Nowy numer 42/2019 Archiwum

Medycyna wbrew aborcji

Na Węgrzech dziecko urodziło się 3 miesiące po stwierdzeniu zgonu matki. Wszyscy mówią o cudzie. Nikt nie zarzuca lekarzom, że ratowali 15-tygodniowy płód.

Światowe media obiegła niedawno informacja niezwykłym dokonaniu węgierskich lekarzy: udało im się doprowadzić do urodzenia dziecka, którego mama nie żyła już od trzech miesięcy. W Wiosną tego roku stwierdzono śmierć mózgu 31-letniej Węgierki. Dramat był podwójny, gdyż kobieta była w 15 tygodniu ciąży. Wtedy lekarze z centrum medycznego przy Uniwersytecie w Debreczynie zaproponowali, aby podłączyć kobietę do aparatury podtrzymującej funkcje życiowe, co dawało minimalne szanse na uratowanie nienarodzonego jeszcze dziecka. Powtórzmy to jeszcze raz: DZIECKA, nie jakiegoś tam bliżej nieokreślonego płodu. Nikomu nie przyszło do głowy, że ma do czynienia jedynie ze zlepkiem komórek. Ratowano życie CZŁOWIEKA.

Dzieciątko rozwijało się prawidłowo, pod stała obserwacją lekarzy, odwiedzane przez swojego tatę i babcię. Gdy w 27 tygodniu od poczęcia pojawiły się zaburzenia krążenia, medycy pozwolili mu się urodzić przez cesarskie cięcie. Malutkie dzieciątko ważyło jedynie 1,4 kg. To niecodzienne wydarzenie miało miejsce w lipcu.

Przez wiele tygodni o sprawie nie informowano mediów. Dopiero niedawno o medycznym cudzie poinformowano na konferencji prasowej. Prof. Bela Fulesdi zapewnił, że dziecko rozwija się prawidłowo i jest zdrowe.

To zdumiewające i niesamowite. Nie tylko ze względu na tak niecodzienne narodziny, na wielką wolę walki węgierskich lekarzy o życie dzieciątka. Zdumiewa także to, że w tym samym czasie, gdy świat zachwyca się cudownymi narodzinami, jednocześnie tak wielu ludzi nie ma nic przeciwko zabijaniu takich dzieci w procedurze zwanej aborcją. Jeśli aborcjoniści wmawiają światu, że w 12, 15 czy 27 tygodniu nie możemy mówić o człowieku, a jedynie o płodzie, to kogo ratowali węgierscy lekarze? Dlaczego podjęli kosztowną i bardzo niepewną sukcesu procedurę, by ratować coś, co nie jest człowiekiem?

Wracając węgierskiej matki:  po narodzinach dziecka najbliższa rodzina zmarłej mamy zgodziła się na przeszczep jej organów, co uratowało życie czterem innym osobom. Choć jeden człowiek umarł, pięcioro innych żyje, dlatego, że ludziom z otoczenia zmarłej kobiety nie zabrakło miłości. Lekarze wykonali świetną robotę, rodzina wiedziała, że w łonie zmarłej jest prawdziwy człowiek, nie jakaś cytoplazma. Bóg działa w codzienności. I jak zauważył to twórca jednego z demotywatorów - czasami ma twarz lekarzy.

Post Scriptum: Dla tych, którzy nie widzą związku między opisaną sytuacją a aborcją. Związek jest i to poważny. Choć w tym przypadku o aborcji nie było mowy, to jednak w wielu krajach na tym lub podobnym etapie ciąży aborcja jest dopuszczalna. Choćby w Polsce w przypadku chorego dziecka można je zabijać do 21 tygodnia ciąży. Gdyby lekarze na Węgrzech wyszli z założenia, że mają do czynienia z płodem, a płód nie jest wartym szansy życia człowiekiem, nie podjęliby kosztowneo utrzymania przy życiu 31-letniej Węgierki. Zrobili to wyłącznie dla dziecka. Bo wiedzieli, że w jej łonie znajduje się pełnowartościowy człowiek. Człowiek na takim etapie rozwoju, na jakim w Polsce w określonych wypadkach można go zabić. I zabija się wtedy właśnie człowieka, nie jakiś tam bezosobowy zlepek komórek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, teolog. Uwielbia góry w każdej postaci, szczególnie zaś Tatry w zimowej szacie. Interesuje się historią, teologią, literaturą fantastyczną i średniowieczną oraz muzyką filmową. W wolnych chwilach tropi ślady Bilba Bagginsa w Beskidach i Tatrach. Jego obszar specjalizacji to teologia, historia, tematyka górska.

Kontakt:
wojciech.teister@gosc.pl
Więcej artykułów Wojciecha Teistera

Zobacz także

  • jesienna
    23.11.2013 17:54
    jesienna
    Jeżeli autor artykułu nadaje temu czego dokonali dokonali lekarze rangę wydarzenia o wymowie antyaborcyjnej - to każde podtrzymanie zagrożonej ciąży (to się liczy pewnie w dziesiątkach tysięcy rocznie!) jest takim wydarzeniem (też ratowane jest życie dziecka w fazie pranatalnej, bywa, że lekarze dokonują dosłownie cudów).


    Wydaje się zasadne pytanie jaka była w tym wszystkim rola ojca dziecka.

    Czy to była decyzja wyłącznie lekarzy i było dla nich oczywiste, że należy ratować dziecko czy też pytali ojca dziecka o zdanie w tej sprawie i byli gotowi się z tytm zdaniem, jakiekolwiek by nie było, liczyć.


    I co by było, gdyby ojciec dziecka nie chciał podejmowania się przez lekarzy poróby utrzymania go przy życiu.

    To ważne pytanie.

    Bo jeżeli ostateczna decyzja podejmujemy próbę ratowania czy nie należałą do ojca dziecka to nie ma się co zachwycać postawą lekarzy - najwyżej możliwościami medycyny.

    Pozostaje też kwestia czy lekarzom wolno by było ratować takie dziecko stosując nietypową procedurę medyczną wbrew woli ojca jeżeli ten byłby za pozostawieniem sprawy naturalnemu biegowi (czyli dopuszczenia do obumarcia dziecka wraz z naturalnym ustaniem funkcji zyciowych u matki.)

    Nie bardzo rozumiem zestawienie dwóch tematów tzn. tego co osiągnęli lekarze (niewątpliwie to duże osiągnięcie medycyny) z tematem aborcji.


    * Posługuję się słowem "dziecko" bo nie chcę być zlinczowana i wszczynać zupełnie bezsensownej dyskusji na temat terminologii.

    W normalnych warunkach (niezagrożona linczem) dla określenia niespełna 4 miesięcznego płodu/dziecka raczej chyba użyłabym słowa "płód" (chociaż niekoniecznie - wyrażenie "ojciec i babcia płodu" brzmi idiotycznie),

    co nie znaczy, że słowo "dziecko" nie chce mi przejść przez gardło (jak widać).

    doceń 12
  • pantera
    23.11.2013 22:29
    Zgadzam się z tym że od początku to człowiek. Chcę tylko żeby osoby walczące przeciw aborcji zastanowili się też nad tym że po urodzeniu się to też człowiek, który potrzebuje jedzenia, odpowiedniego domu, miłości, leków, rodziny, zabawek itd. Czy w Polsce dziecko i rodzic są chronione? Czy wszystkie dzieci muszą się urodzić i męczyć na tym świecie? Może zamiast walczyć o dzieci nie narodzone postaracie się REALNIE pomóc tym, które już przyszły na ten świat?
  • Angelus_33
    24.11.2013 16:35
    Też podzielam opinię, że użycie przez Autora artykułu w tej konkretnej sytuacji słowa aborcja jest nadużyciem. Bo jaki ma związek z tym konkretnym przypadku, fakt, że w 15 tygodniu ciąży dokonuje się na świecie wiele aborcji. Żaden. Bo każda aborcja to oddzielny przypadek i sytuacja.

    Tu z medycznego punktu widzenia mamy wielki sukces, ale od strony moralnej nie jestem już taki pewny tego sukcesu.

    doceń 11
  • bejo
    25.11.2013 13:26
    Panie Wojtku zgadzam się z Panem odnośnie aborcji, jednak proszę sprawdzić co oznacza cytoplazma. Jeżeli chciał Pan nawiązać do konsystencji owej struktury to ok, ale jest to dość"ekstrawaganckie" szafowanie terminem
    pozdrawiam
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji