Nowy numer 30/2021 Archiwum

Wszyscyśmy z Chestertona

Walczy z systemem, śpiewa muzykę dawną i wielbi autora „Ortodoksji”. Właśnie napisał jego biografię.

Autor biografii pytany, na ile ten – mocno fabularny – portret faktycznie oddaje postać pisarza, odpowiada: – Choć jestem sceptykiem względem modlitwy wstawienniczej, to uprawiałem ją, być może w nie do końca ortodoksyjnej wersji, zakładając, że Chesterton jest teraz gdzieś blisko Wielkiego Redaktora. Zwracałem się do niego uprzejmie i po dżentelmeńsku, żeby może słówko Mu szepnął. I – choć może to być wytwór wyobraźni – podczas pisania czułem nieraz cichą obecność jego i jego żony Frances. Nieraz w postaci napomnienia: „Ejże, popraw to zdanie”.

Nie potrafimy rozmawiać

Piekutowski samokrytycznie przyznaje: „wygląda na to, że jestem hagiografem”. Trudno bowiem oprzeć się urokowi jego bohatera. I czasów, w których ludzie o całkowicie odmiennych poglądach potrafili spierać się z wielką klasą, kulturą i angielskim poczuciem humoru. – Niedawno na Facebooku zamieściłem fotografię Chestertona, George’a Bernarda Shawa i Hilaire’a Belloca. Z dedykacją dla moich przyjaciół z różnych stron politycznej barykady i z pytaniem: dlaczego dziś nie potraficie tak ze sobą rozmawiać jak oni wtedy? A przecież różniły ich kwestie fundamentalne, potrafili być także w krytyce swoich poglądów bardzo wyraziści – mówi J. Piekutowski.

Jako socjolog wciąż czeka na polskie wydanie „Zarysu zdrowego rozsądku”, książki, w której Chesterton zawarł swoją wizję idealnego społeczeństwa. – Być może hasło „trzy akry i krowa” wydaje się nam dziś anachroniczne, ale duch dystrybucjonizmu, płomienna obrona prawa własności, decentralizacji, różnorodności i przedsiębiorczości są wciąż żywe – zapewnia Piekutowski. Sam szczególnie ceni w jego publicystyce element antysystemowy i antykorporacyjny. I pewnie sporo z Chestertona znajdziemy w opublikowanym niedawno w „Więzi” tekście „Od systemu do człowieka”. Nie jest to program polityczny autora, raczej pochwała oddolnej inicjatywy. „Świetnym tego przykładem są zakładane w miastach kooperatywy spożywcze, w ramach których grupa ludzi decyduje się na kupowanie naturalnych produktów bezpośrednio od rolników. Nawet niewielkie akcje podejmowane przez grupy sąsiadów mogą stanowić zalążek dla tworzenia międzyludzkich wspólnot” – pisze Piekutowski.

Przekłada też na konkretne rekomendacje swoją fascynację Jeanem Vanierem, za którym proponuje przejście od myślenia typu „wspólnota dla mnie” do myślenia „ja dla wspólnoty”. – Ostatnio niezwykle ważne są też dla mnie spotkania z niepełnosprawnymi przyjaciółmi we wspólnocie „Wiara i Światło”. To ludzie pełni życia, o którym my nieraz nie możemy nawet pomarzyć – mówi Piekutowski, który kocha życie pewnie nie mniej niż jego mistrz i bohater.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama