Nowy numer 29/2020 Archiwum

Od gangstera do kleryka

Ostrzelaliśmy agencję towarzyską należącą do tak zwanej grupy wołomińskiej. Po tym zajściu Wołomin zaproponował nam współpracę. W ten sposób wstąpiłem do polskiej mafii.

Opowiem o tym, jak spotkałem Boga w moim życiu, a raczej o tym jak Bóg zmienił moje życie. Pochodzę z rodziny katolickiej, rodzice byli katolikami niedzielnymi. Zostałem wychowany w wierze katolickiej. Mam dwóch braci i siostrę. Rodzice troszczyli się o nasze wychowanie oraz o wszystkie nasze potrzeby. Miałem szczęśliwe dzieciństwo. Byłem przeciętnym uczniem. W wieku 14 lat zacząłem trenować zapasy, styl wolny. W wieku 17 lat trenowałem w Koszalinie, wtedy trener powiedział, że przygotuje mnie na olimpiadę do Sydney, ci koledzy z którymi trenowałem pojechali na tą olimpiadę oraz jeździli na Mistrzostwa Świata i Europy a trener został trenerem kadry.

Po krótkim pobycie wróciłem do Giżycka i zacząłem powoli wchodzić w życie przestępcze. Brat bliźniak w wieku 17 lat trafił do zakładu poprawczego za pobicie i zacząłem się kolegować z jego znajomymi z poprawczaka, wspólnie zaczęliśmy dokonywać rozbojów i napadów. Wszystkie zarobione w ten sposób pieniądze przepijaliśmy lub w inny sposób trwoniliśmy. Lubiłem napadać na ludzi, bo lubiłem ich bić i nie stanowiło mi problemu „uwalenie” kogoś, ponieważ byłem bardzo dobry w zapasach. Dzięki temu coraz bardziej byłem znany na mieście, ale konsekwencją moich czynów były wyroki więzienne.

Trafiłem do więzienia w wieku 18 lat. Zabrakło mi dwóch miesięcy do skończenia szkoły zawodowej. Miałem kilka rozpraw i łączny wyrok 9 lat, ale dzięki łapówkom i przekupstwu zostało mi 5 lat, Z czego odsiedziałem 3 lata. Dzięki przekupstwu wyszedłem na wolność z drugiej wokandy.

Szkołę skończyłem w więzieniu w zakładzie karnym w Iławie. W tamtym okresie to było jedno z cięższych więzień w Polsce. W więzieniu w Iławie założyliśmy gang. Dzięki bratu bliźniakowi, wspólnikom i przestępstwom jakie dokonałem oraz dzięki temu, że trenowałem, siedziało mi się lekko.

Postanowiliśmy przejąć miasto i tak się stało. Było nas pięciu. Handlowaliśmy bronią, narkotykami, dokonywaliśmy wielu przestępstw, było wiele usiłowań zabójstw, tylko dzięki opatrzności Bożej nikt nie zginął. Ostrzelaliśmy agencję towarzyską należącą do tak zwanej grupy wołomińskiej, dokonywaliśmy przestępstw z użyciem broni, najlepszy dochód zapewniał handel narkotykami.

Po tym zajściu Wołomin zaproponował nam współpracę. W ten sposób wstąpiłem do polskiej mafii.

Kiedyś, gdy szedłem na spotkanie grupy, zobaczyłem, jak starzy, byli więźniowie piją pod monopolowym, wtedy zwróciłem się do Pana Boga w modlitwie serca. Powiedziałem: „Boże, ja nie chcę tak żyć, oni stoją pod nocnym i piją, ja też będę stał pod nocnym i będę brał narkotyki, moja żona i dziecko będą odwiedzać mnie w więzieniu, a w domu będę między wyrokami. Mój Boże, wyciągnij mnie z tego, bo nie chcę tak żyć.”

Bóg usłyszał moja modlitwę i wysłuchał jej. Nie mogłem doświadczyć miłości Bożej, ponieważ żyłem w grzechu, a grzech zamykał mnie na doświadczenie miłości Bożej. Sam nie mogłem wyrwać się z tego świata, to jest świat szatana. Tylko zmartwychwstały Jezus mógł mnie z tego wyciągnąć.

Miałem 21 lat, nie pracowałem, miałem trzy samochody, w ciągu tygodnia potrafiłem zarobić równowartość czterech średnich pensji, żyłem w konkubinacie z dziewczyną – nie stawiłem się na swój ślub, za co Bogu jestem teraz wdzięczny. Moje życie było bez sensu i bez celu. Nic nie sprawiało mi radości i nie dawało mi satysfakcji.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama