Nowy numer 3/2021 Archiwum

Życie wśród sosen

Jubileusz Przyborowa. Patronujący parafii św. Jan Kanty w cudowny sposób skleił rozbity dzban, napełnił go wodą i zamienił ją w mleko. Święty odpowiada mieszkańcom. Pokazuje jak poskładać rozbite życie, jak ze słabości uczynić siłę, jak napełnić się łaską.

Dawno temu, kiedy tereny odebrane puszczy zaczęli zasiedlać ludzie, miejscowość leżącą 8 kilometrów na północ od Brzeska nazwano Przyborowie (dziś Przyborów), bo leżała „przy borze”, czyli „przy lesie”.

Borowica

Bór był lasem sosnowym. – Sosna to była „borowica”. Dawny leśniczy to był „borowy” – przypominają ks. Michał Kotra i ks. Zdzisław Oćwieja, dzisiejszy proboszcz w Przyborowie, w książeczce wydanej na jubileusz 25-lecia parafii. Ponad 100 lat temu znakomity „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego” podawał, że wieś leży między dwoma lasami: Lachmaniec i Chobot. Ludność przez wieki wykarczowała puszczę, rozwijając rolnictwo, głównie hodowlę bydła i trzody. Dziś las wraca do Przyborowa. – Tak naprawdę zostało parę gospodarstw rolnych. Może trzy. Niedługo postaramy się o prawa miejskie – śmieje się Stanisław Halik, przewodniczący rady parafialnej. – Rozległa przestrzeń, wiele miejsca do zabudowy, czyste powietrze, ładne płożenie topograficzne sprawiają, że Przyborów staje się atrakcyjnym miejscem do zamieszkania – podkreśla organista Konrad Borowiec, student wydziału wokalnego Akademii Muzycznej w Warszawie. Borowiec to tutaj jedno z najpopularniejszych i najstarszych nazwisk.

Wynalazcy ze dworu

Parafia swój mały jubileusz 25-lecia istnienia przeżywa 19 października, łącząc go z odpustem ku czci patrona św. Jana Kantego. Dzień później mają się odbyć obchody 650-lecia Przyborowa jako miejscowości. „Jako osada śródleśna lokowany został na 20 łanach w oparciu o przepisy prawa magdeburskiego, za sprawą króla Kazimierza Wielkiego około 1364 r.” – pisze Andrzej Krupiński w publikacji o zabytkach ziemi borzęcińskiej. Z drugiej strony wiadomo, a potwierdza to mediewista, prof. Feliks Kiryk, że w Przyborowie przed 1255 rokiem istniał jakiś książęcy dwór, który sprawował pieczę także nad Morzyskami. Dobra królewskie pod zaborami przeszły na własność Wiednia, który sprzedał wieś rodzinie Łasińskich. Pozostał z tego czasu wzniesiony przez nich dwór, w którym przyszedł na świat choćby Edmund Łasiński, wynalazca, autor wielu patentów (m.in. zapisu dźwięku na taśmie filmowej przy pełnej synchronizacji z obrazem oraz płetw). Niedaleko stoi Bezardówka, dwór rodziny Bezardów. W 1871 roku urodził się tu Johann Ritter von Bezard, który był wynalazcą polowej busoli wojskowej.

Korzenie w Szczepanowie

Religijną tożsamość mieszkańców Przyborowa kształtowała przez wiele wieków przynależność do parafii Szczepanów. – Dziś jesteśmy samodzielni, ale tradycja św. Stanisława jest nam bardzo droga. Korzenie mamy w Szczepanowie – mówi Bogusława Paździora z parafialnej Caritas. Stanisław Halik wspomina, że jako mały chłopak, będąc ministrantem, musiał wstać o 5 rano, by biec do kościoła na poranną Eucharystię. – Nieraz żeśmy z Edkiem Bryłą (dzisiaj kapłanem) po Mszy te parę kilometrów do Przyborowa wracali biegiem, by zameldować się w miarę punktualnie w szkole na pierwszej lekcji – wspomina. W Wielkim Poście dzieci miały dawniej alternatywę: „albo pasiesz krowy, albo idziesz na Gorzkie Żale”. W Szczepanowie 8 maja, dzień św. Stanisława, jest wielkim świętem. – U nas to zostało. Jana Kantego wypada 20 października. Choćby to był wtorek czy czwartek, porządek Mszy św. mamy niedzielny i kościół zawsze jest pełny – mówi ks. Zdzisław Oćwieja.

Na swoim

Skoro Przyborów leży tak blisko duchowo Szczepanowa, to dlaczego dziś stanowi odrębną wspólnotę? W Przyborowie jest szkoła. Ma grubo ponad 100 lat. Dziś podstawówka i gimnazjum należą do lepszych w regionie. Dawniej była to mała, jednoklasowa szkoła, w której uczono także religii. – Kiedy po drugiej wojnie światowej wyrzucono katechezę ze szkół, schronienia dzieciom i nauce religii udzieliła Helena Schneider, którą władze potem za to poniewierały. Miała 2 izby. W jednej mieszkała, w drugiej była katecheza – opowiada ks. Oćwieja. Potem punkt przeniesiono na drugi koniec wsi, ale do szkoły był już prawie kilometr. Daleko. Dlatego, kiedy przyszła „Solidarność”, stanął pomysł wybudowania punktu katechetycznego. Z kaplicą. – Z tej ostatniej w niedzielę zwłaszcza chętnie korzystały starsze panie, które miały duży kłopot, by dotrzeć do Szczepanowa. Chodzili także inni. Kiedy zatem pojawiło się zapotrzebowanie na drugą Mszę św. niedzielną naturalnie podniosły się głosy, czy aby nie starać się o utworzenie samodzielnej parafii – mówią pamiętający czasy budowy Bogusława Paździora i Stanisław Halik.

Grunt to plan

Wybudowali małą kaplicę, która zaczęła funkcjonować w 1987 roku. Osiem lat później zaczęła się rozbudowa. W 2000 roku poświęcił powiększoną świątynię rodak przyborowski bp Jan Styrna. Minęło od tego czasu niewiele lat, a kościół nie tylko jest ładnie wykończony, zadbany, ale wręcz wypieszczony. – Dzięki ofiarom ludzi. Ofiarność w parafii jest bardzo duża – przyznaje ks. Oćwieja. – Jak to mówią, Ameryki tu, w Przyborowie, nie ma. Nie ma w rodzinach jakiejś wielkiej biedy, dramatycznego zaniedbania, ale nie ma też bogactwa – przyznaje Bogusława Paździora z Caritas. Wielu ludzi, aby utrzymać rodziny, musi niestety pracować poza granicami Polski. – Dlatego każdy grosz oglądamy dokładnie, zanim go wydamy – mówi proboszcz. Kiedy ks. Zdzisław objął urząd, zbliżała się 20. rocznica istnienia parafii. – Na radzie parafialnej zdecydowaliśmy, że nie będziemy jej obchodzić, że okazalej przygotujemy się do 25-lecia. Od początku był plan zadbania o wiele spraw. Kościół wypiękniał w ciągu tych ostatnich lat, bo każdą poważną inwestycję dużo wcześniej planowaliśmy – mówi ks. Oćwieja.

Klej św. Jana

Podobno św. Jan Kanty za życia chodził z Krakowa na odpusty do Szczepanowa. – Dziadkowie jeszcze opowiadali legendę, że jednym razem, gdzieś w tych lasach ponoć został przez jakichś złoczyńców pobity – wspomina radny Halik. Jednak nie to było powodem, że właśnie jego obrano na patrona. Mówi się, że wybór inspirował ks. Władysław Bielatowicz, ówczesny szczepanowski proboszcz, który wskazał św. Jana Kantego. – Odpusty w dekanacie zaczynały się 8 maja w Szczepanowie, a kończyły 20 października w Przyborowie, który należał wówczas do parafii szczepanowskiej – opowiada ks. Zdzisław. W każdym razie patron bardzo bliski jest mieszkańcom parafii. Mają jego postać w wystroju ściany ołtarzowej. Dźwiga dzban. – Mówimy zawsze, że św. Jan Kanty, który w cudowny sposób skleił rozbity dzban, napełnił go wodą i zamienił ją w mleko, pokazuje nam, jak życie nasze poskładać w całość, oddać Bogu i pozwolić napełnić się łaską – tłumaczy proboszcz.

Serce na prawo

Skoro mowa o legendach, to warto przytoczyć najbardziej znaną, w dodatku mającą zakorzenienie w faktach. Pod koniec XIX wieku kapłan ze Szczepanowa, przyjeżdżający na katechezę do Przyborowa skłaniał miejscowego wójta (czyli ówczesnego sołtysa) do tego, by powiększył szkołę o jeszcze jedną klasę. Ten za nic nie chciał się na to zgodzić. Miał nawet wielkie pretensje do księdza i postanowił się odegrać. Wraz z namówionymi chłopami napadli i pobili kapłana jadącego do pobliskich Łęk. – Ksiądz miał wówczas powiedzieć, że z tej wioski długo nie będzie księdza, chyba że miałby serce po prawej stronie – opowiada Stanisław Halik. Przez długie lata rzeczywiście nie było stąd powołań. Pierwszym wyświęconym po przerwie księdzem był brat biskupa Jana, salezjanin ks. Stanisław Styrna. – Mówiła mi o tym jeszcze mama biskupa, kiedy do niej jeździłem z Panem Jezusem, że Stanisław ma nietypowe położenie serca. Bardziej od wszystkich na prawo – kiwa głową ks. Zdzisław.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama