Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wielodzietne matki obalają stereotypy

Nie jest to poradnik i zachęta żeby mieć więcej dzieci, tylko świadectwo – mówiły autorki książki „I co my z tego MAMY” aktorka Dominika Figurska i dziennikarka tygodnika „Gość Niedzielny” Agata Puścikowska.

Każda z nich ma pięcioro dzieci i jest czynna zawodowo, postanowiły więc napisać książkę żeby podzielić się swoim doświadczeniem, że można w ich sytuacji czerpać szczęście, pracować, nie zwariować. Chciałyby, aby ich publikacja trafiła do wszystkich kobiet, ale zwłaszcza do tych, które boją się macierzyństwa.
Premiera ich książki odbyła się 10 października w Warszawie. Prowadząca spotkanie dziennikarka TVN, Brygida Grysiak, stwierdziła, że książka – dwugłos o wielodzietności – ukazuje, że jest ona efektem zachłanności na miłość, którą zwielokrotnia każde przychodzące na świat dziecko. To także opowieść o ojcach, na których można liczyć, co jest szczególnie cenne w dobie kryzysu ojcostwa. – Gdybyśmy nie miały mężczyzn, dających oparcie, nie miałybyśmy odwagi zdecydować się na gromadę dzieci. Miałam odwagę, bo miałam oparcie – wyznała Figurska.

Autorki mówiły o swojej pasji zawodowej, o konieczności zorganizowania sobie pracy oraz zajęć dzieci, zapewnienia im opieki. Zmęczenie, niewyspanie, nie jest jedynym cieniem macierzyństwa, jest nim także rozdarcie, myślenie, co dzieje się z dziećmi gdy się jest na planie filmowym lub w redakcji. Połączenie tych dwóch sfer nie jest łatwe – wyznała Agata Puścikowska. Nie jest też łatwe pogodzić się z myślą, że nie jest się idealną matką, trzeba przeżyć pewną ewolucję, polegającą na tym, że rezygnuje się z pomysłów doskonalenia siebie i dzieci. Najważniejsze, co dziecko ma otrzymać od matki i ojca to miłość – stwierdziła dziennikarka GN.

Inną trudnością są reakcje otoczenia – zdarza się, że wielodzietne matki nagabywane są, czy wszystkie dzieci są ich, jednak najbardziej boli reakcja najbliższych, zwłaszcza rodziców, którzy nie przejawiają entuzjazmu na wieść o kolejnym wnuku. Istnieją stereotypy na temat wielodzietnych rodzin, wiąże się je z marginesem, choć zdarza się to już rzadziej, być może dociera do Polski z Zachodu moda na wielodzietność – mówiła dziennikarka GN.

Obie matki wyznały, że nie planowały liczby dzieci. Każde było przyjmowane z radością, ale dopiero po trzecim „rozkręcały się” jako matki. Paradoksalnie, większy spokój zaczyna panować w domu, gdy dzieci jest gromada. – Chcesz mieć czas na wypicie kawy, miej więcej dzieci – stwierdziła Dominika Figurska. W większej grupie dzieci zajmują się sobą, zwłaszcza jedynacy absorbują sobą uwagę rodziców – wyjaśniła.

Figurska i Puścikowska nie kryją też swej wiary. „Bez Boga ani do proga” – zacytowała dewizę swej babci dziennikarka GN, która kieruje się nią także w swym życiu. Jak dajesz dzieciom Boga, dajesz im wszystko – wtórowała jej współautorka.
Co do dzieci, obie matki mają jedno marzenie: żeby były dobrymi ludźmi. – Jest to skok na bandzi, potrzeba odrobinę szaleństwa, ale warto. Ludzie, którzy czekają aż uda im się kupić duży dom nie rozumieją, że zegar tyka, że w późniejszym wieku być może nie będą mogli urodzić. A naprawdę warto – gorąco zapewniała Figurska.

Dominika Figurska, Agata Puścikowska, I co my z tego MAMY? Wydawnictwo Znak, Kraków 2014.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama