GN 48/2020 Archiwum

Ruch w Ruchu

Coraz więcej członków oazy wyjeżdża na misje. – To słuchanie tego, co „Duch mówi do Kościoła” – twierdzą animatorzy ruchu.

Z Ewangelią wśród boa

Wyjazd obu dziewczyn postawił na misyjne nogi całą diakonię w ich archidiecezji. Chociaż trzeba podkreślić, że ich zaangażowanie nie byłoby możliwe, gdyby nie przykład i przetarcie szlaków „z góry”. A szlaki przecierać się zaczęły dwa lata temu. Najpierw w odwiedziny i ze wsparciem do misjonarzy, swoich kolegów z seminarium, poleciał bp Adam Szal, pomocniczy biskup z Przemyśla i oazowicz, delegat KEP ds. Ruchu Światło–Życie. Po powrocie opowiadał o tym, co widział, jak wygląda tamtejszy Kościół, jacy są ludzie i z czym muszą zmagać się pracujący tam księża. W swoich opowieściach mówił też, że księża potrzebowaliby jakiegoś zastępstwa, żeby podczas kolejnych wakacji móc przyjechać do Polski. Przekazywaną prośbę o zastępstwo podchwyciło dwóch księży: moderator diecezjalny ks. Daniel Trojnar i ks. Bartłomiej Zakrzewski. Szybko dostali zielone światło od abp. Michalika i podczas kolejnych wakacji spędzili miesiąc w lasach Amazonii, w parafii Los Encuentros i parafii El Panagui, miejscu znanym z tego, że upodobały je sobie węże boa. – Pojechaliśmy tam z pomocą misyjną, ale sami też wracaliśmy umocnieni wiarą żyjących tam ludzi. Doświadczyliśmy Kościoła prostego i spontanicznego, jak na Amerykę Łacińską przystało – wspomina ks. Trojnar. W czasie tego pobytu byli też w domu dziecka prowadzonym przez misjonarki benedyktynki. Po rozmowach z siostrami mieli zadanie: znaleźć dwie osoby, które będą chciały do nich przyjechać na wolontariat.

Pierwsza zgłosiła się właśnie Basia. „Ekwadorski konkret” to była dla niej odpowiedź na pragnienie serca, o którą prosiła. Gdy razem z Diakonią Misyjną jechali gdzieś samochodem, ks. Trojnar zapytał, kto chciałby pojechać razem z Basią. Po chwili ciszy zgłosiła się Jola, studentka Uniwersytetu Rzeszowskiego. Przed wakacjami nerwowo dopinała egzaminy na uczelni, tak by nic nie zostało na „kampanię wrześniową”, bo na wyjazd do Ekwadoru bierze urlop dziekański. – Najbardziej bałam się reakcji rodziców. Fakt, z jakim spokojem i zrozumieniem to odebrali, pokazał mi, że to dobra decyzja – mówi.

Jak to działa

Decyzja wyjazdu to jedno. Druga rzecz to koszty z tym związane. Kilka ładnych tysięcy złotych. Gdyby nie wspólnota, dziewczyny nie dałyby rady tego udźwignąć. Powstała strona internetowa z informacjami, dokąd dziewczyny jadą i po co. Dołączona została prośba o wsparcie. Środków potrzebnych na wyjazd szybko przybywało. Warto zaglądać na stronę „Operacji Ekwador”. Oprócz informacji z przygotowań po wakacjach można tam będzie znaleźć relacje Basi i Joli z wolontariatu w Domu Dziecka „Valle Feliz”.

Dwie studentki z przemyskiej diakonii jadą też do Belgii, żeby pomóc pracującym tam polskim księżom. Diakonia Misyjna archidiecezji przemyskiej to świeży przykład.

Ale podobne korzenie ma najstarsza taka diecezjalna grupa w oazie, czyli diakonia warszawska. Marcin Skłodowski: – Zaczęło się od apelu ks. bp. Janusza Kalety do Ruchu Światło–Życie. Zwracał się z prośbą o posłanie animatorów do Kazachstanu. List odczytano na dniach wspólnoty w całej Polsce, a dwie animatorki zgłosiły się właśnie z diecezji warszawsko-praskiej. Nikt z nas jeszcze wtedy nie myślał o zakładaniu diakonii misyjnej. Spotykaliśmy się co miesiąc, aby modlić się za Kasię i Natalię, czasami porozmawiać z nimi na Skypie. Wszystko szybko się potoczyło. W tamtym czasie naszym moderatorem był ks. Piotr Główka, bardzo otwarty i charyzmatyczny kapłan. Już po kilku tygodniach zaczęliśmy przygotowywać rekolekcje ewangelizacyjne na Ukrainie. Tak się zaczęło.

I tak trwa nadal, a konkretnym dziełem zaczętym przez tę diakonię jest na przykład „Adopcja na odległość”, realizowana w Kenii. W grudniu ubiegłego roku do Afryki poleciały dwie dziewczyny z Duszpasterstwa Akademickiego św. Anny, żeby pomóc w obsłudze tego programu. Teraz leci tam również małżeństwo Skibińskich z Wrocławia, bo „Adopcja na odległość” rozwinęła się m.in. w rekolekcje oazowe i trzeba pomóc je przeprowadzić.

Podobnie sytuacja wygląda w archidiecezji katowickiej. Diakonia Misyjna to uporządkowanie i rozwinięcie prowadzonych już wcześniej działań. – My dziś może nie wyruszamy daleko na misje, ale nasze środowisko od wielu lat posługuje, organizując rekolekcje na Słowacji, w Czechach, w Kazachstanie; jest także grupa ludzi, która wspiera misjonarzy pracujących w Zambii – wskazuje moderator diecezjalny ks. Ryszard Nowak. Inicjatorami diakonii było małżeństwo Sobczyków, które już kilka lat temu chętnie wyjeżdżało na Wschód głosić Ewangelię.

Jeśli w którejś diecezji są pragnienia misyjne, ale nie za bardzo wiadomo, jak się zabrać do tego w praktyce, żeby zorganizować konkretny wyjazd, Centralna Diakonia Misyjna służy wsparciem i pomocą. – Chętnie podpowiemy, jak się przygotować, na podstawie doświadczeń wskażemy, co w takiej sytuacji może robić wspólnota – mówi Marcin Skłodowski.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama