Nowy numer 25/2022 Archiwum

Jak pani widzi, żyję

Walce Straussa zawsze wyłączam – mówi Zofia Posmysz, która przeżyła 3 lata w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. – Coś robię, a tu z radia wyskakuje Strauss i natychmiast jestem tam. Już nie cierpię, ale widzę tamtą scenę, orkiestrę, słyszę krzyki na rampie.

Termometr i zupa

– Przy życiu utrzymali mnie święci ludzie – współwięźniarki i lekarz, więzień, dr Janusz Mąkowski, którego po wojnie opisałam w opowiadaniu „Ten sam doktor M.” – wspomina. – W 1942 r. wybuchła epidemia tyfusu, która dotknęła nawet załogę SS. Wszy były wszędzie, więc złapała też jakąś jedna esesmanka. Dopiero wtedy postanowiono zrobić z tym porządek, organizując szpital. Były tam termometry i tak zwane pielęgniarki. Tylko co z tego? Nie było leków ani dostatecznej ilości płynów, a tyfus to nieustanna gorączka ponad 40 stopni. Zachorowałam pod koniec 1942 r. Przez 10 dni na przemian traciłam i odzyskiwałam przytomność. Leżałam na górnej pryczy i to było szczęście, bo chore z braku basenów załatwiały się pod siebie i to przeciekało na niższe prycze. Nie przetrwałabym bez pomocy Marii, warszawianki, która pełniła funkcję pielęgniarki. Wchodziła na górną pryczę i karmiła mnie mączną zupą. To była taka rzadka breja, więc mogła mi wmawiać, że łatwo ją wypiję. Prawdopodobnie to dało mi siły do przetrwania. Ona, starsza znacznie ode mnie, szczególnie się mną opiekowała. Nieraz leżąc półprzytomna, słyszałam, jak wzdycha: „O Boże, znowu 40 stopni”. Albo znajdowała jakąś miskę, żeby chore nie załatwiały się pod siebie.

Noc skazańca

Właśnie wtedy do pracy w szpitalu kobiecym w Birkenau skierowano komando mężczyzn, składające się z kilkunastu lekarzy i studentów medycyny – Polaków. Kiedy przyszli na wizytę, miałam już obniżoną gorączkę. Dr Mąkowski obejrzał mnie i powiedział: „Teraz możesz wszystko jeść, żebyś odzyskała siły”. Ale kiedy zaczęłam jeść, dopadła mnie czerwonka. Trzeciego dnia dr Mąkowski zobaczył mój krwawy kał i powiedział: „Musisz przetrzymać jeszcze tę noc. Jutro przyniosę lekarstwo”. Wie pani, przez tę noc modliłam się jak skazaniec, bo czekałam na wyrok – przyjdzie, nie przyjdzie. Przecież lekarze wracali na noc do męskiego obozu. Mogło im się coś stać. Następnego dnia doktor przyniósł mi buteleczkę z jakimś płynem. Sam nalał mi na łyżkę kilka kropli, bo drżała mi ręka. Odchodząc, powiedział: „Gdybym jutro nie przyszedł, masz to brać”. Po trzech dniach biegunka ustąpiła. Potem okazało się, że to było opium. Jak je zdobył? Kilka dni po tym, kiedy byłam już na dobrej drodze do wyleczenia, tylko straszliwie wychudzona i słaba, dr Mąkowski nie przyszedł. Na bramie była rewizja i znaleziono przy nim leki, które przenosił innym chorym. Miał szczęście, że Niemcy bardzo potrzebowali lekarzy. I dostał tylko regulaminową karę 25 uderzeń chłosty i 10 nocy w celi do stania w bunkrze obozu głównego. Na dzień przychodził do pracy. Tu czekało na niego przygotowane przez więźniarki legowisko, aby mógł się przespać. Stały na straży i budziły go, kiedy nadchodził esesman.

Ktoś prowadzi

– W piątej klasie szkoły powszechnej mieliśmy księdza katechetę, którego trochę się bałyśmy, bo był surowy. Kiedyś zaproponował, żebyśmy przez kolejne dziewięć pierwszych piątków miesiąca przystępowały do spowiedzi i Komunii św. Kiedy zapytałam dlaczego, odpowiedział bardzo poważnie: „Kto odbędzie taką nowennę, nie umrze bez sakramentów św.”. Dlatego byłam święcie przekonana, że nie umrę w Oświęcimiu, bo nie mogłam tam dostać sakramentów. Pan Jezus powiedział: „Twoja wiara cię uzdrowiła”. I to był mój przypadek. Nie wiem, jakim sposobem uniknęłam w obozie tylu niebezpieczeństw. Można to było różnie tłumaczyć, ale byłam pewna, że Ktoś mnie prowadzi. Na przykład na początku nie wiedziałam, jak się mam ustawiać w kolumnie. Szybko się zorientowałam, że lepiej stać w środku niż z brzegu, gdzie cię dosięgnie kij albo pies. Któregoś dnia przyszedł na nasz blok nieznany esesman i kazał stanąć do apelu. To mogło znaczyć coś najgorszego, ale stanęłam w pierwszym szeregu i on wybrał mnie razem z kilkoma innymi. Nie wiedziałam do czego. Zostałam przydzielona do obieralni kartofli i przeniesiona na blok kuchni, a to zmieniło moje życie na lepsze.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama