Nowy numer 28/2020 Archiwum

Pierwszy premier III RP

Premier Tadeusz Mazowiecki pozostanie postacią symboliczną w naszych dziejach jako symbol zwycięstwa nad komunizmem oraz przemian, które legły u podstaw III Rzeczypospolitej.

Gdybym jednym słowem miał scharakteryzować styl uprawiania polityki przez Tadeusza Mazowieckiego, musiałbym napisać, że był politykiem przezornym i ostrożnym. W czasie transformacji, kiedy pełnił urząd premiera (1989–1990), ta cecha była zarówno zaletą, jak i wadą. Umożliwiała powolne, bezpieczne krzepnięcie nowym instytucjom, ale zarazem dawała elementom starego porządku możliwość trwałego zakorzenienia się w nowym systemie. Pole manewru, zwłaszcza w pierwszym okresie swoich rządów, Mazowiecki miał niewielkie. Prezydentem był gen. Jaruzelski, ministrem spraw wewnętrznych gen. Kiszczak, a obroną kierował gen. Siwicki. Sowieckie imperium gniło, ale nikt nie przewidywał jego rychłego końca. Z pewnością jednak pierwszy premier III RP nie wykorzystał wszystkich szans, jakie pojawiły się pod koniec 1989 r., po upadku komunizmu w Europie Wschodniej.

Jego słowa o „grubej linii”, oznaczające cezurę między PRL a III RP, były później niesłusznie interpretowane jako zapowiedź bezkarności dla ludzi poprzedniego systemu, ale Mazowiecki nie był zwolennikiem dekomunizacji. Uważał, że kraj można zmienić nie na drodze jednorazowych aktów prawnych, ale w wyniku dłuższego procesu, w którym nowe instytucje zastąpią stare. Intencje były szlachetne, ale w praktycznym wymiarze oznaczały uprzywilejowanie ludzi poprzedniego systemu, gdyż to oni przede wszystkim mieli środki finansowe, rozległe kontakty oficjalne oraz nieoficjalne powiązania, które ułatwiały im sukces w okresie prywatyzacji własności publicznej oraz budowania nowych karier.

Premierowi Mazowieckiemu społeczeństwo wystawiło gorzką i w moim przekonaniu niesprawiedliwą ocenę za 16 miesięcy jego pracy. W wyborach prezydenckich w 1990 r. przegrał nie tylko z Lechem Wałęsą, ale także ze Stanem Tymińskim, przybyszem z Peru, który pojawił się w kraju krótko przed wyborami. Z pewnością było to jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń w jego długiej karierze politycznej.

Uczeń soboru

Lubił powtarzać, że jest wprawdzie chrześcijaninem i demokratą, ale nie jest chrześcijańskim demokratą i była to niewątpliwie deklaracja szczera. Gdyby sporządzić mapę ideowych afiliacji najważniejszych postaci obozu katolickiego w czasach PRL, Mazowiecki i jego środowiska: miesięcznik„Więź”, koło poselskie „Znak” oraz warszawski Klub Inteligencji Katolickiej mieścili się w zupełnie innych rejonach aniżeli „Tygodnik Warszawski”, środowiska Wiesława Chrzanowskiego, Władysława Siły-Nowickiego czy krąg osób skupionych wokół Prymasa Tysiąclecia. Jeśli dla ludzi z chrześcijańskiej prawicy punktem odniesienia był przede wszystkim naród oraz konsekwencje wynikające z odczytania jego posłannictwa dziejowego, dla Mazowieckiego takim punktem był człowiek, jego wybory oraz zakres wolności. Kształtowało go dziedzictwo duchowe chrześcijańskiego personalizmu, którego mistrzami byli pisarze Jacques Maritain i Emanuel Mounier. Znawca środowiska „Więzi” oraz „Znaku”, a także wybitny historyk XX wieku prof. Andrzej Friszke napisał niedawno, że Mazowiecki był człowiekiem katolickiej lewicy. W moim przekonaniu niezbyt wiernie określa to jego profil intelektualny. Odnajdywałem go bardziej jako człowieka poszukującego, wrażliwego na kwestie społeczne, ale odległego od wszelkich „izmów” oraz doktrynalnych dogmatów lewicy.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama