Nowy numer 43/2020 Archiwum

Prawo do
 niezabijania

O tym, dlaczego zdecydowała się publicznie odmówić uczestnictwa w aborcjach w rzeszowskim szpitalu Pro-Familia, z położną Agatą Rejman 
rozmawia
 Mariusz Majewski

Mariusz Majewski: Szpital domaga się od Pani sprostowania i odszkodowania za słowa o zabijaniu dzieci. Według dyrektora jest to określenie, „które w rażący sposób narusza dobre imię szpitala i dotyka pracowników”. Teraz użyłaby Pani innego sformułowania?


Agata Rejman: Władze szpitala napisały, że mam sprostować wypowiedź z konferencji, podczas której miałam podać nieprawdziwe – według nich – informacje dotyczące „zabijania dzieci”. Zwracam uwagę na ten cudzysłów. Tak napisała dyrekcja szpitala. Dodając, że placówka przeprowadza aborcje zgodne z prawem. A przecież nie powiedziałam, że szpital robi rzeczy niezgodne z prawem. Najbardziej jednak zdziwił i zdenerwował mnie ten cudzysłów przy słowach o zabijaniu dzieci. 


W terminologii medycznej aborcję określa się delikatnymi sformułowaniami: zabieg, przerywanie ciąży czy terminacja ciąży. 


Przecież tam pracują lekarze, którzy wiedzą doskonale, jak to wygląda. Niezależnie od tego, czy aborcję nazwiemy zabiegiem, przerwaniem czy terminacją ciąży, w swojej istocie jest ona zabiciem dziecka. Pacjentka przychodzi z żywą ciążą. Oni podają leki naskurczowe, leki, które powodują krwawienie i wywołują poronienie. Jeśli kobieta jest po 22. tygodniu ciąży, to mamy do czynienia z porodem przedwczesnym. Jak inaczej nazwać aborcję, skoro dziecko rodzi się martwe? Albo rodzi się żywe i umiera, jak dziecko ze szpitala we Wrocławiu. 


Pracuje Pani w Pro-Familia niespełna cztery lata. Dlaczego dopiero od kilku miesięcy położne zgłaszają problemy z respektowaniem przez szpital klauzuli sumienia?


Bo wcześniej nie było w naszym szpitalu aborcji. Pojawiły się one dopiero pod koniec ubiegłego roku. I nikt, odkąd tam pracuję, nie mówił nam, że będą działy się takie rzeczy. Gdybym wiedziała, podpisując umowę, że w szpitalu będą aborcje, w tym też aborcje eugeniczne, to nie zdecydowałabym się na pracę w nim. Tymczasem byłam dumna, że będę w tak dobrze wyposażonym i nowoczesnym szpitalu, ze znakomitymi specjalistami, w placówce, która daje możliwości rozwoju. Pro-Familia zainspirowała mnie do skończenia specjalizacji ginekologicznej. Było to moje marzenie. 


Kiedy zorientowała się Pani, że w szpitalu są przeprowadzane aborcje?


Pod koniec 2013 r. przyszłam na nocny dyżur. Koleżanki były jakoś dziwnie poruszone i skonsternowane. Przekazały mi wówczas, że pacjentka krwawi i ma założone leki powodujące krwawienie. Ale nikt nie nazwał rzeczy po imieniu, a ja się od razu nie domyśliłam. W międzyczasie przyszedł doktor. Kazał podłączyć kroplówkę i leki naskurczowe. 


Można się nie domyślić, że kobieta jest przygotowywana do aborcji?


Myślałam, że może jest to ciąża obumarła. W takim przypadku jest bardzo podobny sposób postępowania. Zostałam wówczas sama na oddziale jako położna. Poprosiłam do pomocy koleżankę, położną z innego szpitala. Zajęłam się innymi rzeczami w zabiegówce, a pacjentkę doglądała właśnie ta koleżanka. W pewnym momencie przybiegła do mnie i powiedziała: „Słuchaj, Agata, pacjentka poroniła, co ja mam robić?”. Dalej nie wiedziałam, co się dzieje. Dalej myślałam, że to ciąża obumarła. Koleżanka wzięła to dzieciątko, zawinęła w chustę i zaniosła do innej zabiegówki. Położyła tam i nie wiedziała, co ma zrobić. Mimo że jest starsza, z doświadczeniem, mówiła, że nie może się z tego otrząsnąć, bo jeszcze nigdy się z czymś takim nie spotkała. W końcu po skończonych zabiegach dotarłam do tego dzieciątka. Ochrzciłam je, mimo że było już nieżywe. Później musiałam znaleźć odpowiedni pojemnik i zalać je formaliną, bo taka jest procedura. Musiałam patrzeć na to wszystko, brać to dziecko do rąk… (Cisza) Niech mi któryś doktor powie prosto w oczy, że położna ma marginalny udział w tym wszystkim. To wszystko dzieje się naszymi rękami i my na to wszystko musimy patrzeć. 


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama