Nowy numer 30/2021 Archiwum

Wolność, towar eksportowy

Wysłaliśmy wreszcie w świat wiadomość, kto obalił komunizm. Teraz czas na zastanowienie, jaki kraj po 25 latach wolności zostawiamy kolejnemu pokoleniu.

Święto władzy

Gorąco było w Sejmie, gdy Janusz Śniadek wytykał władzy zignorowanie w tych obchodach „Solidarności”. – Nie ma wolności bez „Solidarności”. Ludzie głosowali za wolnością, ale też za „Solidarnością”. 4 czerwca to była kontynuacja Sierpnia – grzmiał były przewodniczący związku. Mógł jeszcze dodać, że bez parasola „Solidarności” nie byłoby możliwe przeprowadzenie drakońskich reform początku lat 90., a za ich firmowanie związek zapłacił wysoką cenę. „Solidarność” jest dziś oczywiście na wojennej ścieżce – ale z rządem. W dodatku protest to jego związkowe prawo, a nawet obowiązek. Bronisław Komorowski nie wykorzystał szansy, by w tak historycznym momencie „być ponad” bieżące rozgrywki i polityczne animozje. Pominięcie „Solidarności” nie wywołało wielkiej dyskusji, zostało bowiem w mediach skontrowane ożywioną debatą nad absencją na oficjalnych uroczystościach Jarosława Kaczyńskiego. Nie wnikając w jej przyczyny (ponoć zdrowotne), wiadomo że, lider opozycji i tak nie miał w programie obchodów do odegrania żadnej roli. Ani on o nią nie zabiegał, ani obecna władza nie miała zamiaru dopraszać go gdzieś na pierwszy plan. Podobnie jak wielu bohaterów wydarzeń sprzed 25 lat, którzy dziś nie są jej bliscy. Klucz politycznych sympatii doskonale był widoczny przy układaniu list osób odznaczanych i nagradzanych przy okazji 4 czerwca. – To było święto władzy. Wyraźnie pokazała, że nie odwołuje się do ideałów „Solidarności”. Szkoda, zmarnowano bowiem okazję, aby pokazać, że to ludzie przełamali komunizm, a nie kliku polityków – ocenia ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Kto się cieszy, kto smuci?

Kapłanowi, który za swą aktywność w antykomunistycznej opozycji zapłacił brutalnym pobiciem, brakowało w te dni docenienia ogromnej rzeszy anonimowych, szarych ludzi. A to przecież oni 25 lat temu pokrzyżowali plany komunistów. Monopartia wcale nie miała w planach podzielenia się władzą, a jedynie odpowiedzialnością za nieuchronną ruinę państwa. Polacy pokrzyżowali te plany. To o nich i do nich mówił podczas dziękczynnej Mszy w warszawskiej archikatedrze watykański sekretarz stanu kard. Pietro Parolin (w homilii odczytanej po polsku przez bp. Józefa Górzyńskiego). I chyba tylko tam mocno wybrzmiała rola, jaką dla zwycięstwa nad komuną odegrał Jan Paweł II. Nie jako dyplomata, lecz duchowy przywódca narodu. Kardynał przywołał jego pierwszą pielgrzymkę do kraju i przypomniał, że to wtedy „Duch Święty dał ludziom potężny impuls, by zaczęli się organizować i stanowczo upominać o swoje prawa. W konsekwencji w roku 1980 powstała »Solidarność«, której działalność walnie przyczyniła się do odzyskania przez Polaków wolności”. Watykański sekretarz stanu zwrócił też uwagę, że obecnie w części społeczeństwa osłabł ten wolnościowy entuzjazm, a w to miejsce pojawił się pewien sceptycyzm. „Jedni mają bowiem możliwości korzystania z pełnej wolności, inni, choć formalnie się nią cieszą, to z powodu swojej sytuacji, zwłaszcza materialnej, realnie nie mogą z niej korzystać” – napisał kard. Parolin. Dobrze, że za te słowa nie został skarcony w mediach. Znów bowiem w większości z nich panował obowiązkowy i bezwarunkowy entuzjazm. W drugiej części zaś – na zasadzie przekory, totalny sceptycyzm wobec osiągnięć III RP. I tak kolejną rocznicę udało się wpisać w dzielący rodaków podział. I tak jak 25 lat temu na pierwszej linii znów byli aktorzy (np. Jerzy Zelnik i Wojciech Pszoniak), tym razem spierający się w telewizji o to, na ile nam się wolna Polska udała.

Pokolenie 1989

Chyba najlepiej ze świętowaniem 4 czerwca poradzono sobie w miastach i gminach. Obok pikników czy festynów, podczas których po prostu korzystano z pięknej pogody, sporo było gier terenowych, plenerowych wystaw. Jakoś „czynnikom oficjalnym” umknęło, że wyrosło przecież przez te ćwierć wieku nowe pokolenie. Dla wielu młodych takie alternatywne obchody były jedyną okazją do zabrania głosu na temat tego, jak oni widzą dziś wolność. „Nikomu z nich nie przeszła przez głowę myśl, żeby zaprosić do takiej rozmowy kogoś z nas. Mogliby wtedy usłyszeć, że nie chcemy takiego państwa, kolejnych takich 25 lat. Dla nikogo z nas nie było miejsca w tej dyskusji, bo rzucilibyśmy im w twarz, że nie mają pojęcia, o czym mówią” – pisze na konserwatywnym portalu „Jagielloński24.pl” Jakub Maciejewski. A o czym mówić powinni? Że „wielkich rzeczy nie robimy dla siebie, tylko dla naszych dzieci” – pisze dojrzalej od swoich rodziców autor z pokolenia 1989 do ludzi pokolenia „ciepłej wody w kranie”. Na tym samym portalu można przeczytać również inną wypowiedź, adresowaną do polityków radujących się właśnie okrągłym jubileuszem: „Szczytem Waszych marzeń jest to, »żeby Polska wreszcie dogoniła Zachód«. Dobrobyt, ciepełko, zagraniczne wakacje, brak większych zmartwień. Znakomity przepis na śmierć, najpierw duchową, potem każdą inną: ekonomiczną, polityczną, demograficzną…”. Może przyda się taki kubeł zimnej wody po jubileuszowym raucie?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama