadka naszego pierwszego spotkania – śmieje się wdowa po profesorze.

Berthe po ślubie i przeprowadzce do Francji szybko rezygnuje z pracy zawodowej. Chowa się jakby w cieniu naukowca. Przeczuwa, że żyje obok wielkiego człowieka. – Nie żałuję, bo życie u boku Jérôme’a było wspaniałe! – mówi. Lejeune’owie mają piątkę dzieci i dziś już 30 wnucząt.
 

Obiecaj, że nas obronisz!

„Co trzeba zrobić dla bliźniego? – Więcej!” To ulubione przez Lejeune’a słowa św. Wincentego à Paulo. Francuski lekarz kurczowo trzymał się tej zasady. Jego poszukiwania przyczyny tzw. mongolizmu, czyli syndromu Downa, nie były podyktowane głodem żądnego sukcesu naukowca. Lejeune nie mógł spać, widząc rozpacz rodziców dzieci z upośledzeniem. Cierpiał, kiedy na ulicach wytykano je palcami. W latach 60. ub. wieku upośledzenie umysłowe traktowano jak chorobę niemal zakaźną albo karę za grzechy rodziców. Lekarze proponowali aborcję, a kiedy rodzice zjawiali się w gabinecie z dzieckiem z syndromem Downa, pediatrzy wyrzucali ich za drzwi.

– Jérome nie mógł tego znieść. Pamiętam, jak raz wrócił do domu przerażony. Był rok 1972, w życie wchodziło pierwsze we Francji prawo zezwalające na zabijanie chorych dzieci w łonie matki. Mąż już w progu powiedział mi: „Berthe, kochanie, to dziecko krzyczało: »Chcą nas zabijać! Broń nas!«”. Pytam, o co chodzi. Do Jérôme’a przyszli tamtego dnia rodzice z synem z syndromem Downa. Matka dziecka płakała, bo chłopak obejrzał debatę telewizyjną o aborcji. Dziecko rzuciło się w ramiona męża i mocno go ściskało, krzycząc: „Obiecaj, że będziesz nas bronił! Chcą nas zabić!”. I to był przełomowy dla Jérôme’a moment.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Maluczki
    23.10.2014 13:10
    To jest przykład małżeństwa!
    Chciałbym i życzę wszystkim młodym ludziom, aby zawierali małżeństwa.
    Obowiązkiem całego Kościoła, jest zadbać o to, aby tak było.
    Tymczasem zwoływany jest synod, którego chyba jedynym celem było przyzwyczajanie katolików do życia z pominięciem Szóstego Przykazania Bożego.
    doceń 3
  • Anna
    24.10.2014 18:53
    A ja nie mam męża.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji