Nowy numer 44/2020 Archiwum

Pustelnia? Lubię to!

Pustelnia była najpiękniejszym czasem mego życia – opowiada o. Rafał Kogut, franciszkanin z klasztoru w Cieszynie.

Mały Gość: Dlaczego pustelnia daje takiego kopa? Daniel Ange usłyszał wysoko w Alpach: „Wyjdź do młodych”, o. Delfieux, założyciel Wspólnot Jerozolimskich, ukrył się na pustyni, gdzie usłyszał: „Wracaj do miasta”. Ojciec też dostał niezłego ewangelizacyjnego poweru…

Ojciec Rafał Kogut: Był taki czas w moim życiu, gdy zacząłem szukać ciszy. Nie słuchałem w domu żadnej muzyki, otwierałem się na to, co powie Pan Bóg. To doprowadziło mnie na pustelnię. Przyznam szczerze: byłem już 13 lat kapłanem, 20 lat w zakonie, ale wciąż bardzo tęskniłem za spotkaniem żywego Boga. To doprowadziło mnie do całkowitego oddania życia Jezusowi.

Co się zmieniło?

Moja modlitwa. Zacząłem wreszcie budować związek z żywą osobą! Byłem proboszczem w Zabrzu, świetnie czułem się w duszpasterstwie, ale coraz mocniej tęskniłem, by zostawić wszystko i pójść na pustelnię. To w naszym zakonie nic nowego. Święty Franciszek wciąż przebywał na pustelni, a tylko od czasu do czasu wychodził do braci, by podzielić się tym, co poznał podczas samotnej modlitwy. Pustelnia była najpiękniejszym czasem mego życia.

Jak Ojciec wytrzymał sam ze sobą? Moi znajomi chcieli zwiewać po kilku dniach takich rekolekcji w samotności...

Ja mieszkałem na pustelni sześć lat. (śmiech) Najtrudniejszy jest rzeczywiście pierwszy okres: gdy człowiek staje sam na sam z sobą i widzi wyraźniej swoje słabości. Ważne, by wtedy nie rezygnować z tej drogi, ale pozwolić poprowadzić się Bogu. Pustelnia była w mym życiu przełomem. Napełniałem się Jezusem i wiedziałem, że nie mogę tego zostawić dla siebie, ale muszę to oddać, dzielić się, rozdać innym. Uczyłem się słuchać tego, co do mnie mówi Bóg.

Co mówił?

Najpierw powiedział: „Zostaw wszystko. Jedź na pustelnię”. Po kilku latach usłyszałem, by z Ewangelią iść do ludzi.

Czy można pozwolić sobie na pustelnicze wagary? Na przykład na wstawanie, o której się chce? Przecież i tak nikt Ojca nie kontrolował…

Nie, nie możesz sobie pozwolić na leniuchowanie. Od razu posypie się wszystko inne… Obok mnie mieszkali inni bracia franciszkanie i bardzo trzymaliśmy się ustalonego programu dnia. Modlitwy były wspólne. Powiem szczerze: nie miałem większego problemu, by się do tego dostosować. To wszystko zależy od tego, jak zaplanujesz dzień. Ponieważ modlitwy mieliśmy między północą a pierwszą w nocy, wiedziałem, że muszę położyć się spać koło 21. Wstawałem na godzinną modlitwę, a potem znów kładłem się spać.

To była ziewająca modlitwa?

Nawet nie. (śmiech) Otrzymałem pewnie odgórną łaskę, bo nawet nie kleiły mi się zbytnio oczy…

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także