Nowy numer 43/2020 Archiwum

Niepokorni warszawiacy

Choć referendum jest nieważne, jego inicjatorzy i tak czują się zwycięzcami. 
– Pokazaliśmy, że działając razem, można zmusić gnuśne władze do działania 
– powiedział Piotr Guział.

Starówka. Lokal wyborczy w Pałacu Ślubów: wczesnym, referendalnym popołudniem niewielu tu warszawiaków. Przychodzą pojedynczo, czasem całymi rodzinami. Ale tłoku nie ma. Późnym wieczorem, po ustaniu ciszy wyborczej, potwierdzają to pierwsze wyniki. Do urn poszło 25,66 proc. uprawnionych. Żeby referendum było ważne, potrzeba było co najmniej 29,1 proc. frekwencji.

Wbrew oczekiwaniom inicjatorów akcji referendalnej, w poniedziałek miastem nadal rządzi Hanna Gronkiewicz-Waltz. Po gorącym czasie przedwyborczych agitacji i wyciąganiu momentami wątpliwych asów z rękawa, przyszedł czas na komentarze. I wyciąganie wniosków.
Tuż po ogłoszeniu wstępnych, sondażowych wyników głos zabrał Piotr Guział. – Pokazaliśmy, że działając razem, można zmusić gnuśne władze do działania, można zmusić wszelkiej maści partyjnych polityków do zajęcia się problemami zwykłych ludzi – mówił. – Działając razem, przekonaliśmy warszawiaków, że konstytucja to nie jest martwa księga, że mamy prawa i potrafimy z nich korzystać – ocenił lider Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, która zainicjowała referendum.
Wieczorem miała się odbyć konferencja prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast niego wyniki wyborów komentował szef warszawskich struktur PiS Mariusz Kamiński, który przed siedzibą partii przy ul. Nowogrodzkiej zarzucał premierowi i prezydentowi, nawołującym do niegłosowania, podeptanie ważnych wytycznych Rady Europy. – Warszawa to miasto urzędnicze. Wiele osób, w tym nauczyciele i pracownicy sektora publicznego, skutecznie zostało pozbawionych możliwości wyrażenia opinii. To standardy białoruskie – komentował, dziękując warszawiakom, którzy „nie dali się zastraszyć akcji zniechęcania”.
„Dostaliśmy żółtą kartkę” – komentowali z kolei przedstawiciele Platformy Obywatelskiej. – Wyciągniemy z tego wnioski, a presja referendum przydaje się – mówił Andrzej Halicki, szef mazowieckiej PO, dodając, że kadencja prezydent nie zostanie przerwana, więc miasto uniknie paraliżu. Hanna Gronkiewicz-Waltz nie będzie miała łatwego roku – dodawał europoseł Wojciech Olejniczak. – Będziemy jej patrzeć na ręce – dorzucił Piotr Guział.
Część komentatorów obarczała winą za porażkę inicjatorów referendum spin doktorów Prawa i Sprawiedliwości. – PiS zawłaszczyło sobie inicjatywę obywatelską. Weszli w Warszawę z kijem bejsbolowym, a z oddolnego ruchu zrobili „mordobicie między dwoma partiami” – mówił Jacek Kurski. – Zrobiliśmy swoje. Gdyby pozostałe partie, na przykład Solidarna Polska, wsparły kampanię, dziś mielibyśmy inny wynik – komentował Adam Hofmann. – Ale i tak pokazaliśmy, że mamy mocną drużynę, która potrafi zdobyć niezły wynik, nawet w warunkach tak niesprzyjających – mówił rzecznik PiS.
Dopiero 10 godzin po podaniu sondażowych wyników głos w sprawie referendum zabrała Hanna Gronkiewicz-Waltz. – To referendum mi pomogło. Dzięki niemu miałam okazję zdać relację mieszkańcom Warszawy ze zmian, które wdrożyliśmy w ciągu ostatnich 7 lat. Zrozumiałam też jednak, że warszawiacy oczekują nie tylko wielkich inwestycji w infrastrukturę, ale także rozmowy i dialogu. Wiem, że tego było dotąd za mało i to udało się zmienić. Szczególnie dziękuję wszystkim tym, którzy w tę zmianę uwierzyli. Postaram się nie zawieść ich oczekiwań. Zobaczymy się za rok w trakcie prawdziwych wyborów. A od dziś wracam do codziennej pracy nad naszym wielkim projektem: „Zmieniamy Warszawę” – napisała na Facebooku.
Sceptycy twierdzą, że bez referendalnego „bata” dobre chęci szybko się skończą. Czas pokaże. Kadencja urzędującej prezydent upływa w listopadzie 2014 r. Wówczas warszawiacy znów będą mogli wyrazić swoje zdanie.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama