Nowy numer 46/2018 Archiwum

W obronie małżeństwa

Październikowy synod podejmie temat małżeństwa. Propozycja kard. Kaspera, aby dopuścić do Komunii świętej katolików rozwiedzionych żyjących w nowym związku, budzi wiele obaw. Skutki takiej zmiany mogłyby być katastrofalne.

Kardynał Walter Kasper wyrósł w ciągu minionych miesięcy na rzecznika poluzowania dyscypliny kościelnej w kwestiach małżeńskich. Swoje postulaty przedstawił na konsystorzu w lutym tego roku, a później powtarzał je w wielu wywiadach. Stanowisko w tej kwestii zajął kard. Gerhard Müller, prefekt Kongregacji Doktryny Wiary. Zdecydowanie odrzucił on sposób rozumowania Kaspera. Podkreślił, że ani papież, ani synod po pierwsze nie mogą, a po drugie nie chcą zmieniać nauczania Kościoła. W wywiadzie dla KAI kard. Müller stwierdził, że „papież i biskupi absolutnie bronią nierozerwalności małżeństwa”. Słowo Bożego Objawienia jest w tej kwestii rozstrzygające. Kilka dni temu ukazał się książkowy wywiad „Nadzieja rodziny”, w którym prefekt Kongregacji Doktryny Wiary zwraca uwagę, że miłosierdzie nie może być wymówką służącą do unieważnienia przykazań i sakramentów. Postulaty Kaspera spotkały się ze sprzeciwem innych hierarchów, teologów i środowisk katolickich. Warto wsłuchać się w ich argumenty.

Co postuluje kard. Kasper?

Wystąpienie kard. Kaspera miało być częścią wewnętrznej dyskusji między kardynałami. Ostatecznie zostało upublicznione i ukazało się w formie książki. Zawiera między innymi dwa dyskusyjne postulaty. Pierwszy jest propozycją odejścia od kanonicznych procesów o stwierdzenie nieważności małżeństwa w sytuacji niedostatecznej wiary w sakrament i przekazanie niektórych kompetencji sądów biskupich spowiednikom lub wikariuszom biskupim.

Drugi postulat dotyczy katolików, których sakramentalne małżeństwo rozpadło się, a oni zawarli drugi związek, oczywiście tylko cywilny. Kardynał proponuje, aby tacy katolicy byli dopuszczeni do Komunii świętej. Wymienia kilka warunków: osoby te szczerze żałują rozpadu pierwszego związku, mają uregulowane wynikające z niego zobowiązania i powrót do niego jest niemożliwy, nie mogą wyrzec się zobowiązań wynikających z drugiego (cywilnego) związku bez zaciągania nowej winy, starają się żyć w drugim związku najlepiej jak potrafią, zgodnie z wiarą, chcą wychować dzieci w wierze, są spragnione sakramentów, traktowanych w ich sytuacji jako źródło siły. Jeśli te warunki zachodzą, to powinniśmy takie osoby dopuścić do sakramentu spowiedzi i Komunii, twierdzi kard. Kasper.

W wywiadzie dla amerykańskiego pisma „Commonweal” hierarcha tak wyjaśnia swoje stanowisko: „Nie mogę myśleć, że istnieje sytuacja, w której człowiek wpada w taki dołek, z którego nie ma wyjścia. Często nie da się powrócić do pierwszego małżeństwa. (…) W Credo wyznajemy, że wierzymy w grzechów odpuszczenie. Jeżeli był upadek i żałuje się tego, czy przebaczenie jest niemożliwe? Moje pytanie dotyczy sakramentu spowiedzi, dzięki któremu mamy dostęp do Komunii świętej… Moje pytanie – nie rozwiązanie – jest następujące: czy rozgrzeszenie jest niemożliwe w tym przypadku? Jest wiele myśli, wiele argumentów w naszej katolickiej tradycji, które pozwalają iść tą drogą. Żyć razem jak brat i siostra? Oczywiście mam szacunek dla tych, którzy tak żyją. Ale to jest akt heroiczny, a heroizm nie jest dla przeciętnych chrześcijan”. Parę linijek dalej kardynał już nie pyta, ale stwierdza: „Tak, powiedziałbym, że rozgrzeszenie jest możliwe. Miłosierdzie oznacza dawanie każdemu, kto się nawraca i żałuje, nową szansę”.

Nie róbcie nam tego!

Margaret Gallagher, amerykańska publicystka, szefowa think-tanku zajmującego się obroną praw małżeństwa (Institute for Marriage and Public Policy) odniosła się do propozycji Kaspera w żarliwym apelu – sprzeciwie. Autorka pisze, że ta debata boli ją osobiście, ponieważ właśnie katolickie nauczanie o życiu, seksie, małżeństwie, a zwłaszcza rozwodzie przyprowadziło ją z powrotem do Kościoła. „Moja mama opuściła Kościół w 1968 roku, kiedy miałam 8 lat. Wróciłam do Kościoła w trzeciej dekadzie życia na skutek przemyślenia bardzo konkretnych efektów seksualnej rewolucji w moim życiu” – wyznaje Gallagher. Dokonywało się to stopniowo. Najpierw jako 18-latka uznała na drodze czysto rozumowej, że aborcja jest zła: nie może tak być, że ceną za realizowanie swoich seksualnych pragnień jest życie własnych dzieci. Dochodząc do takiego wniosku, stała się ateistką pro life. Kiedy kończyła studia w Yale, zaszła w ciążę i urodziła syna. Ojcem dziecka był kolega ze studiów, który nie wziął za nie odpowiedzialności. Została samotną matką. Wtedy wykonała drugi krok. „Jest czymś złym – uznała – jeśli angażujesz się w akt, który prowadzi do powstania nowego ludzkiego życia, a nie możesz zagwarantować swojemu dziecku miłości ojca lub matki. Seks pozamałżeński jest złem”. „Byłam ciągle ateistką w tym czasie” – dodaje. – „Katolickie nauczanie o małżeństwie, które usłyszałam po raz pierwszy w życiu, przyprowadziło mnie do wiary. Nie, że rozwód jest zły, ale że jest niemożliwy! Małżeństwo zmienia rzeczywistość, a konkretnie zmienia tożsamość osób, które je zawierają. Byłam osobiście spragniona takiego podejścia. Tak jak urodziny mojego syna zmieniły mnie w matkę, czyli dały mi nową tożsamość, której nie mogę się wyrzec, tak chciałam, aby moje przyszłe małżeństwo zmieniło mnie w żonę, aby moja relacja z mężem była przynajmniej tak realna i tak zmieniająca życie jak ta, która sprawiła, że stałam się matką”. To świadectwo kończy wyznaniem: „W całej naszej postmodernistycznej kulturze jedynym czytelnym świadkiem związku między seksem a dziećmi, między miłością, matkami i ojcami był Kościół katolicki. Dlatego zgłosiłam swój akces do niego”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł
  • KiT
    24.09.2014 09:55
    Jeśli Komunia Święta jest łaską, dlaczego odmawiacie tej strawy wiernym, porządnym ludziom. Kogo krzywdzą? Jakie przykazanie łamią? Odmawiać Komunii mogą albo Ci co nie widzą jaka jej łaska i moc, albo Ci którzy się wywyższają i stawiają ponad. Nie wierzę, że BÓG tak chce. Co ma Komunia z nierozerwalnością małżeństwa wspólnego?
    Różne są ścieżki ludzkie ale Łaska jest jedna. Jeśli mówisz żyj w celibacie do śmierci, bo Cie żona/mąż opuściła, to nakładasz jarzmo którego sam nie nosisz i pewnie byś nie chciał nosić. Może w imię braterstwa, szczęśliwi małżonkowie wejdą w celibat tak na roczek? a może by kościół wprowadził takowa pokutę?
    Zobaczymy co powiedzą Ci doskonali ludzie.
  • gupia
    24.09.2014 13:16
    " Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane." bo po ludzku pojmujecie. To szukanie swego. Ziemskiego jaki jestem fajny. Jaki jestem skrzywdzony, mam prawo do szczęścia. I tym sposobem nie tylko przeciwko VI przykazaniu, ale przeciw miłości bliźniego jest ta mowa gdy się mówi:" przecież mam prawo ułożyć sobie życie". Tak jakby w ogóle nie chodziło o drugie życie i o Zbawienie. Slubowaliście Bogu miłość do współmałzonka, który czasem okazuje się nieprzyjacielem. Czyż nie było powiedziane "Miłujcie nieprzyjaciół waszych" Tym bardziej miłować mądrą miłością, która i czasem musi być odejściem. A nie zostawiać drugiego na pastwę szatana bo on taki be, a ja sobie będę tam gdzie mi dobrze. I tak się łatwo usprawiedliwić przed sobą, wiecej niż przed sobą, bo wielka potrzeba jest by nas usprawiedliwili wszyscy wokół, by nas usprawiedliwił Kościół. Trudne jest podążanie za Chrystusem. Trudne ale i piękne. Wybierasz cały czas wybierasz, czy bedziesz się usprawiedliwiał, czy brał kiedy trzeba swój krzyż dla Jezusa. Bo wiara tak. Iśc do Komunii tak, ale już pomóc Jezusowi dźwigać krzyż to nie. Jak wielu opuszczonych współmałżonków podejmuje z Chrystusem ten krzyż swojej przysiegi, miłości ponad własne przyjemności. Podejmuje go dla współmałżonka, dla tej trudnej miłości, gdy człowiek którego pokochali stał się nieprzyjacielem. Co im powiecie sielankowcy co macie prawo do własnej szczęśliwości ziemskiej. Ale Bog jest większy ponad ludzkie umyślenie sobie, ponad wybiórczą wiarę. I nawet gdyby człowiek wykuł sobie własne przykazania, te u Boga nie zmienią się nawet o jotę.
    doceń 6
  • barbara
    24.09.2014 14:21
    A jednak ciągle mnie zastanawia jak problem powtórnego związku i możliwości korzystania z sakramentów traktują prawosławni - jakimi wytycznymi Pisma Sw. się podpierają ???
  • pendrive
    24.09.2014 19:00
    Dyskusja jest głęboka, ale zbyt ideologiczna (nie ideowa). Czemu wielokrotny morderca, gwałciciel, pedofil, złodziej, jeśli naprawdę szczerze żałuje, choć nigdy nie wiadomo, czy złe skłonności znów nie przeważą, może uzyskać rozgrzeszenie? Czy naprawdę zniszczona miłość, zerwany związek, często przez tzw drugą stronę, jest większym grzechem? Czy rzeczywiście człowiek, który kiedyś popełnił błąd zbyt nieszczęśliwej miłości, a teraz naprawdę znalazł swoją drugą połówkę, a z nie swojej winy nie może uzyskać uznania poprzedniego małżeństwa za nieważne, ma zostać potępiony? Morderca szczerze wyzna winy, odpokutuje, zabije drugi raz, ponownie szczerze wyzna winy i znów uzyska rozgrzeszenie. A ktoś, kto nikogo - być może poza sobą - nie skrzywdził - nie?
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji