Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pamięć powstańca

Powstanie Warszawskie. Została ich garstka. To ostatnia szansa, by ich wspomnienia przelać na papier. Wie o tym Muzeum Powstania Warszawskiego, wiedzą także oni sami.


W redakcji warszawskiego „Gościa” zadzwonił telefon. – Dzień dobry, nazywam się Jerzy Lisiecki, jestem powstańcem. Bardzo się spieszę. Mam już 90 lat – odezwał się głos w słuchawce.
Z bohaterem niepodległościowych walk spotykaliśmy się w kawiarni w Muzeum Powstania Warszawskiego. – Ostatnio coraz częściej wracam myślami do tamtych wydarzeń... – zaczął rozmowę.


Opowiedziane przez łzy


Całe powstańcze życie trudno jest opowiedzieć. Pan Jerzy od pięciu lat spisuje je w formie szczegółowej biografii, jego wspomnienia zarchiwizowały także Muzeum Powstania Warszawskiego i Stowarzyszenie Pamięci Powstania Warszawskiego 1944, ale potrzeba wspominania historii wciąż powraca. – Chciałbym przekazać młodszym etos Armii Krajowej. Na spotkania batalionu „Ruczaj” przychodzi nas już tylko garstka. Łzy mam w oczach. Pokolenie świadków wymiera. W nurt powstańczy rodzina nie zawsze chce się zaangażować – mówi.
Dlatego tak bardzo wzrusza się, kiedy 1 sierpnia na Powązki przychodzą młodzi. Jest pewien, że gdyby powstanie wybuchło dziś, oni bez wahania wzięliby w nim udział. To go pociesza. Tak wiele jeszcze chciałby im opowiedzieć: o walkach, powstańczym życiu i o ideałach Dmowskiego, które wcielał w swoim życiu. „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka” – słowa z tablicy poświęconej międzywojennemu politykowi zamieszczonej w warszawskiej archikatedrze zapadły mu głęboko w serce.
We wspomnieniach powracają powstańcze obrazy. Te, które wyryły się najbardziej w pamięci, mniej dotyczą dat. To historie opowiadane przez łzy. Bo o najbliższych, których zabrała wojna.


Podaj hasło


Zaczęła się normalna powstańcza służba. Między innymi w batalionie „Ruczaj” – do 12 sierpnia 1944 r. na Powiślu i do kapitulacji w kompanii „Genowefa”. W wolnych chwilach nastawiał powstańcze Radio Błyskawica i słuchał komunikatów. Razu pewnego podali, że w czasie pożaru domu przy ul. Królewskiej 27 odznaczył się pewien komendant. Serce zabiło mu mocniej. – Przecież to mój dom – powiedział.
Poprosił dowódcę batalionu „Ruczaj” o przepustkę. Dostał hasło i ruszył nocą zobaczyć, co działo się z jego rodziną. Co chwila go zatrzymywano: „Stój, podaj hasło!”. Oczywiście podawał i pytał o odzew. – Pamiętam, że hasło brzmiało: „Kilof”, a odzew: „Kielce” – wspomina.
I tak doszedł do Alei Jerozolimskich. Gdzieś w murze zrobiony był otwór i tam przy telefonie z korbką posterunek. Powiedzieli: „Szykuj się, chłopie, jak damy znak, to biegnij”. Wydawało mu się, że Aleje mają z pół kilometra. Szkło pod nogami, ślizgał się, o mało nie upadł. W pół sekundy był już po drugiej stronie. Ciągle: „Stój, podaj hasło”. Dobrnął aż do Kredytowej. Już szarzało. Królewska była linią frontu, w Ogrodzie Saskim byli Niemcy. – Powiedziałem powstańcom, że chciałbym się dostać do domu. Oni na to: „Chłopie, tam już nie masz po co chodzić, bo tam wszystko spalone. Tam już nie ma Królewskiej”. Nie chciałem w to uwierzyć. Nalegałem, oni ostrzegali, że mogą namierzyć mnie Szwaby – wspomina.
Wszedł od tyłu do domu. Pamięta, że były tam niespalone drzwi i drewniane schody. Ale za nimi pod nogami ziała przepaść, zgliszcza. Wycofał się i spytał żołnierzy, czy nie wiedzą, gdzie są mieszkańcy tego domu. Dowiedział się, że rodzice mieszkają aktualnie na ul. Świętokrzyskiej.
Było już coraz widniej. Usiadł przed domem. Otworzyły się drzwi i wyszła służąca Franeczka. – Bardzo się wszyscy kochaliśmy. Zaprowadziła mnie do rodziców. Było gorące powitanie. Z rodzicami mieszkali jeszcze państwo Borowicze, o nich także proszę napisać... – wspomina ze wzruszeniem.


Feralny strzał


Tego dnia brat służący w batalionie „Gustaw-Harnaś” miał zdobywać kościół św. Krzyża. Mżyło, więc pożyczył wojskowy płaszcz. W kieszeni był pistolet. Niefortunnie wysunął się i upadł na ziemię. Huk! Brat runął na ziemię, noga przestrzelona. Od razu zabrali go do szpitala. Początkowo na Jasnej, potem na Powiśle. Opiekowała się nim mama. Do czasu, gdy wkroczyli tam Niemcy.
Już po powstaniu pojechali tam z ojcem. Szpital był wysprzątany, jakby żadnego „gwałtu” tam nie było. Zeszli do piwnicy. – Widzę łóżko metalowe z siateczką, a tam zwłoki leżą gołe. Spojrzałem – noga w gipsie. Serce zabiło mi mocniej. Podchodzę bliżej. Ciało zwęglone. Patrzę na rysy – śliczne – wspomina. To był jego brat. Pan Jerzy wybiegł.
Ekshumacja odbyła się w maju 1945 r. W wykopanym na ulicy przy szkole dużym dole leżało kilkadziesiąt osób. Było gorąco, nad rozkopanym dołem unosiły się chmary much. Ciała wyjmowali po kawałku. Brata rozpoznał po zagipsowanej nodze. Głowę mamy – po kruczych włosach i białym paśmie. Na środku był otwór po kuli. – Prosto strzelił ten drań – mówi.
Tato pokazał karteczkę, którą zdążyła przekazać mu mama. Pan Jerzy z pamięci cytuje: „Kochany Zygmusiu, jestem z Konradkiem na Drewnianej, nie martw się o nas. Bóg jest z nami”. – Bóg nie pomógł... – słowa więzną w gardle. Po chwili dodaje: – Mateńka czuwa nade mną.
Brat i mama pochowani są na Powązkach, niedaleko grobu Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Często tam przychodzi, wspomina...
Do dziś nurtuje go tajemnica tragedii szpitala na Drewnianej. To była znana placówka. 27 września 1944 r., w dniu egzekucji, siostry ze szpitala na Tamce załatwiły u Niemców zgodę na ewakuację rannych. – Dlaczego nie zabrano rannych również z mieszczącego się ok. 300 metrów dalej szpitala na Drewnianej? Podobno miał w tym udział komendant szpitala, który nie chciał ewakuacji. Nie było go także podczas ekshumacji. Nie mogłem zażądać od niego wyjaśnień. Nie wiem także, dlaczego mój brat trafił do szpitala na Powiślu, które od kilku dni było zajęte przez Niemców – zastanawia się
•
Powstańcza relacja Jerzego Lisieckiego dostępna jest na stronie www.sppw1944.org oraz ahm.1944.pl.


chcemy dotrzeć do wszystkich


Jan Ołdakowski, 
dyrektor Muzeum 
Powstania Warszawskiego
– 9 lat temu w Muzeum Powstania Warszawskiego zorganizowano Archiwum Historii Mówionej. Jego głównym zadaniem jest jak najwierniejsze utrwalenie relacji kilku tysięcy żołnierzy Armii Krajowej – uczestników Powstania Warszawskiego, żyjących w Polsce i za granicą, jak również cywilnych świadków powstania. 
Chcemy dotrzeć do wszystkich osób, 
które pamiętają ten czas. Rok 2013 zamkniemy liczbą około 3400 przeprowadzonych wywiadów, około 100 nagraliśmy za granicami Polski – wszystkie dostępne są na stronie internetowej muzeum. Obok archiwizacji rozmów z kombatantami archiwum przygotowuje także wydawnictwa multimedialne wykorzystujące zebrane nagrania. 
Do tej pory ukazały się już dwie 
płyty DVD: „Kanały” i „Poza walką 
– życie codzienne w Powstaniu Warszawskim”. Wydaliśmy również książkę „Powstanie w Ich pamięci” składającą się z fragmentów relacji świadków zrywu. Archiwum okazuje się niezwykle cennym źródłem informacji nie tylko dla badaczy historii. Niemal w każdym tygodniu kontaktują się z nami osoby, które dzięki nam odnajdują swoje rodziny czy znajomych bądź uzyskują cenne informacje na ich temat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama