Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nazizm i średniowieczne zagadki

Takich zapomnianych cmentarzy jak te w Borowicach i Michałowicach są w naszej diecezji dziesiątki. 
Coraz powszechniejszy patriotyzm lokalny sprawia, że wracają do ludzkiej pamięci.


Walończycy czy kamieniarze?


Ta nekropolia leży w lesie pomiędzy Michałowicami a Piechowicami. To jeszcze jeden górski cmentarz w Karkonoszach, zupełnie zapomniany przez dziesiątki lat. Z jednej strony jego obszar zamykają modrzewie, z drugiej roztacza się widok na Karkonosze. Dzięki lokalnym społecznikom, skupionym wokół Fundacji Ochrony Zabytków i Miejsc Pamięci „Memento” oraz Stowarzyszenia „Michałowice”, cmentarz jest uporządkowany i oznakowany. Nadal jednak skrywa wiele tajemnic. Mieszkańcy od zawsze wiedzieli, że tu, na zboczu, odbywały się podczas wojny pochówki. O tym, że grzebano nie trumny, ale urny z prochami, wiedziało niewielu. Zakopywano je w ziemi we wnętrzach trzech stykających się kręgów, o średnicy 6–7 metrów każdy. Przy nich stawiano kamienne głazy z wyrytymi runami. Co do ich znaczenia wciąż trwają spory. Mówi się, że mogą to być średniowieczne symbole walońskich górników albo „znaki firmowe” kamieniarzy. Ale pewności nie ma. Dotychczas udało się ustalić nazwiska kilkunastu spoczywających tu osób. Powinno być minimum 58, bo taki numer ma metalowa tabliczka odnaleziona przy jednej z urn. Wśród już ustalonych najbardziej znany jest karkonoski malarz pejzażysta Hugo Dittrich, zmarły w 1943 roku. Na tym samym cmentarzu spoczęła jego żona Johanna. Reprodukcje obrazów Dittricha wykorzystywano m.in. jako kolorowe kartki pocztowe z Karkonoszy. Ostatni pochówek, jaki można stwierdzić po zachowanych kamieniach, pochodzi z 1944 r. i dotyczy Heleny Lange. Jedynie na jej kamieniu wyryto chrześcijański krzyż. 
Od wielu lat tym zapomnianym, leśnym cmentarzem opiekuje się Fundacja „Memento”. Najcięższe prace leśne i ziemne wykonali strażacy z OSP w Piechowicach i ich wielkopolscy koledzy z OSP Śrem. Pomoc zaoferowali także Nadleśnictwo Szklarska Poręba, Bogdan Widak i Sebastian Borecki ze Stowarzyszenia „Michałowice” oraz samorządy Piechowic i Szklarskiej Poręby. Podczas porządkowania okazało się, że w pobliże cmentarza doprowadzony był… wodociąg. Po co? Justyna Sasin-Spyrka z „Memento” uważa, że aby o niego dbać. Miejsce to nie musiało być przecież zawsze odludne.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama