Nowy numer 49/2020 Archiwum

Co może jeden człowiek

Piękna muzyczno-poetycka historia o życiu bł. Jana Pawła II podbiła serca szczecineckiej publiczności. 
Tak jak opowiadający ją aktor i reżyser.


Powiedzieć coś ważnego


Inspiracją do stworzenia spektaklu okazała się beatyfikacja papieża Polaka. – To było zapotrzebowanie chwili. Czułem, że coś takiego dobrze byłoby zrobić w takim momencie. Teraz zastanawiałem się nawet przez chwilę, żeby już się z tego wycofać. Ale zaraz będzie nowe świętowanie, papież Polak zostanie kanonizowany. I pomyślałem: a może nigdy nie jest za dużo o Janie Pawle, może wciąż trzeba o nim opowiadać? – zastanawia się aktor. 
„Co może jeden człowiek – w hołdzie Janowi Pawłowi II” to trzecia, po „Drodze Krzyżowej” i spektaklu „Z obłoków na ziemię” propozycja poetycko-muzyczna przygotowana wspólnie z zespołem De Profundis. I, jak się zdaje, nie ostatnia. 
– Chodzi mi po głowie taki pomysł, żeby zrobić jeszcze jedną rzecz, może ostatnią, bo jakiś taki stary się zrobiłem ostatnio – zdradza z uśmiechem aktor, choć werwy i ekspresji mógłby mu pozazdrościć niejeden dwudziestolatek. 
Nowe przedsięwzięcie ma dotyczyć św. Franciszka. Aktor nie ukrywa, że inspiracją do „wzięcia na warsztat” postaci Biedaczyny z Asyżu jest papież Franciszek. 
– Ten wybór to musiała być naprawdę interwencja Ducha Świętego! To niesamowita postać. To, co już zrobił, to są rzeczy nieodwracalne w Kościele, cudowne – mówi z uniesieniem o głowie Kościoła. 
Zachwyt nad nowym papieżem sprawił, że postanowił nawet wprowadzić poprawki do spektaklu o Janie Pawle II i umieścić tam fragment dotyczący Franciszka. 
– Jeżdżenie z tymi spektaklami po Polsce rzeczywiście daje się we znaki, jest bardzo męczące, ale i… piękne. Jeśli wiesz, że masz do powiedzenia coś ważnego, coś, co ma sens – to warto to robić, nawet tłukąc się po 400–500 km. Spektaklowi o Janie Pawle II towarzyszą olbrzymie emocje. I – aż wstyd się przyznać – nie tylko widzowie są wzruszeni, ja także. Gramy często w kościołach, gdzie odbiór jest inny niż w teatrze. Bywa, że spektakl kończy się tym, że wszyscy, wzruszeni, obejmujemy się. To są emocje! A przecież czy nie o to chodzi aktorowi, żeby wzruszać? Brakuje mi takich doznań artystycznych – wyznaje Jan Nowicki. 


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama