Nowy numer 42/2020 Archiwum

Lekarstwo na strapioną duszę

Raz dziennie, albo ile dusza zapragnie – takie są zalecenia dotyczące stosowania niezwykłego leku opatentowanego przez kleryków Seminarium Duchownego, a w rzeczywistości znanego od dawna.

Potrzeba jest matką wynalazków – mówi rektor Gdańskiego Seminarium Duchownego ks. prof. Grzegorz Szamocki. – Wszystko zaczęło się dwa lata temu, podczas Dni Młodzieży organizowanych przez nasze seminarium. Na zakończenie tego wydarzenia co roku ofiarujemy jego uczestnikom jakąś drobną pamiątkę. Wtedy postanowiliśmy dać młodym ludziom coś, co będzie miało nie tylko formę upominku, ale także pewien wymiar duchowy. Prorektor ksiądz Jan Uchwat uznał, że mógłby to być jakiś rodzaj duchowego leku, czegoś, co pomaga w trudnych chwilach.

59 granulek

Pomysł podchwycił seminarzysta Błażej Kowalski, dziś już diakon, a w przeszłości także student farmacji. – Wpadłem na pomysł, żeby w opakowaniu do złudzenia przypominającym pudełko na lekarstwa umieścić Koronkę do Bożego Miłosierdzia – różaniec, instrukcję, jak odmawiać modlitwę i obrazek przedstawiający Jezusa – wspomina. – I w ten sposób powstał prezent – pamiątka ze spotkania modlitewnego w seminarium. Wszystko było pomyślane tak, żeby opakowanie zawierało wszystko, co potrzebne do odmawiania koronki. Chcieliśmy w ten sposób promować modlitwę i pomagać ludziom strapionym. Przywołując swoje doświadczenia farmaceutyczne powiem, że nazwa jest kluczowa. Ona zawsze pomaga lekarzom określić, na jaką chorobę są dane leki, ewentualnie, jaki jest ich skład chemiczny. „Miserikordyna” odwołuje się do łacińskiego słowa misericordia – miłosierdzie. Równocześnie zawiera pierwiastek słowa cordis, czyli serce. Na opakowaniu przeczytać można ponadto, że zawiera ono „59 granulek dosercowych”. Jak mówi diakon Kowalski, młodzież, której podarowano „Miserikordynę”, była zaskoczona, ale równocześnie przyjęła „lek” bardzo pozytywnie. – Szybko pojęli, w czym rzecz – wyjaśnia nasz rozmówca. – Co ciekawe, dziś, kiedy nasze „lekarstwo” zaczyna być popularne w świecie, wiele osób nie od razu orientuje się, o co chodzi, i bywa, że na furtę seminaryjną dzwonią ludzie z prośbą o przekazanie im choćby opakowania „tego leku na duszę”. Są i tacy, którzy uważają, że Kościół chce zrobić „kasę na jakichś tabletkach”. Można powiedzieć, że osiągnęliśmy zamierzony efekt – zainteresowaliśmy ludzi „Miserikordyną”, a co za tym idzie, Koronką do Bożego Miłosierdzia.

Realizując polecenie Jezusa

Pomysł gdańskich seminarzystów stał się znany także w Watykanie. Papież Franciszek uznał, że warto by go „wyprodukować” w dużej ilości i rozdać pielgrzymom na placu Świętego Piotra. – To zasługa księdza arcybiskupa Konrada Krajewskiego – wyjaśnia ks. rektor Grzegorz Szamocki. – To właśnie on niedawno pokazał ojcu świętemu „Miserikordynę”. A sam dostał ją najprawdopodobniej od kogoś, kto przed dwoma laty uczestniczył w Dniach Młodzieży. Młodzi ludzie rozjechali się z Gdańska do swoich miejscowości, parafii i zawieźli tam Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Dlaczego właśnie różaniec stał się tym specjalnym upominkiem – pamiątką po Dniach Młodzieży w Gdańskim Seminarium Duchownym? – Polska jest szczególnym krajem, w którym żyła święta siostra Faustyna, która stąd właśnie wysłała w świat swoje orędzie o Bożym miłosierdziu – mówi diakon Błażej Kowalski. – Sama koronka jest realizacją polecenia Pana Jezusa przekazanego świętej i wpisuje się w jej dzieło. Mnie jest ono bliskie i stale obecne w życiu. Jezus mówił, że ta modlitwa ma wielką siłę i żeby dawać różaniec z modlitwą do rąk konającym grzesznikom, żeby w godzinie śmierci doznali łaski. Modlitwa ta uśmierza gniew Boży, budzi zaufanie ukierunkowane na wolę Bożą. To wiąże się z nawróceniem i zerwaniem z grzechem. Koronka do Bożego Miłosierdzia to lek dla pogubionych moralnie, którzy cierpią konsekwencje swoich grzechów, by mogli dostrzec nadzieję dla siebie oraz to, że Bóg jest obecny w ich życiu. Że Bogu na nich zależy, że On może im wybaczyć grzechy. Zdaniem wynalazcy „Miserikordyny” jest ona lekiem duchowym. Tym, czym zwykły lek jest dla chorego ciała, tym dla duszy jest miłosierdzie Boże. – W sprawach duszy, sumienia i moralności nie pomoże żaden lekarz, psycholog i zwykłe lekarstwa. Pomóc może Jezus Chrystus, a możemy tę pomoc uzyskać, powierzając się Jego miłosierdziu – uważa diakon Błażej Kowalski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama