Nowy numer 3/2021 Archiwum

Obyczajowe ewolucje Tuska

Choć w czasie 7 lat rządów Donalda Tuska przez Polskę przetaczały się ostre spory światopoglądowe, a on zajmował w nich lewicowe pozycje, jednak nie zostało uchwalone żadne nowe prawo dotyczące zasadniczych 
kwestii moralnych.


Kiedy spytałem posła PO, który w sprawach światopoglądowych zawsze głosuje zgodnie z nauczaniem Kościoła, dlaczego jest w partii, która popiera lewicowe ideologie, zwrócił mi uwagę, że za rządów D. Tuska nie zostało uchwalone żadne nowe prawo związane z kwestiami obyczajowymi. Po namyśle przyznałem mu rację, jednak wskazałem, że w sporach światopoglądowych premier zajmował stanowisko sprzeczne z etyką katolicką. Mój rozmówca zauważył, że premier nie był jednak ich inicjatorem i często wykorzystywał te kwestie instrumentalnie dla realizacji bieżących celów politycznych. 
Diagnoza posła PO opisuje tylko część problemu. Postawę Tuska w sprawach etycznych można określić mianem oportunizmu, a brak ustaw w kwestiach obyczajowych to efekt jego nieudolności. 


Gender dla kariery w Unii 


Donald Tusk dla kariery jest skłonny popierać nawet skrajnie lewicowe rozwiązania, których wcale nie musi być zwolennikiem. Jego oportunizm dobrze ilustruje sprawa gender. W pierwszej kadencji rząd PO nie zajmował się kwestiami związanymi z ideologią gender, premier nie wypowiadał się na jej temat. Pojawiła się w drugiej kadencji. Po wyborach umiarkowaną pełnomocnik rządu ds. równości Elżbietę Radziszewską zastąpił Agnieszką Kozłowską-Rajewicz.

Nowa pani minister w praktyce była w rządzie przedstawicielką Kongresu Kobiet – skrajnie lewicowego forum roszczącego sobie prawo do reprezentowania wszystkich kobiet w Polsce. Nic dziwnego, że głównym jej celem było doprowadzenie do ratyfikacji konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, która zawiera genderową definicję płci, zaleca też walkę z tradycją. W 2012 r., mimo negatywnych opinii części ministerstw, rząd przyjął konwencję. Jednak do ratyfikacji skierował ją dopiero w ostatnich dniach urzędowania D. Tuska. Przez te dwa lata premier był bardzo mocno krytykowany przez środowiska feministyczne, że nie kontynuuje prac nad tym dokumentem. O nadaniu dalszego biegu konwencji zdecydowały europejskie ambicje D. Tuska: poparł ją, aby zyskać przychylność genderowego lobby, które dominuje we władzach UE. 
D. Tusk nie jest jednak zaangażowanym „wyznawcą” ideologii gender. Do ustawy ratyfikacyjnej jego rząd dołączył deklarację, która mówi, że konwencja przemocowa będzie stosowana zgodnie z zapisami polskiej konstytucji. A gdy min. Kozłowska-Rajewicz przedstawiła program równościowy na lata 2013–2015, który przewidywał przedefiniowanie relacji społecznych w Polsce według ideologii gender, premier go odrzucił, a rząd przyjął wersję, z której gender zostało usunięte.


In vitro z przekonania


Kwestią, co do której D. Tusk był przekonany, jest sprawa in vitro. Gdy na początku pierwszej kadencji w 2007 r. pojawił się postulat finansowania tej metody z budżetu państwa, premier zadeklarował, że jest zwolennikiem takiego rozwiązania, i zdania nie zmienił. Jednak i w tej sprawie uległ pewnej ewolucji, niestety niekorzystnej. Na początku rząd PO stał na słusznym stanowisku, że aby finansować in vitro, trzeba uchwalić ustawę bioetyczną, która m.in. regulowałaby kwestie związane ze sztucznym zapłodnieniem. Premier powołał nawet Zespół ds. Bioetyki, na którego czele stanął Jarosław Gowin. Zespół przygotował raport zawierający problemy, które powinny znaleźć się w ustawie, ale jej projektu nie przygotował. Zrobił to sam J. Gowin, proponując rozwiązanie kompromisowe – stosowanie in vitro, ale przy maksymalnej ochronie ludzkich zarodków, czyli zakazie ich zabijania i zamrażania. Według Gowina premier był skłonny zaakceptować ten projekt, jednak gdy Episkopat takiej regulacji nie poparł, stojąc na stanowisku, że należy w pierwszej kolejności dążyć do całkowitego zakazu in vitro, Tusk uznał, że sprawą powinien zająć się Sejm i zaczął opowiadać się za bardziej liberalnymi rozwiązaniami. 
Przez 7 lat nie doszło do uchwalenia żadnego prawa bioetycznego, choć w Sejmie już drugą kadencję czeka na rozpatrzenie kilka projektów. D. Tusk zablokował prace nad nimi, gdyż obawiał się, że ta sprawa wywoła konflikt w Platformie. Dopiero w ostatnich tygodniach istnienia rządu Tuska Ministerstwo Zdrowia przedstawiło projekt ustawy w sprawie in vitro. Jest on w fazie konsultacji i wątpliwe, czy zostanie uchwalony, ponieważ zawiera tyle błędów, że został poddany krytyce nawet przez zwolenników sztucznego zapłodnienia. Jednak mimo braku regulacji prawnych premier Tusk, obchodząc prawo, wprowadził finansowanie in vitro z budżetu rozporządzeniem.
Sprawa ustawy bioetycznej pokazuje m.in. nieudolność D. Tuska w przeprowadzaniu przez Sejm kontrowersyjnych regulacji, obawę przed podziałami w PO i niechęć do światopoglądowych sporów.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama