Nowy numer 43/2020 Archiwum

A Ty? Jakiego masz patrona?

Obrzydliwe, demoniczne postacie patrzyły na mnie i wołały: - Zabierzmy go od tej kobiety, zabierzmy go od tej kobiety.

Witam, mam na imię Marcin i mam 20 lat. Chciałbym opowiedzieć historię mojego życia i jak znalazłem, a raczej: jak dzięki łasce Bożej mogłem poznać Boga Miłosiernego. Wiele osób mnie zachęcało bym spisał swoje świadectwo tak, by dzięki niemu inni mogli zaufać i oddać się Bogu. Pisząc to świadectwo, chcę, by ludzie nigdy nie tracili nadziei  w to, że Jezus Chrystus przyjdzie do nich i odmieni ich życie. Bóg jest przede wszystkim miłosierny i chce Naszego szczęścia, a nie zagłady. Chcę w ten sposób też podziękować Bogu i ludziom, przez których Bóg do mnie przemawiał.

Moją historię zacznę od opowieści, że pochodzę z domu bez wielkich możliwości finansowych, że tak to nazwę, ale teraz widzę w tym wielką Bożą łaskę. Mam Mamę i Tatę, jednak sprawy finansowe oddalały Nas od siebie oraz fakt, że rodzice praktycznie też nigdy nie otrzymali miłości od swoich rodziców i mimo, że się starali, nie mogli mi tej prawdziwej miłości przekazać. Za co ich obecnie nie winię, dzięki Bogu mogłem przebaczyć wszystkie złe momenty z mojego życia.

Pamiętam, że chodziłem do Kościoła, jak byłem mały, mówiliśmy pacierz wieczorem, ale to wszystko. Nie było rozmów o Bogu, nie znałem Boga, ale moi rodzice też go tak naprawdę nie znali, więc i tak się cieszę, że miałem jakieś podstawy, dzięki  którym później i ja sam mogłem się zwrócić do Boga. Jednak pamiętam, że nigdy nic nie czułem, będąc w kościele. Traktowałem to jako karę, chodziłem, bo musiałem i nie było żadnej relacji z Bogiem.

Pamiętam, że  w podstawówce byłem dobrym i sumiennym uczniem, a mimo to już wtedy zacząłem uciekać z lekcji religii, nie chciałem chodzić i mieć za dużo wspólnego z Bogiem.  Wielu nauczycieli z racji  mojego zachowania mówiło , że skończę „z piwem pod budką”.  O mało co te ich słowa byłyby „prorocze”.

Nastąpiła zmiana szkoły i nowe gimnazjum, jednocześnie nowe środowisko. Wówczas zaczął się tzw. „bunt młodzieńczy”. Przestałem już w ogóle chodzić do kościoła, bo szkoda mi było na to czasu. To tam, będąc w 1 klasie gimnazjum, pierwszy raz zapaliłem marihuanę, co od razu spodobało mi się. To tam zacząłem wiele wagarować i to tam zacząłem pić alkohol czy palić papierosy. Nikt się już wtedy mną nie interesował, również nauczyciele ze szkoły. Myślę też, że to było takie moje wołanie, by ktoś zwrócił na mnie uwagę i zainteresował się mną. Jednak takiej reakcji nie było, więc „ochoczo” mogłem postępować w swojej dalszej destrukcji.

W gimnazjum za dużo styczności z narkotykami jeszcze nie miałem, ale kilka razy spróbowałem i bardzo spodobały mi się. Bo miałem chwilową radość w moim smutnym życiu, mogłem w końcu o niczym nie myśleć, tylko być radosny. To samo z alkoholem - piłem jakieś tanie trunki czy piwa, by zapomnieć o otaczającym mnie świecie, o rzeczywistości. Beznadzieja i poczucie, a w zasadzie brak jakiegokolwiek poczucia własnej wartości tylko mnie popychały w tym kierunku, kierunku zła. Wypisałem się całkowicie

z lekcji religii, nie przystąpiłem nawet do bierzmowania, bo po co mi to.

Często, jak chodziliśmy na wagary, mijaliśmy kościół i widzieliśmy na podjeździe nowoczesne samochody należące do księży, co wywoływało we mnie bunt i ten bunt wydawał mi się właściwy. Często w szkole przez cały korytarz krzyczeliśmy na księdza z pogardą, np. „Batman!” czy „Książe!”. Czasami podchodził, zagadywał, ale to tylko zwiększało nasze ataki i pogardę do jego osoby. Pamiętam, że zawsze był uśmiechnięty i nie wytrącały go nasze uwagi z równowagi, ale nie zastanawiałem się nad tym zbyt głęboko, skąd on taki radosny.

Tak się skończył okres gimnazjum, z którego wyszedłem o wiele bardziej zniszczony i zdemoralizowany psychiczne niż mogłem przypuszczać. Później, po zmianie szkoły szybko zrezygnowałem z nowej. Nie widziałem sensu się uczyć, bo po co? Wiele łez moja Mama wtedy wylewała, a ja byłem jak skała, serce miałem z kamienia. Wiem, że mama się modliła za mnie jak i za cały dom, bo w zasadzie Ona jako jedyna z rodziny chodziła do kościoła. Nie chodząc do szkoły, miałem wiele czasu na wszystko co chcę, a wiec jakieś imprezy, alkohol, narkotyki, jak i uzależnienie od komputera. Czasami mogłem przesiadywać przez 16 godzin na komputerze, kładąc się po 6 nad ranem spać, a wstając po 14-15.

W tym czasie przeprowadziłem się na rok do innego miasta, ale po roku w zasadzie wymusiłem powrót do siebie. W wieku 17 lat podjąłem kolejny raz naukę w szkole.

To był już okres, w którym narkotyki wymierzały mi dni. Dzień bez narkotyków był dniem straconym...

Wiele paliłem marihuany, ale zaczęły się też okazjonalnie pojawiać „mocniejsze” narkotyki. Chociaż ja teraz wiem , że nie ma „słabszych” i „mocniejszych”; wszystkie uzależniają i mają przeróżne skutki. Palenie marihuany, jeszcze łącząc je z innymi narkotykami, ma wielki wpływ na Twój tok myślenia! Doprowadziło mnie to do depresji, jeszcze bardziej czułem się nikim, czułem się zerem . Zacząłem też dostrzegać pierwszej objawy zbyt dużego zażywania „zioła”. Pojawiły się problemy z pamięcią, co na początku wydawało mi się śmieszne, ale jak kiedyś położyłem gdzieś na szafce 50 zł, a dosłownie za minutę zapomniałem, gdzie je położyłem i wyrzuciłem wszystkie rzeczy z szafki, bo spanikowałem i nie wiedziałem, gdzie mogłem je położyć, to już nie było takie śmieszne.

« 1 2 3 »
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama