Nowy numer 46/2018 Archiwum

Kościół nigdy nie uzna rozwodów

Kto nie szanuje sakramentu małżeństwa, ten dewaluuje wartość innych sakramentów, gdyż nie jest możliwe szanowanie woli Jezusa w selektywny sposób.

Jedną z najbardziej oczywistych rzeczy, jakie stwierdza Ewangelia, jest nierozerwalność sakramentalnego małżeństwa, zawartego w obliczu Boga i z powołaniem się na Jego pomoc. Już w Starym Testamencie Prawo dane Mojżeszowi zmierza do ochrony kobiety przed despotyzmem panowania mężczyzny, nawet jeśli, według słów Jezusa, nosi ono także ślady „zatwardziałości serca” mężczyzny, ze względu na którą Mojżesz zezwalał na oddalenie kobiety (KKK, nr 1610). Jezus jednoznacznie stwierdza, że dla Jego uczniów związek małżeński mężczyzny i kobiety jest nierozerwalny i jest znakiem miłości Boga do człowieka: Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela (Mt 19, 6).

Kościół katolicki nigdy nie uzna rozwodów, gdyż nie może przyjmować zasad, które są wprost sprzeczne z wolą Jezusa. Kościół katolicki nigdy nie uzna rozwodów również z tego powodu, że poważnie traktuje człowieka, który składa przysięgę małżeńską w sposób świadomy i dobrowolny, na piśmie i przy świadkach, z powołaniem się na pomoc Boga. Ów konkretny człowiek może zakpić sobie z samego siebie, ze swojej odpowiedzialności i ze złożonej przez siebie przysięgi. Może zakpić sobie ze współmałżonka i dzieci. Może nie uszanować Boga, na którego pomoc się powołał, wypowiadając formułę przysięgi małżeńskiej. Jeśli jednak postępuje w taki sposób, to nie może otrzymać ze strony Kościoła autoryzacji do grzesznego działania, ani wsparcia ze strony duszpasterzy. Przeciwnie, każdy duchowny jest zobowiązany najpierw do tego, by solidnie przygotowywać narzeczonych do nierozerwalnego związku małżeńskiego, a następnie do tego, by stanowczo przypominać tym, którzy złamali przysięgę małżeńską, że oddalili się nie tylko od małżonka i dzieci, którym ślubowali miłość, ale też od Boga, którego wzięli na świadka swojej przysięgi małżeńskiej.

Niepokojącym znakiem naszych czasów jest to, że niektórzy spośród ludzi, którzy złamali swoją przysięgę małżeńską, nie podważają wprost oczywistych słów Jezusa oraz nauczania Kościoła na temat nierozerwalności małżeństwa, na jakie się zdecydowali, a mimo to pretendują do korzystania z sakramentów, jakby nie mieli ciężkich win na sumieniu. Ci, którzy nie respektują sakramentu małżeństwa, nie będą też szanowali sakramentu Eucharystii i komunii świętej. Dla takich katolików sakramenty stają się pustym gestem, który ma wyrażać tolerancję i akceptację dla wszystkich zachowań i dla wszystkich ludzi, łącznie z tymi, którzy łamią własną przysięgę małżeńską i trwają w cudzołóstwie. Sakramenty Kościoła szanują ci, którzy mają świadomość, że korzystanie z tych znaków obecności i łaski Boga to nie jedno z praw obywatelskich, lecz przywilej tych, którzy żyją w przyjaźni z Chrystusem, bo naśladują Jego miłość i Jego wierność aż do krzyża.

PS. Gdy analizuję wypowiedzi Internautów pod moim tekstem, to widzę potrzebę, by przypomnieć, jakie są zadania nas, księży, w duszpasterstwie małżeństw, jeśli to duszpasterstwo ma być zgodne z Ewangelią. Pierwszym zadaniem nas, duchownych, jest towarzyszenie małżonkom, by z miłością i radością wypełniali powołanie, które podjęli. To najlepsza forma zapobiegania kryzysom w małżeństwie i rodzinie. Zadanie drugie, to pomaganie rodzicom w wychowaniu ich dzieci do miłości czystej, wiernej, ofiarnej i nieodwołalnej, która jest podstawą każdego powołania – do małżeństwa, kapłaństwa czy życia konsekrowanego. Zadanie trzecie kapłanów, to wyjaśnianie narzeczonym znaczenia i powagi ślubowania miłości małżeńskiej aż do śmierci. Kolejne zadanie duszpasterzy to niedopuszczanie do zawarcia sakramentu małżeństwa przez tych, którzy w ewidentny sposób nie dorośli jeszcze do wypełnienia przysięgi miłości, wierności i uczciwości w dobrej i złej doli aż do śmierci. Zadanie piąte nas, kapłanów, to pomaganie małżonkom krzywdzonym, by bronili się przed krzywdzicielem – jeśli nie ma innej możliwości, to aż do separacji małżeńskiej włącznie – i by trwali w wierności oraz czystości małżeńskiej. Zadanie szóste to stanowcze i cierpliwe mobilizowanie małżonków, którzy złamali swoją przysięgę, by się nawrócili, zadośćuczynili za wyrządzone krzywdy i powrócili do życia w wierności i czystości małżeńskiej. Zadanie siódme nas, księży, to przypominanie tym, którzy łamią i lekceważą swoją przysięgę małżeńską, że popełniają wielkie zło przed Bogiem, człowiekiem i Kościołem. Obowiązek takiego przypominania wynika z faktu, że księża są urzędowymi świadkami przy zawieraniu sakramentu małżeństwa. Gdybyśmy nie przypominali małżonkom o zobowiązaniach, które podjęli, to stalibyśmy się świadkami wiarołomnymi.

PS. 2 Trzeba w duszpasterstwie odróżniać miłość od naiwności. To oczywiste, że Bóg odnosi się do każdego człowieka z miłością i że każdy ksiądz w każdym duszpasterstwie powinien odnosić się do każdego człowieka z szacunkiem i miłością. Powinien też – z miłości i z miłością – każdemu człowiekowi mówić prawdę o Jego postępowaniu. Niepokoi mnie natomiast postawa tych katolików, którzy domagają się od Kościoła nie tylko miłości, ale naiwności, czyli rozgrzeszania kogoś, kto nadal łamie swoją przysięgę sakramentalną, czy kto chce korzystać z jednych sakramentów (w tym przypadku z Eucharystii), lekceważąc inne sakramenty (w tym przypadku – sakrament małżeństwa). Od momentu zawarcia sakramentu małżeństwa przez daną osobę, miarą więzi tej osoby z Chrystusem, a także miarą jej szacunku dla innych sakramentów, jest sposób wypełniania przysięgi małżeńskiej. Kto składa przysięgę małżeńską, ten w wyjątkowo mocny sposób przyjmuje do swego życia nie tylko małżonka, lecz także Chrystusa i Jego sakramentalną łaską. Przyjmowanie komunii świętej przez tych, którzy nie żyją w miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej, byłoby świętokradztwem i zachowaniem wewnętrznie sprzecznym. Nie można przecież szukać bliskości Jezusa w sakramencie Eucharystii, odrzucając jednocześnie Jego obecność i bliskość w sakramencie małżeństwa.

« 1 »

Zobacz także

  • Ważne
    21.11.2013 11:58
    „30 lat temu o małżeństwach zawartych w kościele mówiono krótko "małzeństwo", bez żadnego przymiotnika "sakramentalne". Bo było jeszcze wówczas jasne, że małzeństwo istnieje wtedy, gdy przysięgę składa się w kościele. Dopiero po Familiaris consortio, gdy zaczęto nagle z wyjątkową troską podchodzić do związków zawartych po rozwodzie i, by ich nie urazić, zaczęto nazywać ich "niesakramentalnymi" wynikła potrzeba dodawania do słowa "małżeństwo" przymiotnika: "sakramentalne". . Przymiotnik "sakramentalny" nie byłby potrzebny, gdyby nie rozciągnięto pojęcia "małżeństwo" na cudzołożników.
    Nie mówi się o innych sakramentach "chrzest sakramentalny", czy "bierzmowanie sakramentalne", albo "kapłaństwo sakramentalne", bo to nawet głupio brzmi.
    Ale do słowa "małżeństwo sakramentalne" już się wszyscy przyzwyczaili, choć to jest masło maślane.”
    To głos w dyskusji ze strony: http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/wiara_i_kosciol/konsekwencje_przysiegi_malzenskiej.html
    doceń 0
  • Barbara
    21.11.2013 13:58
    Dziękuję księdzu za ten artykuł. Za tydzień czeka mnie sprawa w sądzie o formalną separację - w nieformalnej jestem 7 lat. Jestem wierna sakramentowi małżeństwa przez moją wiarę w żywą obecność Jezusa Chrystusa. Gdyby nie łaska wiary dana mi od Boga, poszłabym za głosem własnych upodobań. Jednak wiem, że wobec zachowań i decyzji mojego męża jestem bezsilna. Trwa w nałogu alkoholizmu i destrukcyjnych nawykach. Odeszłam od mojego męża, ale go nie porzuciłam. Odeszłam, by ratować swoje życie, by żyć godnie. Przez sakramenty Pan uleczył moje serce, uzdrowił moją duszę, złagodził cierpienia i dał mi nowe życie. Życie sakramentami jest łaską, doświadczam Bożego prowadzenia. Jednak mój mąż trwa w fałszywym przekonaniu,że to ja mam problem. Uważam, że małżeństwo nie jest celem, celem każdego z małżonków jest życie wieczne, do którego powołuje każdego z nas osobno Stwórca. Mam nadzieję, że moja wierność Jezusowi Chrystusowi w sakramencie małżeństwa, jest wypełnieniem mojego powołania. Męża pozostawiam Bożemu Miłosierdziu.
    doceń 0
  • Barbara
    21.11.2013 14:20
    Dziękuję księdzu za ten artykuł. Za tydzień czeka mnie sprawa w sądzie o formalną separację - w nieformalnej jestem 7 lat. Jestem wierna sakramentowi małżeństwa przez moją wiarę w żywą obecność Jezusa Chrystusa. Gdyby nie łaska wiary dana mi od Boga, poszłabym za głosem własnych upodobań. Jednak wiem, że wobec zachowań i decyzji mojego męża jestem bezsilna. Trwa w nałogu alkoholizmu i destrukcyjnych nawykach. Odeszłam od mojego męża, ale go nie porzuciłam. Odeszłam, by ratować swoje życie, by żyć godnie. Przez sakramenty Pan uleczył moje serce, uzdrowił moją duszę, złagodził cierpienia i dał mi nowe życie. Życie sakramentami jest łaską, doświadczam Bożego prowadzenia. Jednak mój mąż trwa w fałszywym przekonaniu,że to ja mam problem. Uważam, że małżeństwo nie jest celem, celem każdego z małżonków jest życie wieczne, do którego powołuje każdego z nas osobno Stwórca. Mam nadzieję, że moja wierność Jezusowi Chrystusowi w sakramencie małżeństwa, jest wypełnieniem mojego powołania. Męża pozostawiam Bożemu Miłosierdziu.
    doceń 0
  • Gregorianum
    21.10.2014 10:02
    Witam,
    Niestety, może opiszę swoje doświadczenie w tym temacie. Wyszłam za mąż z miłości, ok 9 lat temu, po urodzeniu naszego syna kazało się że mąż ma problem alkoholowy z którym się do urodzenia syna ukrywał. Jego rodzina też nic nie powiedziała ponieważ oni uważali (i do tej pory uważają) że on problemu alkoholowego nie ma. Gdy byliśmy mażeństwem czesto nie wracał do domu na noce, wychodził do pracy i wracał po czterech dniach- nawet nie wiedziałam gdzie był. Dzwoniłam na policję, do szpitala by dowiedzieć się czy tam nie trafił. Niestety policja do zaginionych alkoholików stosunek ma jeden - poszedł w siną dal i tyle i odsyłali z kwitkiem. Potem wracał bez pieniędzy, brudny podarty. Obiecywał poprawę i tak wkoło. Naszego syna źle traktował, uważał ze kilkutygodniowe dziecko robi mu na złość płacząc. Uważał (jego rodzice też) ze dziecka nie wolno "niańczyć" (czyli przytulać go, nosić na rękach) tylko za każdym razem po karmieniu czy napojeniu odkładać do łóżeczka. Gdy zauważylam że go bije (dawał mu klapsy w pieluche po czym zatykał mu drugą usta żebym nie słyszała), odeszłam od niego. Zawsze sprawy Boga nie były mi obojętne, brałam udział we mszy świętej i komunii, ale ksiądz może nie tyle odmówił pomocy co odwrócił się ode mnie, nie wysłuchał, nie pomógł tylko jedyne co powiedział to że powinnam być przy mężu bo Bóg mnie mu zesłał bym mu pomogła z tego wyjść. Ponad rok walczyłam o to małżeństwo, ze skutkiem żadnym chodziłam do punktu dla uzależnionych jako "żona alkoholika" - byłam obiektem kpin ze strony jego rodziny. 2,5 roku temu związałam się z kimś od kogo odeszła żona do innego, zdradzała go już w małżeństwie - mamy razem półroczną córkę i chodzimy do kościoła wszyscy, modlimy sie razem na codzień ale kościół się od nas odwrócił, czujemy się przez niego odtrąceni. Pokazujemy dzieciom jakie wartosci w życiu są ważne - miłość, nadzieja i wiara. Czy to nasza wina że nasi współmałżonkowie nie byli dojrzali emocjonalnie i psychicznie by zawrzeć związek małżeński? My chcieliśmy mieć rodzinę w której panuje miłośc i zrozumienie, dlaczego moje dziecko miałoby tego nie zaznać? Moj starszy syn ma teraz siostrę którą bardzo kocha, a przede wszystkim spokojny i kochający dom. Ksiądz z nami żaden nigdy o tym nie chciał rozmawiać nawet przy okazji chrztu naszej córeczki. Jednocześnie odczuwamy głód sakramentów, spowiedzi i komunii św.
    doceń 3

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy