Nowy numer 3/2021 Archiwum

W otoczonym mieście

Wojna w Doniecku trwa od dawna. Nie na ulicach, ale w głowach mieszkańców.

Na pozór jest spokój, chodzą patrole milicji, zdziwienie budzą jednak puste ulice i niewielki ruch w milionowym mieście. Miejscowi mówią, że nie pamiętają, kiedy można się było po Doniecku poruszać tak sprawnie, bez żadnych korków. Powraca uporczywa plotka, że wkrótce może zostać wprowadzony stan wojenny. Pełni obaw są zarówno zwolennicy jedności Ukrainy, jak i zwolennicy regionalnej samodzielności czy przyłączenia do Rosji. Wielu zadaje sobie pytanie, jak zachowa się wówczas sąsiad, którego znam od dawna, ale który ostatnio stał się jakby kimś innym. – Zachowują się jak zombi, działając w rytm kolejnych impulsów płynących z rosyjskiej telewizji – mówią jedni. – Przyłączą się do faszystów i będą pomagać okupacyjnej armii – przekonują drudzy. Miasto żyje więc duchowo w dwóch odrębnych światach, choć wspólne ma jeszcze sklepy, trolejbusy i ulice.

Wielka ucieczka

W ostatnich tygodniach z miasta wyjechało co najmniej 70 tys. mieszkańców, w tym wiele rodzin z małymi dziećmi. Najczęściej do krewnych w centralnej Ukrainie, część do Rosji. Uciekają przede wszystkim ludzie podejrzewani o proukraińskie sympatie. Są przekonani, że zostali umieszczeni na listach proskrypcyjnych przygotowanych przez aktywistów Donieckiej Republiki Ludowej (DNR). W mieście – pięknym, czystym i zadbanym – śladów walk nie ma, gdyż toczyły się poza centrum, w rejonie lotniska. Tam do niedawna było słychać strzały. Kiedy trwały walki o lotnisko, ludzie rzucili się do sklepów, wykupując błyskawicznie wszystko. Kiedy sytuacja się uspokoiła, zaopatrzenie wróciło do normy. Do dzisiaj Donieck jest blokowany zarówno przez separatystów, jak i armię ukraińską. Lotnisko nie działa, drogi kontrolują separatyści, mający punkty kontrolne na rogatkach miasta, pozostała kolej. Jednak bilety do Kijowa są już wyprzedane do końca miesiąca. Na uczelniach skrócono rok akademicki, a nauczycielom polecono wywieźć jak najwięcej dzieci do innych regionów kraju. Nie działa część przedsiębiorstw, gdyż nie ma zamówień, a ludzie odsyłani są na bezpłatne urlopy. Trwa wielki exodus z całego Donbasu.

Konfederaci?

Zwolennicy oderwania się Donbasu od Ukrainy nie lubią określenia „separatysta”. – Jesteśmy u siebie – podkreślają – a Donbas to nie Ukraina. Mówią, że są zwolennikami federacji. Wprawdzie w symbolice posługują się także barwami Rosji – flagą niebiesko-biało-czerwoną – ale głównie nawiązują do motywów amerykańskiej flagi konfederackiej z czasów wojny secesyjnej – niebieskiego krzyża na czerwonym tle.

– Nie zrozumie się istoty tego, co się obecnie dzieje na wschodzie Ukrainy, bez analizy złożonego kontekstu kulturowego, cywilizacyjnego oraz mentalnego – przekonuje dr Cyryl Czerkasow, politolog z Uniwersytetu Donieckiego, członek samozwańczego parlamentu Donieckiej Republiki Ludowej, jeden z ideologów Nowej Rosji.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się