Nowy numer 43/2020 Archiwum

Bohater Majdanu

W Czechosłowacji symbolem walki z dyktaturą był Jan Palach, który dokonał samospalenia na praskim placu Wacława, symbolem Grudnia ’70 – niesiony na drzwiach człowiek zwany „Jankiem Wiśniewskim”, symbolem kijowskiego Majdanu staje się zastrzelony przez snajpera Serhij Nigojan.

Nad ranem 22 stycznia agencje podają informacje o ofiarach śmiertelnych na ulicy Hruszewskiego w Kijowie. Władza chciałaby pozostawić zabitych anonimowymi. Anonimowość zamienia ofiarę w abstrakcję. W dzisiejszych czasach nie jest to jednak możliwe – inaczej niż kiedyś ludzie swobodnie komunikują się w internecie, a informacje przekazywane przez niezależne media i portale społecznościowe błyskawicznie się roznoszą. Tak było i tym razem, kiedy „Ukraińska Prawda” ujawniła, że jednym z zabitych jest dwudziestoletni Serhij Nigojan.

Romantyk na barykadzie

Młody człowiek padł ofiarą snajpera, miał cztery rany postrzałowe w głowę i szyję. Po zidentyfikowaniu tożsamości twarz Serhija szybko stała się rozpoznawalna. Od grudnia bowiem kilkukrotnie zdążył się wypowiedzieć do kamery, recytował też fragment poematu Tarasa Szewczenki. Nagranie na YouTube obejrzało w ciągu kilku dni od jego śmierci milion osób. Widzimy w tych ujęciach młodego, pełnego żaru brodatego mężczyznę mówiącego wiersz na tle barykady. Poezja Szewczenki wybrzmiewa w jego ustach bardzo mocno, bez cienia frazesu, wyuczonego patosu. Stopniowo w internecie pojawiało się coraz więcej informacji o poległym. Jego ormiańska rodzina przybyła na Ukrainę na początku lat 90., uciekając przed wojną z Górskiego Karabachu, i zamieszkała we wsi Bereznuwatiwka niedaleko Dniepropietrowska. Tutaj, już na Ukrainie, w 1993 roku Serhij przyszedł na świat. Studiował w Akademii Wychowania Fizycznego, ćwiczył karate i odnosił w tej dziedzinie sportu pewne sukcesy. Był lubiany przez kolegów i miał dobrą opinię wśród wykładowców. Na II roku zaczął jednak opuszczać zajęcia, motywując to kłopotami osobistymi, i został skreślony z listy studentów. Na Majdan dotarł 8 grudnia. Chciał wspierać demonstrantów w Dniepropietrowsku, ale nikogo tam nie spotkał. Nie jest to region, gdzie masowo popiera się protesty. Starsi ludzie często mówią o młodzieży: „Ma pusto w głowie, więc idzie na majdan”. Serhij wyruszył więc pociągiem do Kijowa i spontanicznie podjął decyzję o pozostaniu w namiotowym miasteczku. Rodziców dopiero stamtąd poinformował o tym, gdzie jest. „Synu, gdzie się podziewasz?” – spytał go przez telefon zdenerwowany ojciec, ale gdy usłyszał odpowiedź, zalecił ostrożność. Serhij nie przybył na Majdan jako sympatyk jakiejkolwiek partii czy skrajnej organizacji, lecz z własnej inicjatywy: „To jest też moja przyszłość, też mieszkam w tym kraju”. Podobno zakochał się w Ukraince, która również uczestniczyła w protestach.

Zgłosił się do strażników Majdanu. Do ich zadań należy między innymi wyłapywanie prowokatorów (tzw. tituszki) – wynajętych przez reżim dresiarzy w zorganizowanych grupach siejących chaos na ulicach Kijowa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama