Nowy numer 43/2020 Archiwum

Koniec na dobry początek

Gdyby śmierć była końcem, lepiej byłoby o niej nie myśleć. Ale nie jest.

W serialu „Janosik” sprzed lat była taka scena: wojsko austriackie przywiozło do wsi beczkę okowity, żeby ludzi spić i oskubać z pieniędzy. Interweniowali zbójnicy. Po wygranej potyczce wylali okowitę razem z utopionym w niej żołnierzem. Jeden ze zbójników, patrząc na to rozmarzonym wzrokiem, powiedział: „Piekno mioł śmierć…”.

No właśnie – co to jest piękna śmierć? We wspomnieniach nieżyjącego już polityka przeczytałem kiedyś o śmierci jego żony. Uważał on za swój wielki sukces doprowadzenie do sytuacji, że zmarła bez świadomości, że „to już”. Do samego końca myślała, że wyzdrowieje. Według niego to była dobra śmierć.

Sprawa ta przypomniała mi się przed paroma dniami, gdy rozmawiałem ze znajomą, której mąż zmarł kilka godzin wcześniej. To było dość młode małżeństwo. Żona walczyła o męża, dopóki mogła. Prosiła o modlitwę, co też z przyjaciółmi ze wspólnoty zrobiliśmy. Nie miałem pojęcia, co usłyszę, gdy do niej dzwoniłem. I choć z drżeniem zacząłem rozmowę, po jej zakończeniu złapałem się na tym, że bezwiednie się uśmiecham. Usłyszałem świadectwo osoby zbolałej, a jednak pogodnej i jakoś paradoksalnie szczęśliwej.

– Miał piękną śmierć. Umierał świadomie – powiedziała. W ostatnich chwilach przyciągnął żonę do siebie, powiedział, że taka jest wola Boga, a on się z nią godzi, pożegnał się. I spokojnie, pojednany z Bogiem i ludźmi, odszedł. Z tą śmiercią wiązało się też zbliżenie z dalszą rodziną, a jestem przekonany, że wiele łask tam się jeszcze objawi.

Nie byłoby tego bez przyjęcia prawdy. Co daje okłamywanie człowieka, tak jakby miał tu żyć wiecznie? Czemu człowiek ma odchodzić w niewiedzy, że właśnie nadszedł decydujący moment? Po co mu tych parę chwil względnego spokoju, że może jeszcze pożyje, gdy stoi wobec wieczności? Dla niejednego może to być ostatnia szansa.

Dlaczego przedśmiertna mobilizacja, choćby i pełna trwogi, miałaby być czymś złym? Łotr, który wisiał koło Jezusa, nie zdobyłby się pewnie na pokutny „rzut na taśmę”, gdyby nie dramatyzm okoliczności. Ten zbój dokładnie wiedział, że przed nim już tylko parę chwil cierpienia, a potem… no właśnie. Nie wyglądało to dobrze. Dlatego wyraził skruchę i wezwał Jezusa. I wtedy stało się coś niesłychanego. Jezus na miejscu ogłosił jego zbawienie. Typ spod ciemnej gwiazdy stał się bohaterem najszybszej kanonizacji w dziejach świata, jedynej dokonanej jeszcze za życia świętego.

Jak widać, to wcale nie jest najważniejsze, żeby umieranie było komfortowe. Nie rozumieją tego dzisiejsi moralni esteci, którzy „godnego odejścia” upatrują w eutanazji. Ważne, żeby było szybko, bezboleśnie i sprawnie, możliwie bez emocji. Kasa, zastrzyk i spadaj. Niech się człowiek nie męczy, a my przy nim. Wygodnie przed, wygodnie w trakcie. A po? Jakie po? To takie nierzeczywiste…

Narastające myślenie eutanazistowskie jest skutkiem rozpaczy. Postchrześcijanie nie chcą słyszeć o śmierci, bo nie mają nadziei na wieczność.

Kochani postchrześcijanie – jest nadzieja. Do ostatniej chwili. Zostawcie tę chwilę chociaż innym.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także