GN 24/2021 Archiwum

Proszę mówić jaśniej!

Nie ma miesiąca, by na moim biurku nie lądowały książki, płyty czy pisma traktujące o demonach. Będzie tego z 66,6 kilo. Jak głosić Dobrą Nowinę, by ludzie nie zapamiętali z naszej gadaniny jedynie krzyku: „Ciemność widzę, ciemność”?

Jeden z letnich festiwali młodych nad Wisłą. Pod sceną rozsiadł się spory tłumek uczestników rekolekcji. Na scenie prelegent. Opowiada od godziny o zagrożeniach duchowych. „Reiki, silva, joga, tarot, bioenergoterapia” – sączy się z głośników. W pewnym momencie prowadzący spotkanie podnosi do góry jakąś książkę. „Wiecie, co to jest?” – pyta. „Zło!” – rzuca głośno jakiś chłopak, wzbudzając ogólny rechot. Po spotkaniu młodzi podchodzą do organizatorów rekolekcji: „Kurczę, teraz to boimy się otworzyć lodówkę. A nuż wyskoczy z niej jakiś demon?”. To nie jest historia wyssana z palca. Uczestniczyłem w tych rekolekcjach, widziałem reakcje młodych. Prelegent miał zapewne dobre intencje, ale ja, wracając ze spotkania, zadawałem sobie jedno proste pytanie: „Jak głosić Dobrą Nowinę, by ludzie nie zapamiętali z naszej gadaniny jedynie słowa: »zło«?”.

To zwycięstwo szatana?

Temat egzorcyzmów i kapłanów wraca ostatnio w mediach jak bumerang. Abp Marek Jędraszewski, ordynariusz łódzki, 17 października stwierdził: „Sprawa straszenia złym duchem, widzenia Złego wszędzie... Takie niebezpieczeństwo niestety istnieje i to, trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, także – co może zabrzmieć paradoksalnie – w odniesieniu do księży, którym została zlecona misja bycia egzorcystą. Ten temat był poruszany na spotkaniu biskupów diecezjalnych w sierpniu tego roku na Jasnej Górze. (…) Tworzy się jakąś manichejską wizję świata: są siły zła, zdawałoby się nawet silniejsze niż Pan Jezus, a przecież słyszeliśmy wyraźnie – to jest zresztą tradycyjna nauka Kościoła – Chrystus swoim zmartwychwstaniem zło zwycięża. To wcale nie znaczy oczywiście, że zła nie ma. Bardzo na to zwraca uwagę ojciec święty Franciszek”. Biskup Andrzej Czaja, ordynariusz opolski, w kazaniu wygłoszonym 19 października do członków ruchów, wspólnot i stowarzyszeń katolickich obecnych na kongresie w Winowie powiedział: „Jest w nas dziwne niedowiarstwo odnośnie do Jego ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią, piekłem i Szatanem. Przejawia się to w dość częstej dzisiaj demonizacji. Prawie wszystko się już demonem wyjaśnia i główne zagrożenia dla życia wewnętrznego upatruje się w rzeczach zewnętrznych: horoskop, wahadełko. Tymczasem główne zagrożenie jest w środku – to skłonność do grzechu”. Po tych śmiałych, jednoznacznych wypowiedziach biskupów i informacji o karze nałożonej przez o. Wojciecha Ziółka na egzorcystę o. Aleksandra Posackiego w sieci (i w realu) zawrzało. Internauci nie doczytali, że zakaz publicznego sprawowania funkcji kapłańskich został nałożony, by „dać o. Posackiemu czas na refleksję co do stylu jego życia zakonnego oraz wierności w przestrzeganiu reguł i ślubów w Towarzystwie Jezusowym”. To było nieważne. Istotny był jeden wspólny refren mejli, komentarzy i SMS-ów. Powracał (nomen omen) jak mantra. Brzmiał: „To zwycięstwo Szatana”. Komentatorzy ubolewający nad kneblem nałożonym przez „liberalnych przełożonych” i wszechobecną cenzurą nawet nie zauważyli, że prawdziwym „zwycięstwem Szatana” (używając tej konstrukcji myślowej) są warczące słowa adresowane pod adresem biskupów i prowincjała jezuitów. W mediach pojawiło się mnóstwo wypowiedzi „ekspertów”. Brakowało jedynie Jacka Gmocha, który rozrysowałby na tablicach strategię z piekła rodem. Najgłośniej (jak zwykle) wybrzmiały sądy najbardziej skrajne, najczęściej bagatelizujące zagadnienie i reagujące na zakazane dziś słowo „zagrożenie duchowe” lekceważącym wzruszeniem ramion. Tymczasem ta batalia nie toczy się o to, czy informować o zagrożeniach duchowych, ale jak to czynić. Pytanie, czy pisać o pułapce bioenergoterapii lub magii, czy chować głowę w piasek, jest nonsensowne i stanowi problem typu „mamy myć ręce czy nogi?”. Oczywiście, że pisać! Wielokrotnie w GN przestrzegaliśmy przed zabawą w tarota, zaliczaniem kursów reiki czy silvy. Problemem jest umiejętne postawienie akcentów. „Chrześcijaństwo jest marszem życia przez cmentarze świata” – pisał w swej genialnej definicji Paul Evdokimov. Światło reflektora powinno padać na słowa „marsz życia”. Naprawdę nie ma sensu zajmowanie się „cmentarzami”.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także