Nowy numer 42/2018 Archiwum

Jak bumerang

Wychodzą na peryferie. Do osób ubogich, bezdomnych, narkomanów i prostytutek. Mówią o miłosierdziu Boga z niezwykłą radością. Tłumaczą to szaleństwo krótko: To wina Jana Pawła II i siostry Faustyny.

Regularnie odwiedzają Polskę. Enrique Porcu i Antonello Cadeddu, ojcowie z końca świata. Choć mówią po portugalsku i mieszkają w Brazylii, są Włochami. Jednak to właśnie tam, w Ameryce Południowej, założyli 14 lat temu pierwsze domy wspólnoty Przymierze Miłosierdzia. W 2007 r., po Brazylii, Portugalii, Włoszech, Francji i Belgii, przyszedł czas na Polskę. Jezus obiecał, że stąd ma wyjść „iskra, która przygotuje świat na Jego ostateczne przyjście”. Nic dziwnego, że wspólnota mówiąca tak wyraźnie o Bożym miłosierdziu dotarła i tu. Zaczęło się od rekolekcji, które ojcowie głosili w Polsce. Nie tylko dla świeckich, ale i dla kapłanów. Potem powstała pierwsza grupa w Szczecinie. Dziś Przymierze Miłosierdzia jest w 7 polskich miastach.

Rozniecić iskrę

Poznali się na Sardynii. To samo seminarium, ta sama wspólnota i to samo pragnienie, aby pomagać najuboższym. Obaj zetknęli się z Ruchem Focolari, gdzie doświadczyli obecności żywego Jezusa. Zostali wyświęceni na księży o tej samej godzinie. Potem o. Enrique wyjechał na kilka lat do Brazylii. Gdy wrócił, do Brazylii wysłano Antonella. „W 2000 r. spotkaliśmy się w São Paulo i wtedy rozpoczęły się nasze problemy, a w szczególności problemy innych ludzi” – mówił w jednym z wywiadów ojciec Enrique.

To tam skrystalizowało się ich wspólne marzenie, aby żyć w pełni Ewangelią, nie dać się ograniczać ostrożności ludzkiej w doświadczaniu Ducha Świętego oraz aby przyjmować ubogich, ryzykując nieraz życie. O. Enrique wielokrotnie wspominał, jak spotkał pewnego dnia ubogiego, kalekiego mężczyznę. Został on potrącony przez samochód i pukał do drzwi parafii, zakonów, ale nikt nie chciał go przyjąć. Zaopiekowali się nim prostytutka i alkoholik. Ojciec poczuł wtedy, że chciałby być we wspólnocie, która opiekowałaby się takimi ludźmi.

Tylko czy Bóg chce, aby powstała nowa wspólnota? – zastanawiali się ojcowie. Zaczęło się rozeznawanie. Razem ze świecką misjonarką Marią Paulą oraz czterema innymi osobami przez 40 dni modlili się i pościli. Prosili o znak. Czterdziestego dnia uderzyły ich słowa czytania: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę”. 30 kwietnia 2000 r. o. Enrique, który przebywał w Rzymie, postanowił poprosić Boga o kropkę nad i. Modlił się, aby – mimo braku oficjalnej akredytacji – mógł koncelebrować Mszę kanonizacyjną s. Faustyny. Pomodlił się i poszedł na plac św. Piotra. Mijał strażników. Nikt go nie zatrzymywał. Gdy wreszcie ktoś zapytał go o akredytację, o. Enrique usłyszał głos znajomego biskupa: „Co ty tu robisz, Enrique?”. „Przyjechałem odprawić Mszę” – odpowiedział. „No, to chodź szybko, bo się spóźnimy” – zawołał biskup i złapał ojca za rękę. Strażnik nawet nie drgnął. Gdy weszli do zakrystii, o. Enrique z przerażeniem stwierdził, że wszystkie miejsca dla kapłanów są zajęte. I wtedy okazało się, że jeden biskup zachorował i zwolniło się krzesło przy ołtarzu. Gdy wracał do Brazylii, otworzył „Dzienniczek”. Faustyna opisała dokładnie swoją kanonizację. Napisała: „Tłumy były tak wielkie, że ani okiem przejrzeć nie mogłam. Wszyscy z wielką radością brali udział w tej uroczystości, a wielu z nich otrzymało to, co pragnęło” i dalej: „Jezus spojrzał się z taką wielką łaskawością i radością na Ojca św. i pewnych kapłanów”. O. Enrique uśmiechnął się.

Ojcowie radzili się też biskupów. Gdy jeden z nich usłyszał o ich wizji, powiedział: ewangelizować, aby przemieniać osoby najuboższe, materialnie i duchowo, z osób ewangelizowanych w ewangelizatorów. Ten model działa.

Zarażeni miłosierdziem

Ojciec Rogerio jest jednym z dziewięciu misjonarzy Przymierza Miłosierdzia, którzy przyjechali do Polski z Brazylii, oraz głównym koordynatorem grup Przymierza w Polsce. Zanim poznał wspólnotę, przez kilka lat brał narkotyki, był ateistą i nie chciał mieć z Kościołem nic wspólnego. Rozrywkowy styl życia nie był jednak w stanie zapełnić pustki, którą czuł w sercu. Jego mama zauważyła, że jest coraz bardziej przygnębiony, i poprosiła ludzi z Kościoła, aby namówili go na rekolekcje. Ukradkiem dawała im znać, gdy przychodził do domu, i po kwadransie wpadali w odwiedziny, wspominając o rekolekcjach. Po tygodniu stwierdził, że pojedzie – tylko po to, żeby udowodnić, że Boga nie ma. Na konferencjach nudził się niemiłosiernie. Drugiego dnia chciał wyjść, ale ktoś powiedział mu: „Zostań jeszcze na chwilę”. W tym momencie prowadzący spotkanie powiedział: „Teraz wejdzie największy kaznodzieja na świecie”. Rogerio był przerażony – kolejna osoba, która będzie mówić. Padły słowa: „Jezu, możesz wejść”. Na myśl o tym, że zaraz wejdzie ktoś przebrany za Jezusa, Rogerio zaczął się głośno śmiać. Gdy do sali wszedł kapłan z monstrancją, upadł na kolana. Potem opowiadał, że zobaczył Jezusa i Jego spojrzenie. Czuł, że On go nie potępia, nie oskarża, ale kocha takiego, jakim jest. Zaczął płakać. Przypomniał sobie, że gdy wracał w nocy do domu pijany, w kuchni zawsze spotykał mamę, która modliła się na różańcu. Bardzo go to denerwowało. Wyrzucał jej: „Po co się modlisz? Powiedz temu swojemu Bogu, żeby – jeżeli istnieje – przyszedł do mnie. Może wtedy uwierzę” – ironizował. Gdy patrzył na Jezusa, poczuł, że On mówi do niego: „Chciałeś, żebym przyszedł do ciebie, więc jestem”. Potem usłyszał słowa: „Rogerio, pójdź za mną”. Przez dwa lata opierał się. Za każdym razem, gdy szedł na adorację, słyszał jednak te słowa. Od prawie czterech lat jest księdzem.

« 1 2 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji