Nowy numer 32/2020 Archiwum

Noc cudów

O pełnych ironii gimnazjalistach, rozłożonych na łopatki przez Ducha świętego, z Witkiem Wilkiem rozmawia Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz: Wiesz, że z tysiąca opowieści o cudach, które były Twoim udziałem, nie dotykają mnie nawet te wszystkie wskrzeszenia czy uzdrowienia, ale to, że nawróciła się cała klasa gimnazjum?

Witek Wilk: I to jaka klasa…

Strach się bać?

Gorzej. (śmiech) Poprzednia wychowawczyni klasy I B (nauczycielka z wieloletnim doświadczeniem) po pół roku pracy załamała się i zrezygnowała z... zawodu. Szkoła prywatna. Katolicka. Działająca wedle zasady: „Płacę i wymagam”. To była strasznie trudna klasa z bardzo bogatymi dziećmi.

Co to znaczy „bardzo bogatymi”?

Obrzydliwie bogatymi. Ich rodzice mieli nie tylko potężne wille czy baseny zasłaniane trawą, ale i własne helikoptery, prywatne ogrody zoologiczne. Te dzieciaki miały wszystko. I myślały, że wolno im wszystko. Miały własne quady, potężne tory crossowe, które dostawały w prezencie na 14. urodziny

Ciszej, bo mój syn usłyszy…

Wiesz, jaki najsłabszy samochód tam widziałem? Audi 8. Ja miałem z nimi godzinę muzyki tygodniowo. Za każdym razem opowiadałem im o jakimś nowym cudzie, którego doświadczyłem. Mam tego parę tysięcy. (śmiech)

Słuchali czy reagowali szyderką?

Różnie. Nie przejmowałem się tym. Przyzwyczaili się. Pewnego dnia dyrektor rzucił: ponieważ nikt nie zgłosił się na ochotnika, wychowawcą I B zostaje Witek Wilk. Ja??? Przecież się nie nadaję, nigdy nie miałem wychowawstwa. Nie lubię instytucji szkoły, tych wszystkich formalności, roboty papierkowej. Nie miałem wyjścia. Zostałem wychowawcą. „Czego ode mnie oczekujecie?” – zapytałem. „Wycieczki klasowej! Byle od poniedziałku do piątku, żeby weekendu nie zmarnować”. (śmiech) „OK. Pojedziemy. Zabiorę was do Wisły. Ale w zamian za to... nauczycie się piosenki »Wiara czyni cuda«”. „My??? Nie umiemy śpiewać”. „Bardzo dobrze: od tego zaczniemy. Sorry, coś za coś”. Zaczęliśmy się pakować. Mieliśmy prywatny autobus z kierowcą, sporo kasy na wydatki. Dyrektor mówi: „Witek, dam ci dla ochrony z czterech wychowawców”. „Nie, dzięki, sam pojadę”. „To dam ci księdza. W prywatnej katolickiej szkole brak religii nikogo nie zmartwi. Gdyby brakło matmy czy angielskiego, rodzice zrobiliby aferę”.

Wynająłem wypasiony pensjonat oddalony o 3 kilometry od najbliższego sklepu. Nie chciałem, by dzieciaki wyskakiwały po alkohol. Sam pochodziłem po sklepach w Wiśle, by przypomnieć że sprzedawanie alkoholu młodzieży do lat osiemnastu i tak dalej… Zawiadomiłem policję, że przyjeżdżamy. Powiedziałem, że przyjedzie bardzo specyficzna młodzież z Mazowsza. To była naprawdę ostra klasa. Niektórzy uczniowie mieli już sprawy w prokuraturze.

Nie bałeś się tego wypadu?

Nie. Czekałem na to, co zrobi z nimi Bóg. W poniedziałek przyjechaliśmy na miejsce. Była próba śpiewu. Na drugi dzień pojechaliśmy do studia Deo Recordings. Powiedziałem realizatorowi: „Czarek, czegoś tak strasznego nigdy nie słyszałeś, ale nie przejmuj się. Nagrywaj”. Nagrał. Profesjonalnie. Samo nagranie chórków (półtorej minuty śpiewu) zajęło im trzy godziny. (śmiech) Byli lekko przerażeni. Ksiądz nagrywał z tego króciutkie filmiki. Już w autobusie w drodze powrotnej do pensjonatu, gdy puściliśmy naszą piosenkę, a ksiądz podłączył do DVD filmiki, zatkało nas. Świetny teledysk! Przez dwa kolejne dni młodzi sami zaczęli dokręcać nowe sceny do teledysku. Wkręcili się. Wszystko szło dobrze. Do czwartku, kiedy to podeszła do mnie właścicielka pensjonatu: „Panie Witku, oni zbili niezwykle cenną wazę. Była dla mnie bardzo ważna ze względów osobistych. Ukryli skorupy pod stoliczkiem z długim obrusem, żeby nie było nic widać”. Zawołałem klasę: „Znacie reguły: najgorsza, ale prawda. Bóg nienawidzi kłamstwa. Będzie prawda, będziemy żyli w zgodzie”. Ksiądz powiedział: „Za karę pójdziecie dziś o 21 na Mszę”. Przyszli. Tego dnia było czytanie: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie”. Powiedziałem: „Słuchajcie: albo to, co słyszycie, jest pobożną bajeczką, albo prawdą. To mocne słowo. Znamy się już półtora roku: zaufajcie mi: dziś możecie przekonać się, że to, co opowiadałem wam o Bogu, może zadziałać w waszym życiu, może być waszym udziałem. Odważcie się”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także