Nowy numer 48/2020 Archiwum

Cześć, myszko...

Nieświadomi niczego, codziennie jesteśmy poddawani różnego rodzaju eksperymentom. Brzmi strasznie, ale czy takie jest? Każdy musi rozsądzić sam. A potem pogodzić się z tym, że w przyszłości będzie jeszcze gorzej.

Kilka lat temu w jednym z japońskich domów handlowych postanowiono sprawdzić, jaki wpływ na zachowania konsumenckie (mówiąc wprost – na kupowanie towarów) ma rozpylanie w sklepie różnych zapachów. Zapachy były tak subtelne, że czujący je absolutnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Od wielu lat prowadzi się także eksperymenty mające na celu sprawdzenie tych samych zachowań, ale w zależności od słuchanej muzyki. W restauracjach na przykład muzyka jest spokojna, wtedy lepiej się trawi. Podobnie jak w sklepach z ekskluzywnymi ubraniami. Chodzi o to, by na różne sposoby sprawić, by klient czuł się bezpiecznie. By nie czuł presji czasu (stąd w sklepach nie uświadczysz powieszonych na ścianie zegarów) i mógł do woli wydawać pieniądze. No chyba że klient wyda więcej, gdy jest pobudzony. Tak zwykle reagują mężczyźni. Stąd w sklepach z elektroniką, czy tam, gdzie sprzedaje się gadżety samochodowe, muzyka jest bardziej agresywna i rytmiczna. Podobnie w restauracjach typu fast food. Tam nie przychodzi się delektować i rozpieszczać podniebienia. Tam wchodzi ktoś, kto chce szybko coś zjeść. Żeby mu w tym pomóc, muzyka jest głośna i utrudniająca rozmowę. Jest też dość agresywna. Na krótką metę atrakcyjna, na dłuższą trudna do wytrzymania. Specjalnie. Chodzi o szybki „przemiał” klientów, a nie o ich długie przesiadywanie.

Te i wiele innych eksperymentów przeprowadza się na klientach cały czas. Cel jest jeden. Więcej zarobić. Oczywiście nikt nikogo o zgodę na przeprowadzenie eksperymentu nie pyta. Nie trzeba chyba przekonywać, że powyższe zabiegi w pewnym sensie służą manipulowaniu emocjami, odczuciami czy zachowaniami.
 

Wiemy o tobie wszystko

Ostatnio zrobiło się jednak głośno o pewnym eksperymencie za sprawą najbardziej popularnego serwisu społecznościowego, czyli Facebooka. Sytuacja jest w sumie dość zabawna. Raban podniósł się o to, że portal przeprowadzał eksperymenty socjologiczne na swoich użytkownikach bez ich wiedzy. Co w tym zabawnego? Ano to, że w internecie to żadna nowość. Przecież eksperymenty przeprowadza się cały czas. Czym jest wyszukiwanie kontekstowe Google, które śledząc nasze zachowania w sieci, podsuwa nam odpowiednie treści? Inaczej mówiąc, dwie różne osoby wpisujące to samo zapytanie do wyszukiwarki dostaną różne odpowiedzi. Google wie, co podsuwać, bo zbiera o nas informacje, np. przeczesując mejle w poszukiwaniu danych o naszych zainteresowaniach. Inni dokładnie analizują np. miejsca na stronie, w które klikamy, po to, by tam, gdzie najczęściej zawisa nasz wzrok, wstawić ikonki, które z punktu widzenia właściciela strony są najbardziej kluczowe.

Te wszystkie metody i narzędzia powstały dzięki metodzie prób i błędów. W tych doświadczeniach myszkami laboratoryjnymi byliśmy my, użytkownicy. Oczywiście – jak to myszki – nie mając o tym zielonego pojęcia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się