Nowy numer 48/2020 Archiwum

Medycyna wbrew aborcji

Na Węgrzech dziecko urodziło się 3 miesiące po stwierdzeniu zgonu matki. Wszyscy mówią o cudzie. Nikt nie zarzuca lekarzom, że ratowali 15-tygodniowy płód.

Światowe media obiegła niedawno informacja niezwykłym dokonaniu węgierskich lekarzy: udało im się doprowadzić do urodzenia dziecka, którego mama nie żyła już od trzech miesięcy. W Wiosną tego roku stwierdzono śmierć mózgu 31-letniej Węgierki. Dramat był podwójny, gdyż kobieta była w 15 tygodniu ciąży. Wtedy lekarze z centrum medycznego przy Uniwersytecie w Debreczynie zaproponowali, aby podłączyć kobietę do aparatury podtrzymującej funkcje życiowe, co dawało minimalne szanse na uratowanie nienarodzonego jeszcze dziecka. Powtórzmy to jeszcze raz: DZIECKA, nie jakiegoś tam bliżej nieokreślonego płodu. Nikomu nie przyszło do głowy, że ma do czynienia jedynie ze zlepkiem komórek. Ratowano życie CZŁOWIEKA.

Dzieciątko rozwijało się prawidłowo, pod stała obserwacją lekarzy, odwiedzane przez swojego tatę i babcię. Gdy w 27 tygodniu od poczęcia pojawiły się zaburzenia krążenia, medycy pozwolili mu się urodzić przez cesarskie cięcie. Malutkie dzieciątko ważyło jedynie 1,4 kg. To niecodzienne wydarzenie miało miejsce w lipcu.

Przez wiele tygodni o sprawie nie informowano mediów. Dopiero niedawno o medycznym cudzie poinformowano na konferencji prasowej. Prof. Bela Fulesdi zapewnił, że dziecko rozwija się prawidłowo i jest zdrowe.

To zdumiewające i niesamowite. Nie tylko ze względu na tak niecodzienne narodziny, na wielką wolę walki węgierskich lekarzy o życie dzieciątka. Zdumiewa także to, że w tym samym czasie, gdy świat zachwyca się cudownymi narodzinami, jednocześnie tak wielu ludzi nie ma nic przeciwko zabijaniu takich dzieci w procedurze zwanej aborcją. Jeśli aborcjoniści wmawiają światu, że w 12, 15 czy 27 tygodniu nie możemy mówić o człowieku, a jedynie o płodzie, to kogo ratowali węgierscy lekarze? Dlaczego podjęli kosztowną i bardzo niepewną sukcesu procedurę, by ratować coś, co nie jest człowiekiem?

Wracając węgierskiej matki:  po narodzinach dziecka najbliższa rodzina zmarłej mamy zgodziła się na przeszczep jej organów, co uratowało życie czterem innym osobom. Choć jeden człowiek umarł, pięcioro innych żyje, dlatego, że ludziom z otoczenia zmarłej kobiety nie zabrakło miłości. Lekarze wykonali świetną robotę, rodzina wiedziała, że w łonie zmarłej jest prawdziwy człowiek, nie jakaś cytoplazma. Bóg działa w codzienności. I jak zauważył to twórca jednego z demotywatorów - czasami ma twarz lekarzy.

Post Scriptum: Dla tych, którzy nie widzą związku między opisaną sytuacją a aborcją. Związek jest i to poważny. Choć w tym przypadku o aborcji nie było mowy, to jednak w wielu krajach na tym lub podobnym etapie ciąży aborcja jest dopuszczalna. Choćby w Polsce w przypadku chorego dziecka można je zabijać do 21 tygodnia ciąży. Gdyby lekarze na Węgrzech wyszli z założenia, że mają do czynienia z płodem, a płód nie jest wartym szansy życia człowiekiem, nie podjęliby kosztowneo utrzymania przy życiu 31-letniej Węgierki. Zrobili to wyłącznie dla dziecka. Bo wiedzieli, że w jej łonie znajduje się pełnowartościowy człowiek. Człowiek na takim etapie rozwoju, na jakim w Polsce w określonych wypadkach można go zabić. I zabija się wtedy właśnie człowieka, nie jakiś tam bezosobowy zlepek komórek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, teolog. Uwielbia góry w każdej postaci, szczególnie zaś Tatry w zimowej szacie. Interesuje się historią, teologią, literaturą fantastyczną i średniowieczną oraz muzyką filmową. W wolnych chwilach tropi ślady Bilba Bagginsa w Beskidach i Tatrach. Jego obszar specjalizacji to teologia, historia, tematyka górska.

Kontakt:
wojciech.teister@gosc.pl
Więcej artykułów Wojciecha Teistera

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także